Wpisz i kliknij enter

Unsound Festival 2011 – relacja

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość – na tegorocznym festiwalu Unsound postanowiono zakpić z logiki chronologicznych następstw. Organizatorzy festiwalu, niczym bohaterowie filmów sci-fi, podróżowali po osi czasu w poszukiwaniu interesującej muzyki. Zgromadzeni w Krakowie twórcy – rozbitkowie w czasoprzestrzeni – zestawieni obok siebie mieli stworzyć kalejdoskopową wizję dźwięków z pogranicza retro i futuryzmu.

Za symbol paradoksalnej ponad-czasowości należy uznać Mortona Subotnicka, niemal osiemdziesięcioletniego kompozytora, prekursora gry na syntezatorze. Ten mistrz starej daty zaprezentował jak najbardziej aktualne brzmienia, choć wykonana w Kinie Kijów kompozycja „Silver Apples Of The Moon” datuje się na 1967 rok. Przy pomocy kosmicznie wyglądającego syntezatora i laptopa zagrał set, którego nie powstydziliby się Autechre ani Aphex Twin. Kawalkada abstrakcyjnych dźwięków za którymi trudno nadążyć, rzucane jakby od niechcenia pomysły, energia tkwiąca w analogowym brzmieniu – Subotnick postawił wysoko poprzeczkę młodym adeptom sceny elektronicznej.
http://www.youtube.com/watch?v=bvZScIpubgw
Niewątpliwie ważnym punktem imprezy był występ trzech legendarnych składów. W alternatywnej rzeczywistości, w której muzyka rockowa nie zyskała masowego uznania a jej miejsce zajęło techno, Model 500 byliby gwiazdą na miarę Rolling Stonesów. „Obca muzyka jest stymulatorem syntetycznej rekombinacji, technologią sztuk stosowanych, służącą do przyspieszania tempa, z jakim stajemy się obcy. Optymalizuje stopień ekscentryczności.” – w zawiły sposób pisał o afrofuturyźmie znawca czarnej muzyki, Kodwo Eshun. Po wysłuchaniu Juana Atkinsa z kolegami chyba lepiej rozumiem, o co mu chodziło.

Chris & Cosey z kultowego Throbbing Gristle to duet będący rewersem Sonny & Cher. Ich post-industrialne piosenki o miłości (i wszystkich innych granicznych uczuciach) w oprawie tradycyjnej elektroniki brzmiały bardzo przekonująco. Równie udany, choć odmienny stylistycznie, był koncert Johna Foxxa, który w towarzystwie The Maths (w tym dwóch koleżanek w strojach a’la ejtis) wykonał klasyczne, wciąż porywające numery. Zespół jako jedyny na festiwalu na specjalne życzenie widzów zagrał bis – przebojowy „Underpass”.

Projektów odwołujących się do tematu przewodniego, czyli „szoku przyszłości”, było kilka. Na największe uznanie zasługuje dźwiękowa interpretacja radzieckiego filmu „Aelita” autorstwa combo kierowanego przez Wojtka Czerna z Za Siódmą Górą. Opowieść o miłości na odległość między Ziemianinem i Marsjanką, czyli dramat ludzki w szatach sci-fi, został wzbogacony o brzmienia analogowych syntezatorów i generatorów fal oraz instrumentów akustycznych – klarnetu, saksofonu i perkusji. Ilustracyjna w dużej mierze muzyka chwilami wybuchała energią, wtedy ujawniał się pełen potencjał tego efemerycznego składu.

Impreza w dniu otwarcia również nawiązywała do motywu festiwalu. Z jednej strony The Complainer i jego zabawa w stylu karaoke do hitów lat 80. (New Order, Yazoo i wielu innych), z drugiej futurologiczne fantazje Felixa Kubina, przybierające postać skocznego i ekscentrycznego electro. Do hasła „Future Shock” w sposób dosłowny odwołali się LXMP, grając słynny album Herbiego Hancocka o takim właśnie tytule. W ich interpretacji brakowało odkrywczości – Macio Moretti bębnił po swojemu, wprowadzając „nieoczekiwane” zmiany tempa i pauzy, natomiast Piotr Zabrodzki na syntezatorach w sposób niemiłosierny dekonstruował znane melodie.

Kontrowersyjny set The Caretaker jedynie połowicznie, bo przy pomocy obrazów, nawiązywał dialog z przesłaniem książki Alvina Tofflera inspirującej temat Unsoundu. W wizualizacjach wyświetlanych na ekranie Kina Kijów obrazy kosmicznego chaosu zostały zestawione z entropią życia codziennego artysty. Takie ramy mogły tłumaczyć przypadkowy wybór dźwięków: prezentacja Kirby’ego rozpoczęła się od gwałtownego wtargnięcia na scenę przy akompaniamencie hard rockowego kawałka a zakończyła „odśpiewaniem” łzawej piosenki Eltona Johna z „Króla Lwa”. Pomiędzy tymi dezorientującymi punktami programu artysta odtworzył z laptopa utwory z różnych momentów swojej aktywności – noisowe, hauntologiczne i ambientowe kompozycje, wszystkie gwałtownie urywane w niespodziewanym momencie.

Z ciemności i dymu, przy niezwykle intensywnym świetle stroboskopowym wyłoniła się postać biegnąca po bieżni elektrycznej. Wraz z rozpoczęciem ćwiczenia, z głośników w Mandze popłynął strumień drażniących brzmień, muzyki poza gatunkami, narkotycznej, nieskładnej. Przesterowany bas uderzał z całą siłą a mężczyzna w masce starca siedzący przy głośniku szyderczo mierzył wszystkich wzrokiem. Hype Williams to prowokatorzy wymierzający policzek słuchaczom, czego najlepszym dowodem zakończenie występu zapętlonymi odgłosami gruźliczego kaszlu. Muzyka przyszłości? Na pewno muzyka szoku.

Gitara i syntezator – to najpopularniejsze obok laptopów instrumenty spotykane na Unsoundzie. Gitarowy duet Natural Snow Buildings w znakomitej akustycznie sali Akademii Muzycznej zagrał piosenki osnute na kanwie dronów upstrzone field recordingiem. Ich senny występ przebił ostatniego dnia bardziej wyrazisty, transowy Haxan Cloak, dryfujący z mroku w kierunku światła. Jeszcze oryginalniej zabrzmiały preparacje Marka McGuire, który przy pomocy efektów w sposób rytmiczny kształtował gitarowe akordy, mnożąc nakładane na siebie tekstury. I nie przeszkadzały nawet popisowe solówki w stylu rocka progresywnego.

Syntezatory pojawiły się w dużej ilości podczas prezentacji oficyny Not Not Fun. Neurotyczne partie grane na klawiszowym instrumencie obok wypluwanych przez automat perkusyjny bitów oraz niezrównoważonego wokalu – z tych elementów zbudowany został set projektu Sex Worker. Dylan Ettinger jako śpiewający klawiszowiec z nie najlepszym skutkiem próbował odświeżyć brzmienie Nowej Fali, zaś LA Vampires na żywo w dużym składzie (perkusja, syntezator, głos, elektronika) w sposób całkiem udany – wskrzesić ducha disco. Jedną z większych niespodzianek okazał się koncert Stellar OM Source. Pobieżny przegląd dyskografii Christelle Gualdi pozwala zorientować się, że artystka podąża tą samą drogą, co Daniel Lopatin – jej kierunek to new age’owy syntetyczny ambient. Tymczasem na żywo zaprezentowała imponującą energetyczną muzykę ciążącą w stronę techno – wysokiej próby połączenie acid z odjazdami w stylu Sun Ra.

Dopiero obcowanie na żywo z muzyką grupy Sun Araw (w jej składzie klawisze i gitary) pozwoliło w pełni odczuć dubową potęgę ich brzmienia. Luz jak u jamajskich producentów łączył się z psychodelicznym gitarowym jazgotem, zapętloną melodią i zdawkowymi zaśpiewami. Przerysowany bas przyjemnie masował ciało, zaś umysł pogrążał się w transie.
http://www.youtube.com/watch?v=KOdJE6dLLIg

Na przeciwstawnych biegunach tegorocznego festiwalu lokują się artyści grający głośno i agresywnie (Cut Hands, Robin Fox) oraz twórcy subtelni, którym bliżej do neo-klasyki (Jacaszek, A Winged Victory For The Sullen, Re:ECM). Pomiędzy skrajnościami została rozciągnięta przestrzeń mieszcząca wiele odmian muzyki tanecznej – dubstep (2562), juke (DJ Rashad), techno (Model 500), zwichnięte disco (Magic Touch). W zbiorze tym znalazło się miejsce dla wielu hybryd, trudnych do jednoznacznego zaklasyfikowania.

Choć impreza nie schodzi poniżej pewnego poziomu, a ilość artystów i rozmach są godne podziwu, trudno wskazać na moment przebłysku wzbudzającego zachwyt, niezależnie od gatunkowych podziałów. Laserowe widowisko Robina Foxa było ekscytujące tylko przez kilka minut, zaś podniosłe improwizacje zagrane w Kościele Św. Katarzyny przez Ricardo Villalobosa i Maxa Loderbauera – nudne od początku do końca.

Czy taka opinia uwarunkowana jest wyłącznie przegrzaniem mojego systemu nerwowego nadmiarem bodźców, o niebezpieczeństwie którym wspominał Alvin Toffler?

[Zdjęcia: Artur Rakowski oraz materiały Unsound]







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] Michał Fundowicz, Nowa Muzyka […]

posthip
posthip
9 lat temu

Jedź szukać „momentów przebłysku wzbudzających zachwyt” na Taurona, szok przeszłości gwarantowany.

Polecamy