Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.

Innercity Ensemble – IV
Jarek Szczęsny:

Luz i bogactwo.

Grischa Lichtenberger – RE:PHGRP
Paweł Gzyl:

Free jazz w „rasterowej” wersji.

Jónsi & Alex Somers – Lost and Found
Jarek Szczęsny:

Dla przyjemnego słuchania.

Conforce – Dawn Chorus
Paweł Gzyl:

Mistrzowski popis holenderskiego producenta.

Tunes Of Negation – Reach The Endless Sea
Jarek Szczęsny:

Problem leży gdzie indziej.

BNNT is Jacek Sienkiewicz – Multiversion #5
Jarek Szczęsny:

Część piąta – finał.



James Ferraro – Far Side Virtual

James Ferraro jest jak Jezus. A właściwie jak Jesús ‚Jess’ Franco, hiszpański filmowiec uważany za jednego z najpłodniejszych reżyserów świata, a według niektórych – także za jednego z najgorszych.

Podobieństw jest kilka. Przede wszystkim, ogromna produktywność połączona ze strategią przyjmowania różnych pseudonimów. Franco tworzył średnio sześć filmów na rok, które podpisywał nie zawsze swoim nazwiskiem. Acid Eagle, Edward Flex, Teotihuacan, Nirvana – to tylko kilka aliasów Ferraro, którego limitowanych CDRów i kaset trudno zliczyć. Kolejna wspólna cecha to niska jakość produkcji – u reżysera wymuszona ultra niskim budżetem, u muzyka będąca świadomym wyborem. I na koniec eklektyzm – hiszpański twórca kręcił zarówno horrory, musicale, filmy akcji jak i porno, zaś albumy Amerykanina są określane jako dream pop, drone, art rock, noise czy ambient.

Nonszalancja w podejściu do dźwięku, zerowa produkcja, zaszumienie, urok wciągniętych taśm – z tym można było dotąd kojarzyć Jamesa Ferraro. „Far Side Virtual” przynosi estetyczny zwrot, brzmienie uległo zmianie w wyniku wyboru innych narzędzi. Zamiast zgrać materiał na trefne kasety Ferraro wrzucił go od razu do MacBooka. Cyfrową jakość tłumaczy koncept albumu, polegający na próbie odtworzenia codziennej fonosfery XXI wieku. Artysta wykorzystał brzmienia towarzyszące nam, mieszkańcom dużych miast, w biurach, na ulicy i w domowym zaciszu. Nagrał płytę z wersją współczesnego muzaku, skalibrowaną odpowiednio do potrzeb przeciętnego konsumenta.

„Muzak jest odpowiednikiem intensywnych perfum, którymi próbuje się wypełnić przestrzeń, żeby nie docierał tam smród” – mówił na spotkaniu z cyklu „Krew na liściach” Kamil Antosiewicz. Ferraro buduje swoje krótkie, sformatowane do trzech minut utwory z materiałów znalezionych w swoim komputerze. Używa brzmień, do których przywykliśmy, dlatego nie zwracamy na nie uwagi, takich jak sygnał pojawiający się w momencie logowania do Skype’a. Wszystkie kompozycje są zbudowane według pewnego schematu: występuje w nich prosta linia melodyczna wygenerowana syntetycznie oraz dodatkowe efekty, np. użyte na zasadzie field recordingu dzwonki telefonów komórkowych. Wirtualny świat kreowany przez Ferraro jest w całości sztuczny, tak jak partie „wokalne” stworzone w emulatorze mowy. Równocześnie jest bardzo kiczowaty – album mógłby z powodzeniem zostać wykorzystany w sieci supermarketów w roli dźwiękowej tapety.

Propozycji Ferraro nie należy jednak traktować dosłownie i na poważnie. Jego gest artystyczny przypomina działania twórców pop artu, którzy nobilitowali seryjność produkcji oraz flirtowali z kiczem i banałem. Autor „Far Side Virtual” kreując przerysowany, chwilami dosyć koszmarny pop zmusza do zastanowienia się nad wartością dźwięków dobywających się ze wszystkich stron – z mediów, iPodów, komórek oraz przenośnych komputerów. Zwraca uwagę na „klimatyzowany koszmar”, czyli kryjące się za gładkimi brzmieniami środki przymusu i represji.

Hippos in Tanks | 2011

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.