Wpisz i kliknij enter

László Hortobágyi/György Kurtág jr./Miklós Lengyelfi – Kurtágonals

KurtágonalsW przypadku, gdy recenzent – jak gdyby nigdy nic – bierze się za płytę wydaną dwa lata temu, czytelnikowi należą się wyjaśnienia.

Otóż, w mojej opinii „Kurtágonals” jest jednym z tych albumów, które zostały po prostu przeoczone, a w żadnej mierze na to nie zasługują. Zatem niniejsza recenzja jest skromną próbą zmiany tego stanu rzeczy. Za dzieło to odpowiada trzech Węgrów współpracujących ze sobą na polu elektronicznej awangardy od dwudziestu lat. Ich nagranie zostało pomyślane, jako komentarz podsumowujący zarówno ich wspólne dokonania, jak i wszystko to, co było istotne dla muzyki współczesnej w dwudziestym wieku. Dość powiedzieć, że każdy z twórców tej muzyki przynosi ze sobą nieco odmienne doświadczenia. Hortobágyi w swoim czasie jeździł do Indii aby studiować tamtejszą muzykę i kulturę, później zaś pomagał projektować i budować organy w Europie; Kurtág jr. poza muzycznym bagażem wyniesionym z domu słynnego Ojca interesował się głównie elektroakustyką, ale też organizował warsztaty dla kwartetów smyczkowych w nowojorskiej Carnegie Hall. Z kolei Lengyelfi w muzycznym posagu wnosi do projektu doświadczenie gry na kontrabasie, a także udział w folkowych i popowych (sic!) przedsięwzięciach.

„Kurtágonals” jest od początku do końca koncept-albumem. Stąd nie mamy właściwie do czynienia z kilkoma oddzielnymi utworami (choć każda cząstka albumu ma odrębny tytuł), lecz z jedną, trwająca siedemdziesiąt minut kompozycją. Słuchanie albumu na wyrywki nie jest więc dobrym pomysłem, gdyż przy takiej metodzie odbioru rozpływa się scenariusz, według którego rozgrywa się całe to nagranie. Twórcy umiejętnie dozują napięcie: pierwsze w kolejności „Intraga” jest czymś w rodzaju prezentacji palety dźwiękowej, z której będą konstruowane następne kompozycje. Dopiero za chwilę, w „Kurtagamelan” wyłoni się puls, który choć czasami będzie trwał na drugim planie, to jednak ustanowi osnowę wszystkich utworów i nadaje całości piętna czegoś rozwijającego się, dążącego do kulminacji. W warstwie użytego materiału mamy tu do czynienia z „powykręcanymi” cyfrowo samplami wokalnymi (chóry?), industrialnymi odgłosami, preparacjami niezidentyfikowanych instrumentów w „Lux-abbysum”, ale także oszczędnymi komentarzami elektronicznych klawiszy puszczonych na pogłosie. Takie połączenie wraz z położeniem nacisku na rozciągnięte do granic możliwości ambientowe ślady daje niesamowity efekt. Dzięki temu bowiem z płyty aż bije humanizmem. Cała użyta maszyneria jest podporządkowana zamysłowi kompozycyjnemu, „Kurtagonals” opowiada bowiem jedną historię, i co do tego słuchacz nie ma żadnej wątpliwości. To, że autorzy tej wspaniałej muzyki nie próbują szokować, bądź popisywać się swoimi umiejętnościami przetwarzania materiału dźwiękowego, ale starają się rzeczywiście przekazać odbiorcy coś, w czym odnajdzie naprawdę głębokie przeżycie estetyczne, jest ogromnym atutem płyty.

Sugestia tego jak rozwinie się tok wypadków obecna już w pierwszym i drugim utworze, znajduje swoje pełne rozwinięcie i uzasadnienie w „Kurtaganja”. Dość oszczędnie używane dotąd bity pojawiają się tu, aby mogło dojść do kulminacji całego napięcia nagromadzonego w percepcji odbiorcy. Utwór jest rozegrany z fantastyczną swobodą,  nisko zawieszone linie basu wraz z działającym na wyobraźnię tematem przewodnim sprawiają, że każdy kto dotarł do tego momentu, stwierdzi, że warto było czekać, że tutaj następuje muzyczna satysfakcja i, że dopiero tu wyjaśnia się cały kompozycyjny sens całości. Następne w kolejności „TwinPeax” i „Necroga” mają za zadanie wyhamować rozpędzoną narrację płyty i spiąć  ją czytelną klamrą. Rzecz jasna, skłania to z miejsca do ponownego przesłuchania albumu. A w tym miejscu niewiele już można dodać. Jest to rzecz maksymalnie dopracowana, czerpiąca swoją – powtórzę jeszcze raz – nieprzeciętną wartość z faktu, że jest to muzyka, która nie próbuje się do słuchacza przymilać, nie stara się go osaczyć czy zaatakować. Jedyne co przychodzi do głowy to myśl, że urok „Kurtágonals” tkwi w tym, że powstała po to, żeby odbiorcę zaciekawić, pozwolić mu zanurzyć się w świat, do którego stworzenia potrzeba nie lada talentu, muzycznego charakteru i inteligencji. Jazda obowiązkowa.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy