Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.



Sasse – Third Encounter

Być może to hołubione w zachodnich mediach babranie się w dźwiękowym śmietniku przez amerykańskich (ale ostatnio i angielskich) dzieciaków spod znaku 100% Silk sprawiło, że wielu dojrzałych twórców tanecznej elektroniki postanowiło wrócić do ciepłych i naturalnych brzmień, wyciągając z lamusa analogowe maszyny sprzed ponad ćwierć wieku. Jednym z takich artystów jest Klas Lindblad, znany ostatnio przede wszystkim jako Sasse, a niegdyś również jako Freestyle Man.

Choć od wielu lat rezyduje w Berlinie, właściwie można stwierdzić, że jest weteranem fińskiej muzyki tanecznej. Wychowany na klasyce house`u i techno, zaczął didżejować w rodzinnym Turku już w 1992, aby cztery lata później założyć tamże właśnie działającą prężnie do dzisiaj wytwórnię Moodmusic. Od początku swej kariery jest wierny ciepłym i organicznym brzmieniom z Detroit i Chicago, choć w trakcie niemal dwóch dekad swej działalności, poddawał je licznym modyfikacjom, a to łącząc z disco i electro, a to stylizując na modny tech-house albo minimal. Po wielu latach podążania za falą, wraca do korzeni – bo jego trzeci album to piękny hołd dla oldskulowej elektroniki z drugiej połowy lat 80.

Co tu zresztą dużo tłumaczyć – jeśli otwierający płytę utwór nosi tytuł „Fingers Inc”, to chyba wszystko od razu jest jasne. Twarde uderzenia automatu perkusyjnego uzupełnione mechanicznymi stukami niosą kumkające akordy acidowych klawiszy, a w tle spokojnie płyną oniryczne strumienie pastelowych syntezatorów. Tak brzmiały niegdyś klasyczne nagrania Larry`ego Hearda i Roberta Owensa, tak brzmią dzisiaj najnowsze utwory ich fińskiego następcy. Ten chicagowski wątek Lindblad kontynuuje w umieszczonych nieco dalej kompozycjach – „Treat Me” i „707 Heaven”. Tym razem uzupełnia jednak te tradycyjne dźwięki o dodatkowe elementy – nastrojową melorecytację w pierwszym i wyrazisty pochód basu w drugim z utworów.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1967407-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1967407-02″ allowscriptaccess=”always”]

Bardziej przestrzenne brzmienia pojawiają się wraz z „Analog City”. Sasse zabiera nas bowiem do Detroit – stawiając na pogłębione pasaże klawiszy przeplecione rozwibrowanymi loopami. Podobne dźwięki dochodzą do głosu ponownie dopiero pod koniec krążka. Oto w „Fantazy” trafiamy na wysmakowany deep house z eterycznym refrenem wyśpiewanym przez nastrojowy głos tajemniczej wokalistki, a w „Alpha” – na utrzymane w nocnym nastroju lekkie techno z acidowo pobrzękującymi syntezatorami. Prawdziwym majstersztykiem jest finałowy „Eagle Eyes” – bo fiński producent przytacza w nim cytaty z najbardziej poetyckich nagrań tworzących podwaliny nowoczesnej elektroniki, splatając z nich w pełni autorską wypowiedź, dorównującą siłą wyrazu dokonaniom Derricka Maya czy Carla Craiga.

Między Chicago i Detroit rozciąga się jednak całkiem spora przestrzeń – i Lindblad wypełnia ją utworami flirtującymi z zupełnie odmiennymi estetykami. Już w „Der Groove” trafiamy na nowocześnie podrasowane disco, w którym odbijają się echa wcześniejszych dokonań fińskiego twórcy. Podobnie jest w przypadku „Low Slove” – bo tym razem Sasse sięga po energetyczny breakbeat, zgrabnie podbity funkowym basem i opleciony melodyjnym motywem piano. Jest tu również miejsce na oldskulowy garage house – w wypełnionym wysamplowanym wokalami o soulowym rodowodzie „What Can You”.

Wszystko to składa się na wyjątkowo udany album, będący urokliwą próbą przywołania dawnych brzmień, składających się na fundamenty współczesnej muzyki tanecznej. Fiński producent udowadnia tym zestawem, że choć poszukiwanie nowych dróg rozwoju gatunku jest ważne, nic tak pięknie nie wypada, jak te analogowe dźwięki, złożone w urzekające swym naturalnym tonem i nostalgicznym klimatem kompozycje.

Moodmusic 2012

www.moodmusicrecords.com

www.facebook.com/moodmusicrecords

www.facebook.com/klas.lindblad

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Grzesiek

    Stara, dobra elektronika.