BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



Pig & Dan – Decade

Dan Duncan zaczynał tworzyć swoje pierwsze taneczne produkcje na początku lat 90. I szybko stał się jednym z pionierów klasycznego drum`n`bassu, działając w tak znanych na tej scenie projektach, jak Babylon Timewarp czy przede wszystkim Intense. Przełomem w jego karierze okazało się jednak spotkanie w samolocie lecącym do Hiszpanii tamtejszego producenta – Igora Tchkotoua. Od słowa do słowa – i na początku minionej dekady narodził się duet Pig & Dan, którego muzyka miała zdecydowanie inny charakter – bo bliska była niemieckiemu tech-house`owi, który wtedy zaczynał właśnie podbijać najmodniejszy kluby na kontynencie i na Ibizie.

Początkowo duet publikował swe nagrania nakładem własnej wytwórni Submission, ale kiedy zaczęły one zdobywać coraz większą popularność, lukratywny kontakt podsunął tworzącym go producentom sam Sven Väth. W ten sposób Pig & Dan trafili do stajni Cocoona, dzięki czemu ich akcje na klubowej scenie poszły jeszcze bardziej w górę. Druga połowa ubiegłego dziesięciolecia to już ogromne sukcesy Duncana i Tchkotoua – mierzone wielkimi imprezami granymi na całym globie i znakomitą sprzedażą ich kolejnych utworów w serwisie Beatport. Podsumowaniem tej oszałamiającej kariery okazał się wydany w 2007 roku pierwszy album projektu – „Imagine”. Dokładnie w pięć lat od tamtego czasu dostajemy długo oczekiwanego następcę bestsellerowego debiutu. Tym razem nowa płyta duetu ukazuje się w barwach zupełnie innej tłoczni – szkockiej Somy.

Już pierwszy utwór idealnie wprowadza nas w klimat aktualnej muzyki projektu. „Powder” to perfekcyjnie przyrządzony klubowy killer – lokujący się w formule minimalowego tech-house`u o mocno zbasowanym brzmieniu. Podobnie wypadają następne nagrania, z których każdy z powodzeniem może stać się parkietowym wymiataczem – to ozdobiony kosmicznym motywem „Breadrin Beats”, wiedziona wyrazistą wstawką wokalną „Insomnia” i podrasowany trance`ową partią dramatycznych klawiszy „Doing It For Itself”. Duncan i Tchkotoua nie wymyślają tutaj prochu – koncentrując się na motorycznych bitach i masywnych liniach basu tworzą jednak porywające wręcz podkłady rytmiczne, które potem tylko dopracowują w oszczędny sposób energetycznymi efektami.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2008794-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2008794-02″ allowscriptaccess=”always”]

Wspomnieniem klasycznego minimalu z minionej dekady jest tutaj „Amy” – z gorącym motywem latynoskich perkusjonaliów, od razu przywołującym wspomnienie dokonań Ricardo Villalbosa. Potem znów duet wraca do dynamicznego tech-house`u, czego efektem są utwory „Natives” i „Lone Ranger”. W pierwszym nich trafiamy znów na zapożyczenie z europejskiego trance`u – jakiego nie powstydziłby się sam Paul Van Dyk. A drugie – zaskakuje żrącym loopem oplecionym furkoczącym pochodem przesterowanego basu.

Wszystko to jest tutaj jednak jak najbardziej na miejscu – bo następne nagrania przynoszą jeszcze cięższe brzmienia. W „Keep It Coming” uderzenia bitu stają się coraz twardsze, a towarzyszą im zgrzytliwe akordy klawiszy wsparte atakującymi zewsząd pohukującymi efektami. A „Liberation” to już całkowicie siarczyste techno – uderzające warczącym pulsem basu i acidowymi smagnięciami syntezatorów. Całość wieńczy jednak bardziej przestrzenna kompozycja. Choć „The Nurse” to także techno – to osadzone na szeroko rozlanym tle i wypełniona pastelowymi pasażami lirycznych klawiszy.

Posłuchajcie tej płyty bez uprzedzeń – to naprawdę kawał znakomitej roboty. Oczywiście, nie ma tutaj mowy o żadnym nowatorstwie – te nagrania zrealizowane są jak najbardziej po bożemu, ale ich producentom udało się je tak wymodelować, że prawie każde eksploduje niesamowicie pozytywną energią. Pig & Dan robią muzykę dla wielkich i modnych klubów – nie siląc się przy tym na żadne pretensje do awangardy czy undergroundu. To komercyjna elektronika – ale w jak najlepszym wydaniu.

Soma Quality Recordings 2012

www.somarecords.com

www.facebook.com/SomaRecords

www.piganddan.com

www.facebook.com/Pig.Dan.Cocoon

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. chris...

    Ameryki nie odkryli…ale same sztosy nie da się ukryć, fajna płyta 🙂