Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.



Purity Ring Shrines

Purity Ring – Shrines

Trzeba przyznać, że kanadyjczycy do electro-popowych brzmień mają rękę, a Montreal w tym króluje. W podziemiu pobrzmiewa roztańczone Automelodi, a na salonach zaskakująco dobrze wpadła w ucho młoda Grimes. Teraz czas na duet Purity Ring.

Ta dwójka, producent Corin Roddick i wokalistka Megan James, gra razem zaledwie dwa lata, a już była sprawcą całkiem sporego poruszenia, gdy do sieci trafiły piosenki „Ungirthed”, a następnie „Lofticries” i „Belispeak” (które usłyszymy na płycie). Wszystkie trzy mogły wywołać w słuchaczu wrażenie, że produkowano je w mieszkaniu twojego sąsiada oraz myśl „czy ja już tego gdzieś nie słyszałam/-em?”. Miały jednak na tyle uroku, że nie do końca możemy być pewni, gdzie to już słyszeliśmy, a mieszkanie sąsiada mogło nam się wydać całkiem znośnym studiem nagraniowym… Chyba podobnie pomyśleli w wytwórni 4AD. Po przygarnięciu Grimes (co zwróciło im się z nawiązką), Roddick i James stali się kolejnym montrealskim nabytkiem brytyjskiej wytwórni – marki już od dawna kultowej, ale wciąż odważnie szukającej nowej muzyki. 4AD są w tym zresztą imponująco konsekwentni. Jeśli więc komuś momentami Purity Ring zabrzmi odrobinę jak pewne szkockie trio z niebieskookim aniołem za mikrofonem… to nie będzie to aż taką profanacją. Dream popowy duch unosi się na „Shrines” bezdyskusyjnie. Choć Megan James nie jest obdarzona powalającą barwą głosu, a na scenie prezentuje się odrobinę jak urocza pasterka, to trudno nie zauważyć, że brzmienia Roddicka uzupełnia bezbłędnie. Słychać to w „Fineshrine”, czy „Saltkin”. Warto też wspomnieć, że światło dzienne ujrzał właśnie „sampler na lato 2012” 4AD, na którym możemy usłyszeć sześć najpopularniejszych obecnie nabytków dziecka Ivo Watts-Russella. Obok Ariel Pink’s Haunted Grafitti, Twin Shadow, czy wspomnianej Grimes słyszymy nie kogo innego, jak właśnie Purity Ring z ich „Fineshrine”, będący czwartym singlem duetu. Składankę możemy za darmo pobrać na stronie wytwórni.

Purity Ring zabili recenzentom przysłowiowego ćwieka. Ze względu na czysto elektroniczne brzmienia i całkiem przestrzenne utwory budzili nieco skojarzeń z The Knife. Inni głowią się dalej i mówią o połączeniu witch house’owego Balam Acab z brzmieniami r’n’b… Nieco karkołomne to wolty, ale w końcu muzykę też dopadł wirus postmodernizmu. Czego więc możemy się tak naprawdę spodziewać sięgając po „Shrines”?

Na długogrającym debiucie Purity Ring raczej niewiele uświadczymy chłodu wspomnianego szwedzkiego duetu… ale skoro to już kolejny duet w tej recenzji, to przypomnijmy znane polskim słuchaczom nowojorskie duo High Places. Nagrywający dla Thrill Jockey Rob Barber i Mary Pearson wpadli w ucho słuchaczom ciepłymi, wręcz karaibskimi brzmieniami i odważnym wykorzystywaniem wszelkich instrumentów. I choć Purity Ring nie grają na banjo, ani plastikowych torbach, co High Places się zdarza, to w jakiś sposób oba są świetnymi zespołami na lato. Lata bywają różne: jedni lubią saharyczne upały, a inni tropikalną duszność. A że lato w tym roku mamy kapryśne i nie wiemy, co do końca o nim myśleć – nie mogło być lepszego momentu na „Shrines” Purity Ring.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2009605-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2009605-02″ allowscriptaccess=”always”]

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. monika

    faktycznie, sprowadziłeś mnie do parteru. tak to jest jak się w jednym akapicie chce za dużo zmieścić : ) ps: ktoś jeszcze pamięta te bat-cave’owe zespoły? co prawda druga liga, ale dawali radę : )

    • Paweł Gzyl

      Ja pamiętam – a najbardziej Alien Sex Fiend. Ich cztery pierwsze płyty to klasyka elektronicznego gotyku!

  2. kniaź

    nie ma czegoś takiego jak Balaam Angel, tym bardziej witch house’owy. chodziło Ci raczej o Balam Acab. natomiast Balaam and the Angel to grająca rock gotycki kapelka, istniejąca z przerwami od lat osiemdziesiątych, i chyba zniekształcenie tej nazwy wzięło udział w zamieszaniu ; )