Wpisz i kliknij enter

Tomasz Krakowiak – Moulins

Po ubiegłorocznej EPce nadeszła pora na wydanie długogrającego albumu Tomasza Krakowiaka. Bocian Records odkrywa i promuje talent mieszkającego w Toronto perkusisty, związanego z nurtem free improv (wśród jego współpracowników znaleźli się do tej pory John Butcher, Phil Minton czy Le Quan Ninh) oraz szeroko rozumianą sceną eksperymentalną (od Ireneusza Sochy do Otomo Yoshihide).

Półgodzinny solowy album przynosi zbiór szkiców, raptem urywających się i bez chwili ciszy przechodzących w kolejny fragment. Niespodziewane cięcia, podobnie jak w estetyce Lo-Fi/Noise, służą uatrakcyjnieniu narracji, ale też dodają elementu lekkości – artysta zdaje się mimochodem rzucać kolejne pomysły. Perkusja służy mu za wehikuł do wydobywania rozmaitych brzmień i ich sekwencji, przeważnie szorstkich i o gęstej konsystencji. Kojarzą się one z odgłosami wydawanymi przez pociąg – czy to hamujący (utwór drugi), czy słyszany spod wiaduktu kolejowego (czwarty), lub z rytmami z wnętrza nienaoliwionej maszyny (pierwszy). Od mechanicznych stukotów daje odpocząć wypad nad rzekę (trzeci), jednak nad stonowanym fragmentem dominują tracki ostre i surowe, jak utwór szósty, z przebijającymi się spod ziarnistego szumu urywkami radiowych audycji.

Chwilami trudno rozpoznać, że do nagrania użyto akustycznego zestawu perkusyjnego, co zapewne jest wynikiem specyficznego sposobu nagrywania. Wyobrażam sobie, że mikrofony musiały być rozmieszczone bardzo blisko instrumentu, czy wręcz dotykać rezonującej membrany bębna. Dźwięki lokują się na granicy przesterowania, atakują zmysły z całą gwałtownością, przez co zyskują fizycznej, niemal namacalnej jakości.

„Moulins” to płyta głośna i zwarta; wymagająca, ale nie męcząca. Krakowiakowi w sposób swobodny i precyzyjny w półgodzinnej całości udało się zmieścić nieobojętne brzmienia perkusyjnej surowizny.

Bocian Records | 2012







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy