Wpisz i kliknij enter

Silent Servant – Negative Fascination

Hospital Productions to wytwórnia wydająca dwa gatunki muzyki- noise i techno. Kiedy obiło mi się o uszy, że w niedalekiej przyszłości wyda tam album Silent Servant to natychmiast zaczęłam się zastanawiać (znając jego skłonności to robienia absolutnych muzycznych misz-maszy), którym z wyżej wymienionych gatunków się posłuży.

Urodzony w Ameryce Środkowej John Juan Mendez aka Silent Servant występował w bardzo wielu klubach na świecie począwszy od tych w Los Angeles i w Berlinie i na Osace skończywszy. Szansa poznania Karl’a O’Conner’a w 1999 roku zaowocowała ciaśniejszą znajomością i otworzyła Juanowi drzwi do wytwórni Sandwell District w roku 2006. Muzyka Silent Servant to reinterpretacja post-punkowej elektroniki z wczesnych lat osiemdziesiątych, połączona z głębokim, metalicznym dźwiękiem, którym charakteryzują się wydawnictwa wytwórni Basic Channel i Downwards.

Jak już się przemożemy po pierwszym wrażeniu, jakim niewątpliwie jest okładka i zabierzemy się do odsłuchu, to pierwszy utwór znowu stanowi ciężką próbę wytrzymałości nerwów. „Process” to intro do jednego najbardziej mrocznych albumów, jakich słuchałam w życiu. Nie ma morderczego tempa ani syntetycznych, odhumanizowanych wokaliz. Jest stukanie, dudnienie, pełne panicznego lęku szepty i jakiś niezgłębiony pierwiastek zła. „Invocation of Lust” jest już bardziej techniczny od wstępu, rytm wystukują metaliczne tąpnięcia i miarowy dźwięk, przypominający cykady w głębokiej, suchej trawie. Do tego przeciąga się przezeń wstęga jednego, jedynego melodyjnego dźwięku, który dodaje utworowi jeszcze gęstszej osnowy mroku. „Moral Divide” cały przeszyty jest dźwiękiem przypominającym organy kościelne, co napawa go upiornością- i ten kawałek jest dla mnie jak do tej pory najbardziej „nawiedzony”. „The Strange Attractor” odznacza się najszybszym tempem, jest szyderczy, niepokojący i płytszy od pozostałych utworów. Kolejne „Temptation & Desire” ma na drugim planie chropowate, rzężące wokalizy, rytm jest regularny, a całość zaskakująco spójna. „A Path Eternal”, kawałek o budzącym grozę tytule, płynie i drży, jest smutny i zdecydowanie najspokojniejszy na całym albumie. Outro pt. „Utopian Disaster” to typowe berghain sound, mocne, wyraźne, techniczne i nieco futurystyczne.

http://youtu.be/MgGKi7mVgAg?hd=1

Te wszystkie siedem utworów robi, chcąc nie chcąc, kolosalne wrażenie. Ten, kto wytrwa do końca, na pewno wróci do tego wydawnictwa, bo (nie przesadzam) taki album może napiętnować każdego wytrwałego słuchacza.

 

http://hospitalproductions.net/

http://www.facebook.com/SilentServantMusicOfficial







Jest nas ponad 15 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
janusz
janusz
10 lat temu
Marcepan
Marcepan
10 lat temu

Janusz widzę bywalec dark roomu. Nie ma berghain sound bo Janusz tak powiedział i kropka.

janusz
janusz
10 lat temu

yyyy. proponuję nieco poprawić język (te przymiotniki!) i pokusić się o głębszą refleksję (np. porównanie do innych wydawnictw czy estetyki, w ramach której operuje artysta), bo niczego się niestety z tego tekstu nie dowiedziałem… a o techno można pisać naprawdę fajnie!

i nie ma czegoś takiego jak „berghain sound”, litości, weźcie się z Gzylem wybierzcie tam choć raz!

Wielkipenis
Wielkipenis
10 lat temu

srednio mi sie to podoba, za duzo chaosu tutaj jest! Czekamy na albumy Monoloc i Drumcella

epifit
epifit
10 lat temu

Karla O’Connera

Polecamy