Wpisz i kliknij enter

Lutto Lento – Duch Gór

To już trzeci album Lutto Lento, wydany na kasecie, podobnie jak poprzednie tytuły. Format nie dziwi, w końcu używający tego pseudonimu Lubomir Grzelak stoi za firmą Sangoplasmo, odpowiedzialną w ostatnim czasie za powrót taśm na rynek polskiego undergroundu muzycznego. Pierwsza pozycja w jego dorobku to wydany własnym sumptem „Giallo Morto Mixtape”, efektowne zestawienie motywów przewodnich ze stylowych włoskich horrorów. „Death Beam” wyszedł już nakładem Sangoplasmo – tym razem autor zaprezentował spowolnioną, rozwalcowaną wersję zdubowanego techno.

Najnowszą kasetę Lutto Lento odróżnia od poprzednich nie tylko nakład (100 egzemplarzy, zamiast 23 kopii), lecz również nieco inna stylistyka. „Duch Gór” sytuuje się na przecięciu lo-fi, drone i musique concrete. Materiał został uporządkowany wokół organowego pulsu, dostojnie odmierzającego dramaturgię kompozycji. Drugą warstwę stanowią nagrania terenowe – dużo bardziej chaotyczne w swej naturze. Zdają się pochodzić z archiwów prywatnych, są jakby wyimkiem z dzienników zapisywanych na magnetofonowych szpulach.

Jesteśmy w podróży. Słyszymy nagrane głosy. Ktoś mówi po polsku, ktoś po włosku. „Jeszcze po kropelce” – intonuje pieśń rozbawiona osoba na stronie A, po przełożeniu kasety na stronę B w pewnym momencie nagle znajdujemy się w środku bójki. Przemierzamy ulice miasta, mijają nas przechodnie i samochody. Lejtmotywem w dwóch częściach kompozycji jest zawzięty sygnał klaksonów oraz syreny alarmowej, które kontarpunktują instrumentalny dron. Można je przyrównać do saksofonowych partii we free jazzowym utworze. Poza tym dzieje się tu sporo – kruki krążą po niebie, auto z piskiem pali opony. Plastyczne obrazy w żaden sposób nie kojarzą się jednak z górami, co sygnalizowałby tytuł. To bardziej dziennik pijackiej eskapady po nocnym Krakowie, który był przystankiem w drodze w Tatry.

Trzy dotychczasowe taśmy Lutto Lento świadczą o jego muzycznej wyobraźni, żywiącej się wysmakowaną popkulturą (Giallo) jak i kasetowym podziemiem eksperymentalnym. Jakość wydania zaś potwierdza klasę oraz wyjątkowość na polskim gruncie oficyny Sangoplasmo.

Sangoplasmo Records | 2012







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Gustaff
Gustaff
6 lat temu

„To bardziej dziennik pijackiej eskapady po nocnym Krakowie, który był przystankiem w drodze w Tatry”
Jeżeli już to w Karkonosze. A przynajmniej – Sudety. Bowiem folklor związany z Rubezahlem nieodzownie łączy się z tamtymi górami, nigdy zaś z Tatrami. Zatem jeśli pijacka eskapada, to tylko po nocnej Jeleniej Górze, względnie Wałbrzychu lub chociaż- Wrocławiu.

Polecamy