Cel (Felix Kubin & Hubert Zemler) – Cel
Jarek Szczęsny:

Radosne odbicie.

Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.



Walter Norris & Leszek Możdżer – The Last Set

Album będący pożegnaniem Waltera Norrisa, prywatnym ukłonem Leszka w stronę równie utalentowanego kolegi po fachu, jest kolejnym dowodem na to, iż nasz rodzimy pianista twarze zmienia częściej aniżeli bohaterowie serii „Mission: Impossible”. „The Last Set” nie jest uroczą pocztówką dźwiękową z wakacji, a prędzej zapisem zaciekłej walki, w której główny oręż stanowią białe i czarne klawisze fortepianów.

Występ zarejestrowany w A-Trane okazał się pierwszym i zarazem ostatnim etapem prezentacji wspólnie opracowanego na próbach materiału. Jedynie kilkadziesiąt zebranych w klubie osób miało okazję podziwiać tego muzycznego Titanica, którego rejs trwał blisko pięćdziesiąt minut.

Już otwierający koncert utwór „Tactics” ukazuje istotę tego Duetu – zarówno Możdżer, jak i Norris są solistami, którzy lwią część swojej kariery poświęcili kształtowaniu swojego indywidualnego stylu. I choć w prezentowanych kompozycjach panuje podział ról na akompaniament-solo, nierzadko zmieniający sie w trakcie utworu, to jednak nuty ścielą się gęsto i aby nadążyć z nurtem muzyki trzeba nie lada skupienia. Po pulsacyjnym, sinusoidalnie poddającym nastrój wstępie, duet gra agresywny „From Another Star”, rozwijającym się w szaleńczy pościg z pojedynczym dźwiękiem G nerwowo wybijanym w tle, skutecznie podkręcającym napięcie.

Ukojenie przychodzi wraz z „Head Set Trance”, mającym coś z magii albumu Watercolors Metheny’ego. Nieśmiała wymiana fraz z dużym poszanowaniem ciszy, z której to wyłaniają się co raz to nowe kaskady przeplatających się dźwięków, tworzy utwór o aurze tajemniczej i jednocześnie cudownie kojącej. Wraz z końcem „Reflective”, będącym ciepłym epilogiem kompozycji poprzedniej, koncert przechodzi wyraźną woltę, na czele której stoi „Spider Web” z falą potykających sie o siebie, synkopowanych akordów. Mocny groove i równie dobitna wymiana zagrywek są argumentami niepodważalnie przemawiającymi za tym, by właśnie tym utworem przekonywać znajomych do zapoznania się z „The Last Set”.

Leszek Możdżer nie jest najpewniej artystą, który przejmowałby się statystykami sprzedawalności najnowszej płyty oraz tym, iż komuś nie podoba się to, co robi. Obcując z muzyką technicznie wymagającą, wypływającą spod palców mających kilkunastoletnie doświadczenie słuchacz ma nie lada zadanie – starcie dwóch wysoce indywidualnych styli okazuje się być przeżyciem wymagającym niemałego skupienia i ucha oswojonego z muzyką fortepianową. Dziewięciominutowy „Postscript Blues” zdaje się być poligonem doświadczalnym, w którym prędzej doszukamy się free-jazzowego dymu, aniżeli interpretacji gatunku rodem z Mississippi. I jest to dobry przykład na to, iż dialog Gigantów nie zawsze jest zrozumiały dla podsłuchujących go ludzi. Zamykający całość – dobrze zapewne fanom Możdżera znany – „Tsunami” w kontekście koncertu może zostać odczytany jako epitafium Waltera Norrisa. Tak potężna dawka dramaturgii szybko o albumie zapomnieć nie pozwala.

„The Last Set” nie jest tą twarzą Możdżera, która czarowała Chopinowskimi kompozycjami oraz bogato aranżowanymi interpretacjami utworów Komedy. Próba jakiegokolwiek katalogowania i zamykania tego typu „pojedynków” w paru zdaniach jest z resztą bezcelowa. Koncertu trzeba po prostu posłuchać – nadgryźć kawałek, znaleźć sobie w nim bezpieczną przystań, z której poznanie całego materiału będzie łatwiejsze, ale też przyniesie moc emocji – których przecież w muzyce powinno być najwięcej.

ACT / Outside Music | 28.10.2012

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.