Daniel Avery & Alessandro Cortini – Illusion Of Time
Jarek Szczęsny:

Po prostu mija.

Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.



Tomasz Bednarczyk

Rok 2009 był rokiem szczególnym. Wtedy to nakładem 12k ukazał się album „Let’s Make Better Mistakes Tomorrow” Tomasza Bednarczyka. Tak, nasz w 12k!

Przyznam bez bicia – nie po drodze było mi z tym materiałem. Pierwsze odsłuchy były dla mnie raczej zawodem, w efekcie płyta wylądowała na półce. Przyszedł jednak odpowiedni moment i kolejny odsłuch sprawił, że poczułem to przyjemne ciepło w żołądku. I dumę, wiadomo.

Dziś, bez mała kilkadziesiąt (z jakąś piąteczką na przodzie) odsłuchów później moja opinia o materiale wrocławianina w pełni się wyklarowała. To jedna z najlepszych płyt w katalogu Dwunastki.

Przy okazji pierwszej części cyklu pisałem o upychaniu ciepłych emocji w zimne z pozoru struktury dźwiękowe. Tu kryje się sekret materiału Tomka – minimum środków, tony efektów. W jakiś magiczny sposób udało mu się na przestrzeni 10 kompozycji wykreować coś nieuchwytnego i niesłychanie głębokiego, w moim przypadku duchowego wręcz.

Udało mu się pochwycić ten stan umysłu, kiedy wpatrujemy się nieobecni w jakiś punkt otoczenia, by po chwili ze zdziwieniem powrócić do świata żywych. I teraz wyobraźcie sobie, że to się dzieje przez 43 minuty. Wow. Dla fanów „warstwowego” ambientu, dla fanów detali, dla ludzi wrażliwych na rzeczy, których nie widać na pierwszy rzut oka. Dla takich ludzi jest pozycja katalogowa nr 55.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. Aes

    Metoda zdartej płyty zawsze na czasie. Tylko w przypadku muzyki popularnej zazwyczaj nie znajduje się nic więcej. ;]

  2. 99vadim

    Zawsze się zastanawiam, czy może płyty które zdarza się polubić dopiero po jakimś czasie, zawierają prawdę swojej atrakcyjności w tym cytacie: „If something is boring after two minutes, try it for four. If still boring, then eight. Then sixteen. Then thirty-two. Eventually one discovers that it is not boring at all.” – John Cage” :]