Chouk Bwa & The Ångströmers – Vodou Alé
Łukasz Komła:

Voodoo z przyszłości.

Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.



Robert Turman – Flux

Jedyne ostre dźwięki można usłyszeć w pierwszych sekundach nagrania, gdy Robert Turman wprawia w ruch magnetofon. Muzyka na „Flux” należy do propozycji łagodnych, co może dziwić, uwzględniając biografię twórcy, wywodzącego się z pierwszej fali industrialu. Wraz z niesławnym Boydem Rice’em współtworzył przez dwa lata skład NON, dostarczający odbiorcom wielu ekstremalnych wrażeń. Z tych doświadczeń Turman przeniósł do swojego solowego nagrania zamiłowanie do analogowych loopów, a także pewnego rodzaju brzmieniowej szorstkości.

„Flux” pochodzi z roku 1981, wtedy to tytuł ukazał się na kasecie w mikroskopijnym nakładzie, i mimo że został wznowiony jeszcze dwa razy przez samego artystę, liczba egzemplarzy nigdy nie przekroczyła stu sztuk. Dopiero ubiegłoroczna reedycja w barwach Spectrum Spools należycie podkreśliła rangę materiału. Choć po pierwszym przesłuchaniu nie wydaje się on spektakularny, trudno uwolnić się od prostych formalnie kompozycji. Sam autor wspominał, że kojąca moc nagrania bardzo mu pomogła przy przezwyciężeniu dręczących go zaburzeń snu.

Ksylofon, kalimba, fortepian, taśmy i automat perkusyjny – taki zestaw posłużył do zbudowania oszczędnych utworów, będących medytacją nad zastygłym czasem. W trzecim fragmencie, zarazem najmocniejszym punkcie albumu, najpełniej wizualizuje się ta statyka. Zapętlona melodia kojarzy się z filmami o samurajach – gdy ją słyszę w wyobraźni widzę japońskich wojowników majestatycznie maszerujących rytmicznym krokiem. Ich wysiłek jest zbyteczny, nie dane im będzie dotrzeć do celu, z powodu zacięcia się taśmy filmowej w projektorze.

Utwory bazujące na fortepianie i prostych idiofonach przypominają o tradycyjnej muzyce gamelanowej, czy serii na preparowany fortepian wczesnego Cage’a. Dyskretnie odmierzający puls automat perkusyjny oraz zaszumiona jakość nagrania delikatnie zakłócają harmonię, czym sprawiają, iż kompozycje Turmana jawią się niczym nieoszlifowany diament.

Spectrum Spools | 1981/2012

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Paweł Gzyl

    Zdecydowanie wolę Turmana w industrialnej wersji – „Way Down” to prawdziwa rewelacja w tym gatunku.