Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.

Matthias Schaffhauser – Hedonism, What Else
Paweł Gzyl:

Muzyka jako przyjemność.

Manu Delago – Circadian
Jarek Szczęsny:

Cykle snu.

Various Artists – Total 19
Paweł Gzyl:

Witamy jesień z Kompaktem.



Autechre – Exai

Trudno w to uwierzyć, ale brytyjski duet Autechre jest w grze już czwartą dekadę. Zafascynowani elektro i wówczas raczkującym hip-hopem, zaczynali w drugiej połowie lat 80. od układania mikstejpów, ale już na początku kolejnego dziesięciolecia współtworzyli falę nowej elektroniki, wyznaczając jej kolejne ścieżki i dając początek zastępom naśladowców. Wraz z wejściem w XXI wiek muzyka Autechre zmieniła się równie radykalnie, jak świat dookoła. Podczas gdy epigoni wciąż próbowali za nimi nadążyć, oni byli już zupełnie gdzie indziej.

Dziś, w drugiej dekadzie stulecia, po nagraniu jedenastu longplayów i kilkunastu epek (trwających nierzadko tyle, co pełnoprawne albumy), z których co najmniej kilka to kamienie milowe elektroniki, dziś, kiedy wspomniana fala nowej muzyki załamała się i zaczęła cofać, wyrzucając na brzeg tony ogólnodostępnego sprzętu i rzesze sypialnianych laptopowych producentów – Sean Booth i Rob Brown spoglądają zarówno za, jak i przed siebie. I – kontynuując marynistyczną nomenklaturę – jak zwykle są tak daleko na morzu, jak to tylko możliwe.

Okładka jak zrzut ekranu z Tetrisa rozgrywanego na zepsutym gameboyu (jeśli wiesz, co to gameboy, prawdopodobnie przestano zaliczać Cię do „młodzieży” kilka ładnych lat temu albo jesteś młodym fascynatem kultowych artefaktów lat 90.), dwie płyty (cztery w wersji winylowej), 17 utworów, 120 i pół minuty muzyki. Nietrudno zgadnąć, że Exai to swoisty przekrój, esencja dokonań duetu, a być może także ich podsumowanie. Ambitny projekt. Bardziej „The weirdest of” niż „The best of”, choć nie brakuje tu naprawdę zachwycających momentów, które z pewnością wejdą do kanonu Ae.


Otwierający album Fleure to początek doprawdy mylący. Frenetycznej, rozedrganej kompozycji najbliżej do stylistyki płyty LP5 z 1998 roku, ale tylko w pierwszej części. W drugiej utwór zostaje rozciągnięty niczym kleista masa i uformowany w nowy kształt, a cały proces przywodzi na myśl krążek Quaristice sprzed pięciu lat. Z kolei finał Exai – znakomity YJY UX – to ukłon w stronę brzmienia z okresu Tri Repetae (1995, dla wielu to szczytowe osiągnięcie Ae), gdzie syntezatorowe arpeggia na granicy sprzężenia gęsto oplatają skorodowany beat. To, co dzieje się pomiędzy klamrami spinającymi całość, odnosi się nie tylko do poszczególnych etapów w karierze duetu, ale – w mniejszym stopniu – także do tych gałęzi elektroniki, z którymi do tej pory go nie kojarzono.

Oto bowiem w T ess xi słychać swoistą wariację na temat UK garage/funky, z charakterystycznym beatem prowadzonym w poprzek zrobotyzowanej melodii, co daje efekt zepsutej cyfrowej pozytywki, do której podłączył się HAL-9000. W Deco Loc pojawiają się patenty jak z twórczości Prefuse 73; jest tu nawet strzęp wokalu i można tylko zgadywać, skąd został wycięty, ale całkiem możliwe, że z jakiegoś popowego kawałka. Natomiast cudownie kojący jatavee C skrzy się partiami przestrzennych syntezatorów rodem z Detroit, którym towarzyszy prawie 2stepowa rytmika oraz potężny, falujący bas. Brzmi to niemal jak zaginiony utwór, który nie załapał się na płytę Shed The Traveller i został zremiksowany przez… Ae. Jest to zarazem jeden z najlepszych fragmentów Exai.

Po raz pierwszy od czasu epki Envane (1997) Ae tak wyraźnie eksponują swoje hip-hopowe korzenie, co najbardziej odbija się, rzecz jasna, na rytmice. Najwyraźniej słychać to w karecie asów, na którą składają się vekoS, Flep, 1 1 is i recks on – to okazy niemal elektronicznego funku czy raczej hip-hopu do sześcianu, parkietowe kolosy w alternatywnym wszechświecie, w którym ludzie ewoluowali w cyborgi. Największe wrażenie robi jednak bladelores – centralny element płyty. 12-minutowy, zadziwiająco spokojny, z niemal downtempową rytmiką i piękną ambientową melodią w tle. Zdecydowanie jeden z najlepszych utworów w całej karierze Ae, a mowa tu o niemal 25-letnim stażu.

Pomimo swego przekrojowego charakteru, Exai nie jest nudnym spacerem po muzeum z martwymi eksponatami. To raczej ekscytująca wędrówka przez ruchomy labirynt podlegający ciągłym transformacjom. Ten album jest jak organizm. Żywy, zmienny i bardzo sExai.

Warp Records | 2013

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 17

  1. yulquen

    wciskam start i nasłuchuję, energia (coś) nas unosi ( bąbelki),wszyscy śpią, odczyt: zbyt mocna grawitacja lecz… mój świat się unosi , wynurzenie, czarny kwadrat w szafirowym kole, obca inteligencja emanuje nitki światła w pajęczynę przeobrażeń geometrii i kolorów, idę i wszędzie biało, mój statek czeka, idę ale coś się zmienia, materia jak ją pamiętam, wybucha, wyrzuca mnie w nieważkość, jakbym tańczył wśród gwiazd, jedenasty w konstelacji, przepływają fale ciepłych akordów, okrążają mnie, zabierają, płynę ale ląd, lekka przestrzeń pokreślona skałami o rozwartych paszczach buchających purpurą pierwiastków, tlą się zorze fiołkowe, stoję na ciemnej równinie pośród kamiennych totemów migoczących srebrem minerałów coś się zbliża w biegu rachitycznych dzwonków, uniosła mnie biała szarfa ku górze, gęste opary, ponicowane w wyładowania i pomruki tęczowe , lśni to, cały ten świat już w oddali, nagle jakby czterdziesta czwarta prędkość kosmiczna (czarna dziura?) , trzeszczą możliwości, rozrywają się i składają w szalone konfiguracje, ledwo dostrzegalne, jasna plamka, rozszerza się, połyka ciemność, olbrzymi diament w płatkach śniegu jak fabryka tętniący głuchym trzaskiem i szmerami, widzę rysę, wchodzę, potężne sygnały, amalgamat trąb i organów, pulsuję, kruszę się, zapadam, dźwięczą jeszcze tchnienia gwiazd i lekko i taniec Księżyca i wszędzie niebiesko i siła ciężkości, syreny alarmowe, katapulta, cisza. I co wam teraz włączyć?

  2. fajne wokale

  3. parasol

    zczytałem już sporo recenzji E. i podstawowy kłopot to pośpiech. czy ktokolwiek ogarnął ich Lp (po okresie 2000) po dwóch odsłuchach? smarowanie na poczekaniu, co najczęściej kończy się albo pisaniem o 20 latach kariery. na szczęście pan Kaczmarski tego uniknął.

    mam nadzieję, że to nie podsumowanie. chyba, że jakiegoś etapu, a za 2-3 lata wyrzucą kolejnego meteora na miarę Tri, Confield, czy Quaristice.
    jeśli pójdą w stronę deco Loc, i zaczną grzebać w głosie, to kto wie, może będzie bardzo ciekawie. próbki były już na Ep7…

    co do płyty – bardzo różnorodnie, bardzo optymistycznie. i jak zwykle, k.rewsko gęsto od detali. bez lupy nie ma co podchodzić. solidna dawka słuchania na kilka długich m-cy.

  4. AtholBrose

    A ja trochę pomarudzę…
    Co prawda jestem dopiero po 2 przesłuchaniach, więc to jest komentarz na bardzo gorąco, ale przyznam, że mnie „Exai” nie powaliło. Mam wrażenie, że zabrakło pomysłu i zamysłu. Często myślałem: to już było… A Rysiek niektóre rozwiązania zastosował już 20 lat temu… Pomimo kompletnie nie-kołysankowej stylistyki ta płyta trochę nuży.
    Dużo bardziej przypadł mi do gustu „Oversteps”, w którym ja przynajmniej znalazłem jakiś koncept. Niby nie było tam nic zupełnie odkrywczego, ale cały materiał trzymał się kupy i był przejawem jakiś poszukiwań, złożonym w spójną całość. W „Exai” tego mi niestety brakuje. Nie jestem może jakimś mega erudytą nowo-muzycznym, ale mam wrażenie, że na tle tak niesamowicie masowej (w dobrym tego słowa znaczeniu), bogatej i różnorodnej twórczości, z którą można się zapoznać każdego dnia, ostatni krążek Ae niestety nie pozostanie na długo w pamięci. 15-20 lat temu byłby to pewnie materiał wybitny i oryginalny, teraz chyba chwalony bardziej dlatego, że to przecież Wielkie Autechre. Szacun dla chłopaków, bo to nie jest zła płyta, ale w moim przypadku brakuje tej iskry do wzniecenia pożaru…
    Zgadzam się z keisuke, że 93-99 „se ne wrati”. Chociaż jeśli chodzi o spektrum dźwięków to jakoś nie znalazłem tych „wspaniałości i różnorodności”. Dla mnie chyba jednak rozczarowanie.

  5. Błażej1983

    Znakomita ta nowa płytka Ae. A tak się bałem. Najbardziej podobają mi się zakończenia utworów. Drzewiej bywało tak, że kompozycje Ae rozpoczynały się harmonijnie by ulegać stopniowemu rozkładowi. Tutaj końcówki utworów są pięknie harmonijne. Przykłady „1 1 is”, „bladelores”, „spl9”, „irlite get0” czy „fleure”. Kilka lat temu zrobiłem sobie tatuaż z napisem „Autechre” a to do czegoś zobowiązuje 🙂

  6. euwu

    jak dla mnie nowe Ae to bomba. slucham od paru tygodni plikow, a dzisiaj doszla paczuszka z CDkami. panowie ciagna troche temat Quaristice i EPek towazyszacych, w sensie, ze to wszystko troche bardziej wyluzowane i chaotyczne. brakuje troche ‚wzruszajacych molochow’ sprzed lat ale za to wypracowali juz do perfekcji gadajace syntezatory. dla mnie to juz jest pewien jezyk naladowany masa emocji. wbrew pozorom.
    odpoczywam przy tych polamancach.

  7. mallemma

    To nie tetris, to aluzja do klinicznej zabawy w pustkę i pełnię, zabawy bogów.

  8. k.

    Dla mnie te 120 minut, to czysty onanizm dla mojego narządu słuchu! Stylistycznie i rytmicznie – Majstersztyk, przez duże M!

  9. Lubię Ae. Darzę ich wielkim szacunkiem. Od jakiegoś czasu poszukuję w muzyce czegoś innego – większego uspokojenia. Z tego co słyszę, tutaj go nie dostanę, bo panowie znowu mocno „dali radę” ! 😉

  10. 99vadim

    To byłby tani chwyt, gdyby ta okładka była kodem QR. Całe szczęście nie jest. 😉

  11. 08:57

    Autechre znów mocno dali radę. Z wyjątkiem okładki. Może trzeba ją sobie „zeskanować telefonem”?

    • dadaista

      Na „żywo” okładka prezentuje się całkiem ładnie. Brązowawy papier ma lekki metaliczny połysk i wyraźną strukturę włókien. Jest tłoczony w znany wszystkim wzór, który jest nieco ciemniejszy od nie-wklęsłej części i jest od niej gładszy (zapewne przez tłoczenie). Jedyne „ale” to to, że okładka (koperta?) upstrzona jest naklejkami naklejonymi bezpośrednio na papier…

  12. keisuke

    Wiele wspaniałych dźwięków i duża różnorodność + kilka słabych miejsc = słucham z przyjemnością. Ktoś powie, że nuda, że utknęli w miejscu? Od czasów EP7 nie oczekuję żadnej rewolucji, nie muszą mi niczego udowadniać. Materiał z lat 1993-1999 jest niepowtarzalny.

  13. ejdz

    „w grze już czwartą dekadę ”

    Licząc od 1987 to ledwie trzecią – chyba że chodzi o dziecięce gry i zabawy.

    • Heliosphaner

      Działają na przestrzeni 4 dekad – lata 80-te, 90-te, 00’s i 10’s.