Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.



Richard Kamerman / Anne Guthrie – Sinter

Poza granicami komunikatywności.

Duet amerykańskich eksperymentatorów testuje język muzycznej wypowiedzi, porusza się po obrzeżach sensu. Spotkanie dwóch różnych, zindywidualizowanych języków skutkuje wyjątkowo frapującą przygodą z dźwiękiem.

W startującej właśnie serii ErstAEU, Jon Abbey oddaje przestrzeń młodym amerykańskim twórcom (AEU w nazwie to skrót oznaczający „American Experimental Underground”). Właściciel Erstwhile, najbardziej wpływowego wydawnictwa z okolic eksperymentu/EAI, w geście kuratorskim wskazuje na nowych zdolnych artystów, umożliwiając tym samym pokoleniową zmianę. Keith Rowe, Toshimaru Nakamura czy Burghard Strangl muszą teraz zrobić miejsca młodszym kolegom i koleżankom, co wydaje się ożywcze dla idei wiecznego poszukiwania-eksperymentu.

„W martwicy, określanej jako śmierć bierna, następuje utrata większości enzymów i szlaków metabolicznych, a uwolnione enzymy lizosomalne trawią składniki komórki”. [1]

Znana już z naszych łamów Anne Guthrie na swoich dwóch dotychczasowych solowych albumach zaproponowała niezwykle intymną muzykę, opartą na przytłumionym field recordingu i oszczędnych partiach waltorni. Na „Sinter” można wyłowić rozpoznawalne elementy jej stylu, szczególnie w wieńczącym album „Several Or Many Fibers”. Dudnienie miasta dobiegające spod szklanej kopuły to wciąż najlepsza metafora dla opisania wrażeń słuchowych płynących z jej kompozycji.

Właściciel Copy For Your Records w swych sonicznych poszukiwaniach wydaje się mniej subtelny. Chaos, losowość, sporo motorycznego hałasu oraz bardzo długie tytuły krążków i tracków – to wszystko daje pewne wyobrażenie o artystycznej wizji Richarda Kamermana, jednak nie wyczerpuje jej niejednoznacznego charakteru. Istotną częścią składową jest również pewna punkowa bezpośredniość i swoboda w zestawianiu niedopasowanych z pozoru brzmień, które silnie wwiercają się w uszy. Zero respektu, próby przypodobania się słuchaczowi. Liczy się surowa wizja, próba dotknięcia pulsującej tkanki dźwięku.

Pusta winda
Otwiera się
Zamyka się

[2]

„Sinter” to kolejne ze spotkań Guthrie i Kamermana, wcześniejsze dokumentowały albumy tria Delicate Sen (z Billym Goombergiem). Pięć utworów wypełnia materia rozmaitego sortu: brzmienie ruchu ulicznego, gniecionego papieru, mnisich śpiewów, ptasich treli, industrialny stukot, głosy z zaświatów… Zapisu dokonano różnego rodzaju mikrofonami, cyfrową jakość postawiono na równi z analogową. Następnie dokonano obróbki, często tak zaskakującej jak w utworze „Origami”, w którym, jak słusznie zauważył autor artykułu w magazynie surround, słychać szum rozszczelnionego studia.

Czy zdarzyło się wam obudzić w kompletnej ciemności z dojmującym poczuciem dezorientacji?

Album jest zbiorem powidoków, czyli wyobrażonych pejzaży widzianych na krótko po zamknięciu oczu, z tą różnicą, iż materią są tu dźwięki. Po pierwszym, drugim, trzecim i szóstym wysłuchaniu, wciąż dominuje wrażenie dezorientacji. Dziwne i fantazyjne obrazy pojawiają się, jednak nim zdąży się je zanotować w pamięci, znikają w ciemności. Silne lecz niesprecyzowane doznania ujawniają się, niczym pozostawione ślady. Muzyka przetacza się przez wyobraźnię, minuty, czasem godziny po zakończeniu słuchania albumu.

ErstAEU | 2013

[1] „Apoptoza i martwica. Dwie drogi do jednego celu”, w: „Wiadomości Lekarskie”.
[2] Jack Cain – Bez tytułu, w: Czesław Miłosz, Haiku.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 6

  1. 8:61

    Przejrzysta, przejrzysta. Jakiego wstepu Ci brakuje czlowieku? Masz info, ze plyta ukazuje się w nowej serii wydawniczej erstwhile (a tym samym, oprocz wstepu, otrzymujesz informacje gdzie ja nabyc).
    Moze przeczytaj powoli i ze zrozumieniem, hm?
    Dla mnie bardzo ok. Dowiedzialem się kto wydal, co wydaje ten kto wydal, kim jest kazde z artystow na plycie i co chcieli na niej osiagnac. Zle jest? Nie jest.

  2. ejdz

    apoptoza, nie apoteoza 🙂

  3. RS

    ojej, ciekawa recenzja, ale malo przejrzysta. ciezko z niej wyciagnac podstawowe informacje i brakuje wstepu. przydalaby sie tez jakas infomacja gdzie dostac/odsluchac album.

Kto linkował?

  1. Sinter Reviews Roundup – Anne Guthrie