Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.



Daniel Johnsson i Horrible Houses

Na trasę Kraków – Bieszczady zawsze zabieram coś do słuchania, a bo drogi długie i nudne. Kawał autostrady, miasteczka małe i mniejsze, wsią wszystko poprzetykane i prowincjonalną sennością. Trzeba zatem z czymś wjechać w ten klimat i odczarować ów piękny, ale jakże przysypiający zakątek Polski. Latem towarzyszyli mi White Fence i Veronica Falls, ale przyszedł koniec tej słodkiej epoki i marzyłam o czymś sentymentalnym i świeżym jednocześnie. I mam! Przedstawiam pana Daniela Johnssona i jego Horrible Houses.

Ja tu się nie będę dzisiaj rozwodzić, wnikać w biografię, no może oprócz tego, że wskażę gdzie rodzą się takie genialne muzyczne głowy. Zatem nie jesteśmy w części rozłożystego kraju zwanego USA, na co mogłyby wskazywać nagrania Horrible Houses, ale w Szwecji, na głębokiej prowincji. Miasto nazywa się Särna i tam właśnie ma swój czerwono – biały domek Daniel Johnsson i w tymże domku śpi, spożywa posiłki, przyjmuje gości i nagrywa. Teraz pytanie – skąd taka pozytywna energia w mieścinie czołem wychodzącej z lasu, a chowającej się niemal w całości w jego cieniach? Czy to wolność i igliwie tak uderzają do głowy? Ja na to pytanie nie odpowiem, bo Skandynawowie wciąż mnie zaskakują, wszystkie teorie i tak w gruzach legną, zatem pass. Horrible Houses mają na swoim koncie już kilka wydawnictw, każde z nich nagrane zostało w warunkach domowych i skromnych, stąd liczne szelesty, pochrząkiwania, odgłosy z ulicy i z nie-wiadomo-skąd.

Tytuł jednej z ostatnich składanek to „People With Instruments”, jest ona dość krótka, ale frajda z niej ogromna. A bo to kameralne granie, z folkiem w żyłach, a miejscami leniwe i słodkawe jak domowe ciasto. Szmer, karton, metalowe części, szczekanie psa, ktoś tam drzwi otwiera. Ale ta piękna gitara! Johnsson wyraźnie inspiruje się legendarnym Johnem Fahey’em, płytami Grouper, a swoje muzyczne marzenie opisał kiedyś jako album, który nagrywają razem Francoise Hardy i Captain Beefheart świetnie się przy tym bawiąc.

Poza „People With Instruments” spragniony tego swojskiego „brzdąkania” meloman ma jeszcze do wyboru kilka części „Family Tapes” (moim zdaniem nr 1 wygrywa) i taśmę o mrocznym i strasznym tytule „Songs Written and Recorded Under the Influence of the Yellow House” (wydana latem 2013). Kaseta powstała po wpływem historii o nawiedzonych domach, które Daniel Johansson wprost uwielbia (patrz: nazwa grupy). Utwory tu zgromadzone to historia celebryckiej pary, która zamieszkała w nawiedzonym żółtym domu, a zdjęcie budynku Daniel umieścił nawet na okładce kasety.

Co ciekawe, artysta twierdzi (a czy to legenda..?), że cały zebrany na owej taśmie materiał powstał około roku 2009, po czym został zakopany w ziemi na cztery lata (obok żółtego domu oczywiście), ponieważ zdaniem Johnssona najlepszy mastering robią toczące ziemię robaki. Po latach podziemnego recyklingu kaseta została rozpowszechniona wśród szerszej publiczności. I jesteśmy zapewne na szczytach gatunku lo-fi, bo czy da się bardziej wybrudzić własne nagrania?

Daniel Johnsson oprócz radosnej gitarowej twórczości i kawałków o abstrakcyjnej fabule mocno eksperymentuje z brzmieniem, a konkretnie ze sposobami rejestrowania dźwięku. Zmienia sprzęty jak szalony na coraz starsze i dziwniejsze, wymienia mikrofony, magnetofony, miejsca, w których nagrywa. Pokrętna to elektronika. Bo wszystko brzmi inaczej, kiedy zmieniają się sprzęty, taśmy, ściany, towarzystwo i pogoda, czy jesienne plamy za oknami autobusu. Zapraszam zatem do biało czerwonego – domku na seans upiorny, a jednocześnie wielce optymistyczny!

/Zajrzyjcie koniecznie na stronę wytwórni Happenin Records, która promuje Daniela i podobne mu elementy/

Profil na BandCamp »
 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.