Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.



bedroom

Daniel Johnsson i Horrible Houses

Na trasę Kraków – Bieszczady zawsze zabieram coś do słuchania, a bo drogi długie i nudne. Kawał autostrady, miasteczka małe i mniejsze, wsią wszystko poprzetykane i prowincjonalną sennością. Trzeba zatem z czymś wjechać w ten klimat i odczarować ów piękny, ale jakże przysypiający zakątek Polski. Latem towarzyszyli mi White Fence i Veronica Falls, ale przyszedł koniec tej słodkiej epoki i marzyłam o czymś sentymentalnym i świeżym jednocześnie. I mam! Przedstawiam pana Daniela Johnssona i jego Horrible Houses.

Ja tu się nie będę dzisiaj rozwodzić, wnikać w biografię, no może oprócz tego, że wskażę gdzie rodzą się takie genialne muzyczne głowy. Zatem nie jesteśmy w części rozłożystego kraju zwanego USA, na co mogłyby wskazywać nagrania Horrible Houses, ale w Szwecji, na głębokiej prowincji. Miasto nazywa się Särna i tam właśnie ma swój czerwono – biały domek Daniel Johnsson i w tymże domku śpi, spożywa posiłki, przyjmuje gości i nagrywa. Teraz pytanie – skąd taka pozytywna energia w mieścinie czołem wychodzącej z lasu, a chowającej się niemal w całości w jego cieniach? Czy to wolność i igliwie tak uderzają do głowy? Ja na to pytanie nie odpowiem, bo Skandynawowie wciąż mnie zaskakują, wszystkie teorie i tak w gruzach legną, zatem pass. Horrible Houses mają na swoim koncie już kilka wydawnictw, każde z nich nagrane zostało w warunkach domowych i skromnych, stąd liczne szelesty, pochrząkiwania, odgłosy z ulicy i z nie-wiadomo-skąd.

Tytuł jednej z ostatnich składanek to „People With Instruments”, jest ona dość krótka, ale frajda z niej ogromna. A bo to kameralne granie, z folkiem w żyłach, a miejscami leniwe i słodkawe jak domowe ciasto. Szmer, karton, metalowe części, szczekanie psa, ktoś tam drzwi otwiera. Ale ta piękna gitara! Johnsson wyraźnie inspiruje się legendarnym Johnem Fahey’em, płytami Grouper, a swoje muzyczne marzenie opisał kiedyś jako album, który nagrywają razem Francoise Hardy i Captain Beefheart świetnie się przy tym bawiąc.

Poza „People With Instruments” spragniony tego swojskiego „brzdąkania” meloman ma jeszcze do wyboru kilka części „Family Tapes” (moim zdaniem nr 1 wygrywa) i taśmę o mrocznym i strasznym tytule „Songs Written and Recorded Under the Influence of the Yellow House” (wydana latem 2013). Kaseta powstała po wpływem historii o nawiedzonych domach, które Daniel Johansson wprost uwielbia (patrz: nazwa grupy). Utwory tu zgromadzone to historia celebryckiej pary, która zamieszkała w nawiedzonym żółtym domu, a zdjęcie budynku Daniel umieścił nawet na okładce kasety.

Co ciekawe, artysta twierdzi (a czy to legenda..?), że cały zebrany na owej taśmie materiał powstał około roku 2009, po czym został zakopany w ziemi na cztery lata (obok żółtego domu oczywiście), ponieważ zdaniem Johnssona najlepszy mastering robią toczące ziemię robaki. Po latach podziemnego recyklingu kaseta została rozpowszechniona wśród szerszej publiczności. I jesteśmy zapewne na szczytach gatunku lo-fi, bo czy da się bardziej wybrudzić własne nagrania?

Daniel Johnsson oprócz radosnej gitarowej twórczości i kawałków o abstrakcyjnej fabule mocno eksperymentuje z brzmieniem, a konkretnie ze sposobami rejestrowania dźwięku. Zmienia sprzęty jak szalony na coraz starsze i dziwniejsze, wymienia mikrofony, magnetofony, miejsca, w których nagrywa. Pokrętna to elektronika. Bo wszystko brzmi inaczej, kiedy zmieniają się sprzęty, taśmy, ściany, towarzystwo i pogoda, czy jesienne plamy za oknami autobusu. Zapraszam zatem do biało czerwonego – domku na seans upiorny, a jednocześnie wielce optymistyczny!

/Zajrzyjcie koniecznie na stronę wytwórni Happenin Records, która promuje Daniela i podobne mu elementy/

Profil na BandCamp »