Wpisz i kliknij enter

400 ppm – Non Nocere

Wielość projektów, które ogarnia Shawn O’Sullivan jest przytłaczająca – Vapauteen, Civil Duty, Further Reductions i Led Er Est. Teraz dołącza do nich jeszcze jeden. Niestrudzenie działa na polu muzyki elektronicznej od 2008r. Wcześniej był związany z oficynami The Corner i L.I.E.S. Mieszka w Nowym Jorku. Właśnie zaprezentował nam swoje nowe oblicze pod kolejnym aliasem – 400 ppm (ang. parts per milion – jednostka pomiaru stężenia bardzo rozcieńczonych roztworów) – w angielskiej wytwórni Avian, z którą ma styczność po raz pierwszy w swojej karierze.

EP-ka Non Nocere (łac. nie szkodzić) składa się z sześciu utworów, traktujących słuchacza porywistym i lodowatym techno.

Tytułowy utwór, to intro do całego wydawnictwa i jeżeli wam nie zaszkodzi to możecie przejść do kolejnych kawałków. Czemu miałby wam zaszkodzić? Bo zgrzyta, skrzypi i piszczy – dźwięki są na tyle przeraźliwe, że momentami ma się ochotę zasłonić uszy rękoma. „Occupational Exposure”, zasadzone na metalicznym groovie, od początku do końca pędzi przez swoje mroczne czeluści. Jest bardzo mechaniczny, złowrogi i szybki. Trwa zaledwie 5 minut, ale po jego odsłuchu czujemy się jak po intensywnym wysiłku fizycznym, dlatego wolałabym chyba nie tańczyć do tego utworu, bo zaangażowałby zbyt wiele struktur w moim mózgu. „Lean Manufacturing” brzmi jak katorżnicza praca w fabryce maszyn, gdzie prężą się z wysiłku ludzkie mięśnie, pot płynie strumieniami, metal trze o ciało, a wszystko biegnie w zabójczym tempie, działa sprawnie i nie ma mowy o wymknięciu się spod kontroli czegokolwiek. Ten track jest ciężki jak ołów, nabuzowany industrialną mocą i ani na sekundę nie spuszcza z tonu.

„Piquette Plant”, zamieszczone już po drugiej stronie czarnej płyty, także jest połączeniem organicznych, głębokich sampli z silnym industrialnym beatem. Najbardziej przyjazny parkietowi ze wszystkich utworów na całej EP-ce – trochę kojarzy mi się z produkcjami od Silent Servant. „Monoculture zasypuje nas mnogością dźwięków, wbudowanych w bazę utworu, które wgryzają nam się w głowę i drążą w niej nieskończenie długie korytarze. Jestem pełna podziwu dla twórcy, bo żeby tak, z przeproszeniem, wypchać kompozycję dźwiękami i dobrze ją wyważyć, trzeba mieć wielki talent. „Evitandus”, to przesterowane wycie do księżyca popsutych wilków na baterie. Ciągnące się przez cały utwór długie, nieczyste dźwięki zamykają wydawnictwo. Bez rytmu, bez taktu, bezpardonowo.

To płyta do refleksyjnego przemyślenia w samotności, w ciemnym pokoju i na dobrym soundsystemie. Nie do tańca, nie do różańca, ale za to do wprowadzenia niezłego zamętu w głowie. Mocna rzecz, na mnie zadziałała skutecznie.

Avian 2013

www.facebook.com/AvianUK







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy