BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



Arovane – Ve Palor

Podobnie jak ostatni album Boards Of Canada, również i najnowsze dzieło Arovane jest dokładnie takie, jakie mogliby sobie fani obu tych projektów wymarzyć.

Spośród wszystkich producentów wyrosłych z IDM-owego boomu połowy lat 90., zapoczątkowanego przez Aphex Twina i Autechre, najciekawsze rezultaty osiągnął w swej twórczości Uwe Zahn znany pod pseudonimem Arovane. Być może fakt, że nagrywał on dla mało znanych niemieckich wytworni DIN i City Centre Offices, a nie do wszechwładnego w tamtym czasie Warpu, sprawił, że jego nagrania nie zostały w pełni docenione przez muzyczną (szczególnie angielskojęzyczną) krytykę. Tymczasem większość dokonań Arovane z lat 1998 – 2004 to rzeczy znakomite w swym gatunku, a najpełniej objawiający talent Zahna album „Tides” – to płyta doprawdy wybitna.

Być może brak bardziej spektakularnych sukcesów sprawił, że niemiecki producent podjął w pierwszej połowie minionej dekady decyzję o zaprzestaniu muzycznej działalności. Ostatni utwór na wydanej w 2004 roku płycie „Lilies” nie bez powodu nosił tytuł „Good Bye Forever”. Co prawda potem berliński twórca dał jeszcze kilka koncertów – ale w końcu naprawdę słuch o nim zaginął. Fani jednak domagali się jego powrotu – i ku zaskoczeniu ich wszystkich kilka tygodni temu amerykańska wytwórnia n5MD ogłosiła, że niebawem jej nakładem ukaże się nowy album Arovane.

„Ve Palor” to kolekcja utworów powstałych na przestrzeni ostatnich lat – zarówno w 2002, jak i 2013 roku. Przesłuchanie płyty wskazuje jednak, że nie ma między nimi żadnych różnic. Dwanaście premierowych utworów Zahna brzmi dokładnie tak, jakby czas zatrzymał się dla ich autora dekadę temu. To nie zarzut – niemiecki producent wypracował sobie własny styl – i z powodzeniem rozwija go po długiej przerwie, sprawiając swym dawnym fanom wielką frajdę. To oczywiście IDM w swej najbardziej klasycznej postaci – uzupełniony charakterystyczną dla Arovane romantyczną melodyjnością.


Oto w „scrai-N” uderzają sprężyste breaki – to ślad hip-hopowych fascynacji Zahna. Ich dynamiczne brzmienie tonują lekko brzęczące syntezatory o kojącym sznycie. Podobnie wypada umieszczony na finał „foldt”. Tu niemiecki producent wspina się na wyżyny elektronicznej poezji – splatając mocne bity z urzekającą partią monumentalnych klawiszy. Chrzęszczący puls tętni z kolei w tytułowym „ve palor” – a towarzyszą mu bajkowe dźwięki w stylu Boards Of Canada. Jeszcze bardziej ambientowy ton ma „c ll lt” – ponieważ ćwierkające efekty zanurzone zostają tu w szeroko rozlanym tle.

„cleiy” odsłania fascynację Zahna glitchowym technikami dekonstrukcji dźwięku. Zagęszczone rytmy stanowią tu ciekawy kontekst dla klawesynowo brzmiących syntezatorów. Wątki te rozwijają jeszcze bardziej w stronę dawnych dokonań artystów rodem z Mille Plateaux czy Raster Noton utwory „ccale ecou” i „leptr”. Tym razem łopoczące perkusjonalia wchłaniają chmurne pasaże przeciągłych klawiszy, upstrzone dyskretnie ćwierkającymi ozdobnikami. „deep” i „cae nij” mają bardziej zredukowany charakter – i wydaje się, że właśnie na tych kompozycjach najbardziej wyraźny ślad odcisnęła powszechna w minionej dekadzie tendencja do minimalizowania brzmienia. Subtelny wpływ obecnych trendów na elektronicznej scenie słychać z kolei w „gniddt” – bo jeśli ktoś by się uparł, mógłby doszukać się tutaj dalekich wpływów brytyjskiej bass music.

Podobnie jak ostatni album Boards Of Canada, również i najnowsze dzieło Arovane jest dokładnie takie, jakie mogliby sobie fani obu tych projektów wymarzyć. Zarówno brytyjscy producenci, jak i ich niemiecki kolega, z pełną premedytacją unikają radykalnego uwspółcześniania swej muzyki. I to dobrze – bo dzięki temu ich premierowe nagrania zachowują ten sam urok i wdzięk, co niegdyś. Od eksperymentów jest młodzież – klasycy powinni zachować dostojeństwo.

n5MD  2013

www.n5md.com

www.facebook.com/n5Mafia

www.n5md.bandcamp.com

www.arovane.net

www.facebook.com/pages/AROVANE

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. Dawny fan

    Nie za bardzo wiem czy autor recenzji naprawdę znał dawną twórczość Uwe Zahna, bo ta płyta,poza tym że całkiem średnia, to ze starym Arovane ma niewiele wspólnego. To jakaś kalka Autechre z elementami Arovane. Mimo że jestem/byłem wielkim fanem Arovane to niestety muszę przyznać że nie wiem po co ta płyta w ogóle powstała. Ja po trzech przesłuchaniach serdecznie dziękuję. BoC natomiast mogę słuchać bez końca i tu faktycznie można mówić o kontynuacji…

  2. yulquen

    troszkę wymęczona ta płytka a Lilies była taka piękna

  3. Heliosphaner

    Dokladnie! Świetny powrót! Świetny album! 🙂

    • dadaista

      Tak, to świetny album, generalnie porządny, oldskulowy IDM, ale poza — dosłownie — kilkoma momentami, nie zostało na „Ve Palor” prawie w ogóle nic ze starego Uwe Zahna. Za to z moich głośników wylało się podczas sesji odsłuchowej tego albumu mnóstwo „środkowego” dorobku Autechre. Nawet nazwy utworów to zerwanie z dotychczasowym stylem Arovane’a i przyjęcie metody nazewniczej Ae. Trochę szkoda, że postanowił powrócić z cudzym materiałem, zamiast kontynuować swój własny, niepowtarzalny styl muzyczny.