KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.

Black Sea Dahu – No Fire in the Sand
Łukasz Komła:

Tonąc w lekkości.

DJ Shadow – Our Pathetic Age
Jarek Szczęsny:

Ilość nie przekłada się na jakość.

Shanti Celeste – Tangerine
Paweł Gzyl:

Na poprawę nastroju.



Piotr Klejment – 1984 EP

Piotr Klejment rozsadza czaszki, łapie za jaja i… chwyta za serce. Wiwat Technosoul!

O samym artyście można napisać bardzo obszerną notkę biograficzną, bowiem tworzy scenę jako DJ i promotor od paru ładnych lat. Menadżer warszawskich M25 i Tomba Tomba, jest odpowiedzialny za sprowadzenie do kraju takich artystów jak Juan Atkins, Marcel Dettmann, Robert Hood czy Kevin Saunderson. W 2008 roku zwyciężył w konkursie, w którym nagrodą był występ w katowickim Spodku na prestiżowym Mayday. Współorganizator festiwalu Up To Date w Białymstoku, członek kolektywu Underground Perception. Prywatnie – psychofan Derricka Maya i Zomby’ego.

EPka 1984 składa się z dwóch autorskich numerów Piotra i ich dwóch remiksów od Perc’a i Sleeparchive (!!!). Pierwsze wydawnictwo w katalogu Technosoul i pierwsze wydawnictwo w ogóle od tego artysty, a już zaczynają obrabiać je najlepsi producenci na świecie – nie można się tym nie sugerować – po prostu jest idealnie.

1984 – silne, ale epatujące stoickim spokojem. Akordy niosą się echem po ścianach tego utworu jak po bezdennej studni, a prym wiedzie tytaniczna linia basowa. Głębia i rytmika, regularne i chirurgicznie ciosane przejścia, nie dają nam długo czekać na swoje dynamiczne dropy. Nic tylko łamać nogi na parkiecie.

Black March, trzyma w napięciu do samego końca. Jest tak skonstruowany, że przez cały czas jego wygrywania czekamy na bombę, która (z góry przepraszam za spoiler) wcale nie zostaje zrzucona. Ładnie rośnie, dobudowuje kolejne warstwy, ale potem już ciągle zostaje niewzruszony. Nadwątlają go tylko suche jak piasek, przyprawiające o ciarki perkusjonalia.

Black March w remiksie berlińczyka Sleeparchive zaskoczyło mnie, bo brzmi bardzo ‚po angielsku’. Nie inaczej jest oczywiście w przypadku rodowitego Anglika Perc’a, który z kolei wziął na warsztat Rose Path. Rose Path jest brzmieniowo brudniejsze i bardziej industrialne od utworu Metzgera. Takie lo-fi techno, które sprawia, że parkiet skwierczy od szurających po nim butów, jak mięso na grillu. Oba miażdżą i podnoszą ciśnienie wszędzie, gdzie zagoszczą. Godne outro, nie ma mocnych.

Może zabrzmi to tandetnie, ale wszyscy wiemy, że słowa czasami zawodzą i nie oddają w pełni niesionego przekazu. Dlatego dajmy wypowiedzieć się muzyce. A jeśli koniecznie chcecie poznać Piotrka trochę bliżej, to cierpliwości… Szykujemy wywiad.

*Artwork zaprojektował Artur Oleś AKA Chino

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.