Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Audioriver 2014 – relacja

Kolejna, dziewiąta już edycja festiwalu Audioriver przeszła do historii.

Po raz kolejny do pięknego Płocka przybyło mnóstwo fanów muzycznej elektroniki, a miasto potwierdziło swój symbiotyczny stosunek do tego niecodziennego wydarzenia, przyjmując festiwal z dobrodziejstwem inwentarza. To fascynujące, że w Polsce możliwe jest by przez całą noc ogłuszano ponad 100-tysięczne miasto niezrozumiałymi pewnie w dużej mierze tąpnięciami, za każdym rogiem pito bezkarnie alkohol (Uczestnik: ”To jak to jest? Można w końcu wypić piwo w parku,czy nie?” Strażnik Miejski: „Nie można, ale kulturalnie można.”), przez co najmniej dwa dni zamieniono wizytówkę turystyczną miasta (Stary Rynek) w roztańczony parkiet, a to wszystko za aprobatą władz i większości mieszkańców. Wspaniałe w tej sytuacji jest zwłaszcza to, że uczestnicy festiwalu w zamian za zgodę na „techno święto” potrafią się odwdzięczyć nie tylko wpływem pieniędzy do kieszeni Płocka/płocczan, ale też nie przekraczaniem pewnych granic (brak agresji, upadlającego pijaństwa, itp.) i celebrowaniem z uśmiechem na ustach wyrwy w obopólnej rzeczywistości.

1

Festiwal z roku na rok się rozrasta i zwiększa swój komercyjny potencjał, co widać po przystępniejszym line-upie, relacjach w Radio ESKA, tradycyjnych już Targach Muzycznych na Starym Rynku, Audioriver Fashion Day przy zalewie Sobótka, Sun/Day w Ogródzie Miejskiego Zespołu Obiektów Sportowych czy projekcjach Kina Festiwalowego, ale i różnorodności osób na niego przybywających. To chyba jedyna taka sytuacja by warszawscy hipsterzy tańczyli do Detroit techno z mięśniakami, którzy zdawać by się mogło pomylili miasto nad Wisłą z pewnym miastem nad morzem, a celebryci z telewizorów ocierają się w kolejce do toalet o ich małomiasteczkowych odbiorców. Niemniej jednak wielogatunkowość a zarazem pluralistyczny ciężar poszczególnych występów pozwala na płynne przemieszczanie się swoimi ścieżkami, bez większego wchodzenia sobie w paradę.

PIĄTEK (25.07.14)

Pierwszego dnia największym zaskoczeniem nie był niestety żaden występ, była nim zdecydowanie pogoda. Żadna z prognoz nie przewidywała wodospadu jaki rozlał się nad nadwiślańską plażą, nie zapowiadało też tego same niebo, które co prawda do godziny 1.30 było zachmurzone i po przyjacielsku skraplało co jakiś czas festiwalowiczów drobnymi i krótkimi opadami.

Zanim jednak przybył Armagedon na 5-ciu w sumie scenach zdążył się zaprezentować szeroki zestaw artystów. Bardzo korzystnie pokazał się powracający Skalpel, który zaprosił do scenicznej współpracy pianistkę Joannę Dudę i perkusistę Jana Młynarskiego, co podgrzewa tylko atmosferę wyczekiwania na nowy longplay.

1_Skalpel 40

Nie zawiedli się też Ci, którzy odwiedzili małą scenę Wide Stage by posłuchać setu Maribou State, Brytyjczycy bardzo przyjemnie zaczęli pobudzać skromną jeszcze publiczność miksując hity spod znaku chociażby Jamesa Blake’a. Mniej więcej w tym samym czasie w namiocie Last.Fm bardzo licznie zgromadzonych czarował Hybrid Minds serwując klasyczny drum’n’bass spod szyldu Calibre czy High Contrast.

Tuż po Brytyjczyku na scenę wkroczyły młokosy z Hospital Records czyli Fred V i Grafix, którym towarzyszył stary wyga Dynamite MC. Panowie dołożyli do pieca szybkim setem sięgając również po popularne kawałki w postaci chociażby „No Body To Love” Sigma, ale wspomagający ich, przyboczny Roniego Size’a zdawał się nie być w szczycie formy. Dla zwłaszcza młodocianej części Audioriver Hybrid Tent tego wieczoru był z pewnością miejscem niezapomnianej imprezy.

3 Hybrid Minds 34

Chociaż jednoznacznie nie porwał swych widzów to piątkowy wieczór mimo wszystko zagarnął Trentemøller. To było naprawdę świetne widowisko, z tyłu sceny 4 ogromne kokono-lampiony, oślepiające biało-żółte światła zza pleców w sumie rockowego, 5-osobowego składu oraz trudne do zaklasyfikowania dźwięki z wiodącą rolą analogowych syntezatorów.

Koncert rozpoczął generowany przez Marie Fisker potężny bas „Still on Fire” z ostatniej płyty Andersa, ale całość koncertu zawierała numery z różnych krążków Duńczyka, żonglując atmosferą poprzez wyciszone ballady pokroju „Take Me Into Your Skin” czy kwaśne wybuchy w postaci „Silver Surfer, Ghost Rider Go!!!”. Kraftwerk zderzał się z Rolling Stones. Trentemøller pomimo problemów z jednym z syntezatorów zaprezentował się naprawdę godnie, więc szykujmy się na jego powrót w stolicy już w październiku.

4 Pretty Lights-33

Kilkanaście minut po niedawnym support-bandzie Depeche Mode na Main Stage wkroczył Pretty Lights, który przeleciał Atlantyk by postrzelać światłami na wybranych europejskich festiwalach. Show Amerykanina mogło by być synonimem kultury nadmiaru – mnóstwo dźwięków, mnóstwo świateł, mnóstwo gatunków. Derek Vincent Smith nie zagrzewał miejsca spektakularnie przeskakując z tracku na track, łącząc stare honky-tonk sample z trapem czy szczątki pop-numerów z electro lub dub-stepem. Wszytko to podane w kalejdoskopujacym powietrzu przeszywanym szeregiem laserów, które wspaniale prezentowały się w ulewnym deszczu.

No właśnie, mniej więcej po 1/3 koncertu nastąpił moment kiedy drobne krople ustąpiły na dobre miejsca ścianie wody, która przez następne godziny nawadniała teren płockiej plaży skutecznie opróżniając z ludzi teren festiwalu. Konsekwencją oberwania chmury było zamknięcie namiotowej sceny Last.fm pod koniec występu Zeitgeist, czyli Camo & Krooked, a co za tym idzie odwołanie kolejnych występów  S.P.Y., DOM and Roland. Organizatorów nie opuszczał pech, gdyż swoje występy odwołali także: Hot Since 82, wyczekiwany Audio, a także wytęskniony od 6 lat Loco Dice… co pozwoliło wydłużyć udany, mocny występ Gary’ego Becka i opóźnić o prawie godzinę start Niny Kraviz.

Wzbudzająca spore emocje piękność chyba znów podzieliła publiczność, moim zdaniem choć set mógł być bardziej dynamiczny to jednak pokazał, że postać rosyjskiej Dj-ejki jest hypowana nie bezpodstawnie i za jej urodą idą jednak konkretne umiejętności. Poszczególne, raczej surowe numery miksu, Kraviz splatała niewidzialnymi nićmi bawiąc się przy tym doskonale. Szkoda, że na piątkowy finał duet Lakker grał na małej, otwartej Wide Stage, gdzie wspierała ich zaledwie garstka wytrwałych i przemoczonych fanów.

5 Nina Kraviz-22

Sobota (26.07.14)

Hatti Vatti w towarzystwie dysponującej rewelacyjnym głosem Lady Katee (producenci wykorzystajcie lepiej tę dziewczynę!)  i grający w dużej mierze materiał z Worship Nothing chyba jednak bardziej sprawdziłby się w klubowym anturażu, co nie zmienia faktu, że Kaliński to pierwsza liga światowa. Pewne obawy wzbudzało wprowadzenie tajemniczej Bokki na główną scenę, jej piosenki zmierzające ku intymnemu stonowaniu mogły zginąć pod rozmachem Main Stage, nic jednak bardziej mylnego.

Bokka-4-2

Bokka w swej konsekwentnej grze w anonimowość zaczarowała Audioriver (mam nadzieję, że przedstawiciele zagranicznych festiwali/prasy zapamiętają ten zespół), a świetne wykonanie coveru Caribou czy utanecznionej wersji „Town Of Strangers” spowodowało, że występujące po nich Little Dragon wypadło dość przewidywalnie i rutyniarsko. Przy mojej bezgranicznej miłości do Yukimi Nagano, szwedzki zespół nie wykrzesał z siebie energii,  plącząc się w jakiś nużących impresjach na temat głównie ostatniego krążka, zaprzepaszczając nieco swój taneczny potencjał.

2 Little Dragon 31

Zupełnie nie przekonał mnie show duetu Booka Shade. Niby wszystko jak należy, ale jednak Merziger i Kammermeier zdali mi się uprawiać jakąś sceniczną hochsztaplerkę i muzyczną festyniadę. W dużej mierze udawane lub zbędne granie na elektronicznych perkusjonaliach kojarzy się bardziej z duetem Safri Duo niż z poważanymi przedstawicielami Get Physical…

Nie zawiódł mocno wyczekiwany Dj Koze, zagrał ciekawy techniczny set, stopniowo i powoli podłamując miarowe stopy/hi-haty chociażby wariacją na temat swego remiksu „Bad Kingdom”. Podczas tego wykonu można było też prawdziwie docenić genialną scenografię Circus Tentu. Poustawiane na sobie sześciany wraz z precyzyjnymi wizualizacjami (pracujące łańcuchy!) tworzyły hipnotyzujące wrażenie 3D. Brawo!

DJ Koze-18

Podobnie pozytywne odczucia mieli zapewne fani legendarnego LTJ Bukema, który jak zawsze grał ciepłe drum’n’bassy, z tym że odniosłem wrażenie jakby ktoś skręcił mu głośność o połowę, przez co chillowość jego muzyki przeważała nad tanecznością. Na koniec, zdążyłem jeszcze zajść na Zeitgeber czyli Speedy J & Lucy, gdzie Panowie bardzo cicho i minimalistycznie rozwijali swój set, ale z ogólnego posłuchu wynika, że zdecydowanie warto było zostać z nimi do świtu.

Podsumowując ten na pewno trudny dla organizatorów festiwal, wielkie brawa należą się dla dźwiękowców dbających o nagłośnienie wszystkich scen. To naprawdę godne podziwu, że można w tak niesprzyjających warunkach budować pełne i selektywne spektrum dźwięków, podczas gdy większe festiwale po wielu latach doświadczenia nadal zaliczają wtopy na tym polu.

Z pewnością warto na przyszłość zadbać o lepszą komunikatywność w przypadku nagłych zmian w line-upie (centralny telebim informacyjny?) oraz o festiwalowe książeczki, których ponoć nie sposób było dostać poza Biurem Prasowym o czym informowali mnie kolejni festiwalowicze pytający gdzie je zdobyłem. Muzycznie ta edycja nie powaliła, ale i tak magia miejsca (ah ta zielona skarpa!) w połączeniu z wszechobecnie pozytywną atmosferą każą wyczekiwać dziesiątej, więc jubileuszowej edycji najbardziej imprezowego festiwalu tego kraju.

zdjęcia autorstwa Music Foto Kolektiv

www.audioriver.pl
www.facebook.com/audioriver

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 15

  1. elkoza

    Czekałem na Zeitgeber i się nie zawiodłem. Były momenty gdzie dosłownie się bałem tych dźwięków, do tego fajnie wizualizacje robiły robote.

  2. olaf

    „Zeitgeist, czyli Camo & Krooked”

    – poprawcie proszę, szybko, bo żal 😉

  3. rybek

    Speedy G? kto to jest?

    • inabstracto

      Dario G na szybko.

      Warsztat nie rzuca na kolana. Kiedyś na NM taki tekst po prostu by nie przeszedł.

  4. Wojtek

    Kangding Ray i Lakker – nie ukrywam, że ich chciałem najmocniej posłuchać z całości występów, ale niestety ulewa skutecznie uniemożliwiła mi odbiór – szkoda. Gary Beck, Speedy J, Lucy – przyzwoicie, choć całości nie słyszałem. Reszta to żenujący spektakl w konwencji festynu/dyskoteki z mizernymi umiejętnościami dj (konie), kiepskim nagłośnieniem i dziczy biegającej bez koszulek.Repertuar festiwalu kiepski, po najmniejszej linii oporu – w Berlinie to takie składy z pt czy sob z jednej sceny można posłuchać w jednym miejscu ( płacąc 10-15€ ) . Moim zdaniem mieszanie gatunków na jednej scenie jest chybionym pomysłem (m.in. Wide ). Na plus gastronomia – dla każdego coś hehe. Ostatni raz popełniłem AR…

    • ok

      uwielbiam oceny w stylu: „Speedy J, Lucy – przyzwoicie, choć całości nie słyszałem.”…

      „Reszta to żenujący spektakl w konwencji festynu/dyskoteki z mizernymi umiejętnościami dj (konie)” – chodzi o Koze?

      „w Berlinie to takie składy z pt czy sob z jednej sceny można posłuchać w jednym miejscu ( płacąc 10-15€ )” – poproszę o linka do chociaż JEDNEJ imprezy z takim line-upem w cenie 10-15 EUR.

      • Wojtek

        Dense & Pika, Mind Against, Koze, Kraviz, Sojka. W sumie to powinno się zacząć od tego https://www.youtube.com/watch?v=velXNBAimzg To był dobry poziom ? A może wystarczający ?
        Brakowało tańców w parach.
        Wracając do tematu Berlina….nie będę robić reklamy klubom,ale skoro nie potrafisz szukać, to pozostaje ci czekać na AR 2015. Może będzie więcej Czarków…

        Pozdrawiam

    • olaf

      To ja mam propozycję: można ‚po najmniejszej linii oporu’ zrezygnować z męczenia się na marnych, polskich festiwalach i pozostać przy konkrecie w Berlinie. Wszystkim ulży.

      Aha, proponuję też nie używać języka polskiego, jeśli ma się go kaleczyć.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Usatysfakcjonowany uczestnik Audioriver

      • Wojtek

        Wypowiedziałem się na temat festiwalu, tak jak go odebrałem. To nie jest miejsce na kółko wzajemnej adoracji i sztuczne zachwycanie się czymś, co jest delikatnie mówiąc średnie. Każdy ma prawo do własnego zdania. Twoje uwagi są mierne, dlatego że sam nie masz nic ciekawego do powiedzenia i atakujesz kogoś, kto ma inne zdanie niż ty. Nie wiem, czy byłeś kiedyś na innym festiwalu niż AR. Możliwe, że nie masz żadnego porównania i dlatego zachwycasz się tym, co zobaczyłeś/usłyszałeś w Płocku teraz. Pojawiłem się na AR po 5-letniej przerwie. Wcześniej byłem na Astigmatic i FeMeV i mam porównanie, jak wyglądał festiwal nad Wisłą 10 lat temu i jak się zmieniał. Z roku na rok, gdy impreza stawała się coraz bardziej komercyjna jej poziom spadał. Tyle w temacie

        Pozdrawiam serdecznie

    • ok

      Niejakiego Czarka nie słyszałem, więc nie będę się wypowiadał. Co do Kraviz zgadzam się całkowicie – set nudny jak flaki z olejem. Gusta są różne, więc nie będę Ci udowadniał, że to co Tobie się nie podobało było ok. Wskaż tylko proszę lepiej nagłośniony festiwal w Polsce. A jeśli Ci przeszkadza „dzicz biegająca bez koszulek”, to chyba jednak musisz częściej zaglądać do berlińskich klubów, szczególnie do tego najsłynniejszego…

  5. B.Woynicz

    1.Bokka – faktycznie akurat wspierający wokal nie był może najbardziej czysty, ale muzycznie w mojej opinii było to bardzo dobre (nie napisałem genialne:).
    2.Trentemoeller – też miałem spore oczekiwania i ja się akurat nie zawiodłem.
    3. Nie byłem rok temu na Offie, może nie mam skali porównawczej.
    Z Kangding Ray podobnie jak z Lakker…
    Pozdrawiam i zachęcam do wpisywania swoich odczuć po festiwalu.

  6. slvke

    Byłem i widziałem większość występów, o których pisze redaktor. Wiadomo – są gusta i guściki, ale ta recenzja jest dla mnie po prostu niedorzeczna. Kilka przykładów?
    1. W którym momencie cover Caribou (wyk. Bokka) był genialnie wykonany? To był zdecydowanie najsłabszy moment ich przyjemnego, ale bardzo przeciętnego występu, szczególnie, kiedy próbwał śpiewać (bo śpiew to nie był, raczej jęk), jeden z gitarzystów.
    2. Trentemoeller: obok 2mandyjds najsłabszy występ jaki dane mi było zobaczyć na festiwalu. Że było różnorodnie to się zgadzam, tyle, że ta różnorodność prowadziła do tego, że występ był bardzo chaotyczny, a przede wszystkim nawet ona nie zabiła nudy dźwięków Duńczyka i zespołu! Szkoda, bo moje oczekiwania były dosyć wysokie.
    3. Skalpel – jak dla mnie na minus. W zeszłym roku widziałem ich na offie i tam zdecydowali się lepiej pod każdym względem – muzycznie, wizualnie itd.

  7. 11

    Hehe a o Kangding Ray nikt nie wspomnie nawet?

    • slvke

      Kangding Ray grał na otwartej scenie (sam się zastanawiam kto na to wpadł) w momencie kiedy zerwała się największa ulewa. Wiało pustkami, sam uciekłem, bo tańczenie w tamtym miejscu było conajmniej nieprzyjemne.