Wpisz i kliknij enter

Apollonia – Tour À Tour

Jeśli chce się poszaleć na parkiecie, Apollonia jest bezkonkurencyjna.

Zaczęło się w 2012 roku od zrelaksowanych setów Dana Ghenacii w paryskim klubie Batofar. Kiedy dołączyli do niego dwaj młodsi koledzy – Shonky i Dyed Soundroom – narodził się didżejski kolektyw Apollonia, który w ciągu kolejnych lat zawojował swymi setami spod znaku „back2back2back” całą Europę, oczywiście łącznie z Ibizą.

Do tej pory każdy z wchodzących w skład teamu producentów działał wydawniczo na własną rękę. Dopiero w ubiegłym roku pojawiła się pierwsza winylowa dwunastocalówka Apollonii – „Trinidad”. Być może jej ciepłe przyjęcie sprawiło, że pierwsze półrocze tego roku trzej didżeje spędzili nad realizacją debiutanckiego albumu. Ukazuje się on właśnie teraz – oczywiście nakładem ich własnej wytwórni.

Konstrukcja płyty przypomina konstrukcję didżejskiego setu. To naturalne w przypadku Francuzów – zaczynają więc od detroitowego house’u w stylu Kevina Saundersona, w którym jest miejsce zarówno na zmysłowe wokalizy, jak i zdubowane basy i subtelną elektronikę („June”). Potem nadal pozostajemy na terytorium Motor City – ale nagrania nabierają głębszego tonu, kojarząc się bardziej z dokonaniami Moodymana. Decydują o tym oczywiście masywne podkłady rytmiczne, jak i gęsto porozrzucane sample i skrecze („Mouche Tsé Tsé” czy „Sona”).

Potem muzyka z minuty na minutę staję się cięższa. „Piano” i „Chez Michel” to jeszcze ciągle deep house, ale już o oszczędniejszej konstrukcji, koncentrujący się wokół jednego motywu – gitarowej zagrywki w pierwszej kompozycji i melodyjnym pochodzie basu – w drugiej. „Mercato” przechodzi już wyraźnie na stronę motorycznego tech-house’u o minimalowym brzmieniu, a wątek ten kontynuują następne utwory – „Un Vrai Portugese” i „Boomerang” – wprowadzając do muzyki Apollonii laboratoryjne loopy i ascetyczną melodykę.

Na zakończenie płyty Francuzi żonglują stylistykami i nastrojami. „The Benshee” zaskakuje zwrotem w stronę nowojorskiego tribal house’u, zestawiającego splątane wokalizy z matowymi klawiszami. Pobrzękujący mrocznymi syntezatorami „El Señor Vador” przywołuje echa dynamicznego electro-house’u o europejskim brzmieniu. Wieńczący całość „Haight Street” zabiera nas na rozpalone słońcem plaże Ibizy – uwodząc zmysłowymi breakami i ciepłą elektroniką znad Balearów.

„Tour À Tour” to fachowa robota – bez jakiegokolwiek przynudzania, daleka o wszelkich eksperymentów, tworząca idealnie nastrój bezpretensjonalnej zabawy. Paryscy producenci czerpią garściami z dokonań mistrzów zza oceanu, poddają ich pomysły własnemu szlifowi, nadającemu im gładkie brzmienie i… porywają do tańca. Tu nie ma co filozofować – można się rozsmakowywać w industrialnym techno i ambientowych eksperymentach, ale jeśli chce się poszaleć na parkiecie, Apollonia jest bezkonkurencyjna.

Apollonia 2014

www.lola-ed.com/labels/apollonia

www.facebook.com/ApolloniaMusic







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy