SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…



Heiko Laux – Fernweh

Niemiecki weteran eleganckiego techno nadal w świetnej formie.

W drugiej połowie lat 90. jedną z najważniejszych wytwórni rozwijających muzykę techno była niemiecka tłocznia Kanzleramt. Powstała ona z inicjatywy Heiko Lauxa, który szybko stał się jednym z filarów firmy, obok kilku swych kolegów po fachu takich, jak Johannes Heil, Alexander Kowalski, Christian Morgenstern czy Anthony Rother.

W ciągu dziesięciu lat szef Kanzleramtu wyrósł na jednego z najbardziej kreatywnych twórców klubowej elektroniki nad Renem, eksperymentując zarówno z dubem, jak i z minimalem. Cztery zrealizowane przezeń autorskie albumy należą dziś do klasyki gatunku. Od czasu wydania ostatniego z nich minęło jednak już osiem lat, w trakcie których Laux skoncentrował się na winylowych dwunastocalówkach.

Ożywienie w szeregach Kanzleramt nastąpiło w tym roku – ponieważ firma obchodzi właśnie jubileusz dwudziestolecia. Nic więc dziwnego, że i sam szef wytwórni przygotował z tej okazji nowy album z całkowicie premierowym materiałem. W ten sposób Heiko Laux powraca po długim okresie fonograficznej nieobecności z pełnowymiarową płytą. Czy jego muzyka brzmi dzisiaj równie dobrze, jak w dziesięć czy dwadzieścia lat temu?

Pierwsze dźwięki z „Fernweh” zaskakują – rozwibrowane syntezatory o trance’owym rodowodzie podszyte basowym pulsem prowadzą nas wprost do głębokiego techno, które eksploduje feerią przestrzennych dźwięków, skontrastowanych z dubowymi efektami („Brace”). Przywołanie brzmień typowych dla połowy lat 90. ma swoją kontynuację w następnej kompozycji. Tym razem uderza masywne hard techno, które wypełniają agresywne akordy przewiercone świdrującym loopem o zaszumionym tonie („Hexagon”). Robert Hood byłby zachwycony!

Tytułowy „Fernweth” znów zabiera nas na głębsze terytorium dźwiękowe – miarowy bit oplatają rozwibrowane arpeggia o smyczkowym brzmieniu, składając się w sumie na epicką wersję frankfurckiego techno-trance’u w rodzaju najlepszych nagrań Resistance D. A potem gwałtowny skok w czasie – bo „Neutron” osadzony jest na dudniących breakach rodem z podrasowanego na techno dubstepu, którym towarzyszy rave’owy pochód basu. Ale i tu słychać echa muzyki trance – w sążnistych falach pohukujących klawiszy.

„There There” oparty jest na ciekawym kontraście. Z jednej strony mamy tu galopujący rytm, a z drugiej – szorstkie dźwięki gitarowych akordów. W efekcie przestrzenne techno spotyka się z dusznym post-punkiem, owocując energetycznym killerem. „Shimmer” to krótka chwila oddechu, wnoszonego przez kosmiczne arpeggia, składające się na współczesną wizję krautowego ambientu z końca lat 70.

Na zakończenie swego nowego albumu Laux wraca do dub-techno, które z takim powodzeniem opracował na słynnym albumie „The Oldschool Street” z 1998 roku. Najpierw dostajemy „Rowing” – zredukowaną wersję tego rodzaju brzmienia, rozpiętą między metalicznymi bitami a przesterowanymi efektami. Jeszcze większe wrażenie robi umieszczony na sam koniec „Align”. To już prawdziwa symfonia w stylu dub-techno – mieniąca się pulsującymi basami, skorodowanymi akordami, przestrzennymi pogłosami i… trance’owymi syntezatorami.

„Fernweh” ukazuje niemieckiego producenta w świetnej formie. Z imponującą zręcznością łączy on echa klasyki niemieckiej muzyki klubowej sprzed dwóch dekad, której sam zresztą był współtwórcą, z nowoczesnym brzmieniem i elektronicznymi aktualnościami. Wypada to świetnie – bo i stylowo, i klimatycznie, i energetycznie. Cieszmy się, że Heiko Laux znów jest z nami – bo takich talentów nigdy za wiele.

Kanzleramt 2014

www.kanzleramt.com

www.facebook.com/kanzleramtmusic

www.heiko-laux.com

www.facebook.com/heikolauxofficial

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. jędrek

    The Oldschool Street – to najlepsze dzieło tego Pana, może dlatego że niesamodzielne 😉