Wpisz i kliknij enter

Heiko Laux – Fernweh

Niemiecki weteran eleganckiego techno nadal w świetnej formie.

W drugiej połowie lat 90. jedną z najważniejszych wytwórni rozwijających muzykę techno była niemiecka tłocznia Kanzleramt. Powstała ona z inicjatywy Heiko Lauxa, który szybko stał się jednym z filarów firmy, obok kilku swych kolegów po fachu takich, jak Johannes Heil, Alexander Kowalski, Christian Morgenstern czy Anthony Rother.

W ciągu dziesięciu lat szef Kanzleramtu wyrósł na jednego z najbardziej kreatywnych twórców klubowej elektroniki nad Renem, eksperymentując zarówno z dubem, jak i z minimalem. Cztery zrealizowane przezeń autorskie albumy należą dziś do klasyki gatunku. Od czasu wydania ostatniego z nich minęło jednak już osiem lat, w trakcie których Laux skoncentrował się na winylowych dwunastocalówkach.

Ożywienie w szeregach Kanzleramt nastąpiło w tym roku – ponieważ firma obchodzi właśnie jubileusz dwudziestolecia. Nic więc dziwnego, że i sam szef wytwórni przygotował z tej okazji nowy album z całkowicie premierowym materiałem. W ten sposób Heiko Laux powraca po długim okresie fonograficznej nieobecności z pełnowymiarową płytą. Czy jego muzyka brzmi dzisiaj równie dobrze, jak w dziesięć czy dwadzieścia lat temu?

Pierwsze dźwięki z „Fernweh” zaskakują – rozwibrowane syntezatory o trance’owym rodowodzie podszyte basowym pulsem prowadzą nas wprost do głębokiego techno, które eksploduje feerią przestrzennych dźwięków, skontrastowanych z dubowymi efektami („Brace”). Przywołanie brzmień typowych dla połowy lat 90. ma swoją kontynuację w następnej kompozycji. Tym razem uderza masywne hard techno, które wypełniają agresywne akordy przewiercone świdrującym loopem o zaszumionym tonie („Hexagon”). Robert Hood byłby zachwycony!

Tytułowy „Fernweth” znów zabiera nas na głębsze terytorium dźwiękowe – miarowy bit oplatają rozwibrowane arpeggia o smyczkowym brzmieniu, składając się w sumie na epicką wersję frankfurckiego techno-trance’u w rodzaju najlepszych nagrań Resistance D. A potem gwałtowny skok w czasie – bo „Neutron” osadzony jest na dudniących breakach rodem z podrasowanego na techno dubstepu, którym towarzyszy rave’owy pochód basu. Ale i tu słychać echa muzyki trance – w sążnistych falach pohukujących klawiszy.

„There There” oparty jest na ciekawym kontraście. Z jednej strony mamy tu galopujący rytm, a z drugiej – szorstkie dźwięki gitarowych akordów. W efekcie przestrzenne techno spotyka się z dusznym post-punkiem, owocując energetycznym killerem. „Shimmer” to krótka chwila oddechu, wnoszonego przez kosmiczne arpeggia, składające się na współczesną wizję krautowego ambientu z końca lat 70.

Na zakończenie swego nowego albumu Laux wraca do dub-techno, które z takim powodzeniem opracował na słynnym albumie „The Oldschool Street” z 1998 roku. Najpierw dostajemy „Rowing” – zredukowaną wersję tego rodzaju brzmienia, rozpiętą między metalicznymi bitami a przesterowanymi efektami. Jeszcze większe wrażenie robi umieszczony na sam koniec „Align”. To już prawdziwa symfonia w stylu dub-techno – mieniąca się pulsującymi basami, skorodowanymi akordami, przestrzennymi pogłosami i… trance’owymi syntezatorami.

„Fernweh” ukazuje niemieckiego producenta w świetnej formie. Z imponującą zręcznością łączy on echa klasyki niemieckiej muzyki klubowej sprzed dwóch dekad, której sam zresztą był współtwórcą, z nowoczesnym brzmieniem i elektronicznymi aktualnościami. Wypada to świetnie – bo i stylowo, i klimatycznie, i energetycznie. Cieszmy się, że Heiko Laux znów jest z nami – bo takich talentów nigdy za wiele.

Kanzleramt 2014

www.kanzleramt.com

www.facebook.com/kanzleramtmusic

www.heiko-laux.com

www.facebook.com/heikolauxofficial







Jest nas 13 000 na Facebooku:


1 Komentarz

  1. The Oldschool Street – to najlepsze dzieło tego Pana, może dlatego że niesamodzielne 😉

Polecamy