Wpisz i kliknij enter

Ozy – Distant Present

Niespodziewany powrót milczącego od dawna artysty.

Na początku minionej dekady silnym centrum głębokiego techno stała się Islandia – a to za sprawą działającej od 1997 roku w Reykjaviku niezależnej wytworni Thule. Wśród współpracujących z nią producentów byli m.in. Ozy, Exos, Thor, Octal czy Sanasol. Niektórzy z nich zaistnieli szerzej na europejskiej scenie elektronicznej dzięki współpracy z prężnie wtedy działającą firmą Force Inc. z Frankfurtu.

Jednym z tych szczęśliwców był Örnólfur Thorlacius. Nagrywając pod szyldem Ozy zrealizował najpierw dla Thule kilka winylowych dwunastocalówek i jeden album, a potem dla tłoczni Achima Szepanskiego – ciepło przyjęty na Kontynencie krążek „Tokei”. Mimo sukcesu, kariera islandzkiego producenta szybko wytraciła pęd – być może dlatego, że obie wytwórnie, z którymi współpracował, niebawem zakończyły swoją działalność.

Ni stąd ni z owąd Örnólfur Thorlacius po niemal dekadzie milczenia postanowił reaktywować swój projekt. Efektem tego jest album „Distant Present” opublikowany właśnie przez japońską wytwornię Nothings66. Dwanaście składających się nań utworów tworzy szalenie zróżnicowany katalog dawnych i obecnych fascynacji islandzkiego producenta. Co ciekawe – swoimi remikserskimi umiejętnościami wsparli go w produkcji materiału Laurel Halo i Miles Whittaker (z Demdike Stare).

Śladami dawnych dokonań Thorlaciusa są tutaj mocno nasycone glitchowymi efektami eksperymentalne kompozycje, łączące dubowe podkłady rytmiczne z zaszumiona elektroniką („Scaphoid” i „Black To The Future”). Islandzki producent miał też niegdyś lekka rękę do zredukowanego techno – i takież minimalowe brzmienia otrzymujemy w przytłumionym „Gin And (Bi/T)onic (Reprise)”. Pod koniec minionej dekady muzyka Ozy’ego nabrała bardzo funkcjonalnego tonu – a śladem tego jest tutaj klubowy dub-house w „Dis-en-gaged (Rework)”.

Tchnienie nowego wnoszą do twórczości Islandczyka przede wszystkim dubstepowe nagrania – „Clockage” i „Chrome-drip”. To nowe nie jest znowu takie nowe, bo sporo w tych kompozycjach sentymentu do rave’owych brzmień sprzed dwóch dekad. Podobnie wypadają dwie inne kompozycje. W „Arcane” rozbrzmiewają bowiem potężne breaki niczym w dawnych utworach The Orb, a „Drama Club” zostaje wymodelowane przez Milesa Whittakera na jungle’ową modłę – niczym muzyka jego duetu Millie & Andrea.

Trochę na „Distant Presence” panuje za duży groch z kapustą. Niemal każde nagranie jest tu z innej parafii – a wrażenie niespójności powiększa oddanie kilku utworów w ręce charyzmatycznych remikserów. W efekcie nowy album islandzkiego producenta rozpada się na niemal dwanaście osobnych nagrań. Pojedynczo – bronią się one lepiej. Jako całość – sprawiają wrażenie naprędce sklejonej kompilacji utworów z różnych szuflad. Ozy ma talent – i dobrze, że znów nagrywa. Ale na pewno powinien popracować nad spójnością swych muzycznych wypowiedzi.

Nothings66 2015

www.nothings66.com

www.facebook.com/nothings66

www.facebook.com/ozy.original







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jędrek
Jędrek
6 lat temu

tak jak napisałeś , trochę mniej spójne – wcześniej było może nie lepiej ale inaczej – choc dla mnie ciekawiej

Tora
6 lat temu

Już przestałam wierzyć że coś nagra

Polecamy