Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.



Staffan Linzatti – Dividing in Two EP

Holenderski label Balans, należący do Darko Essera, ponownie wita na swoim pokładzie Staffana Linzattiego.

Urodzony w Szwecji, Linzatti, idealnie wpasowuje się w idee wytwórni Balans, której domeną jest proste, klasyczne techno, bez zbędnych ucieczek w eksperymentalne wariacje. EPka „Dividing in Two” to, jak sama nazwa wskazuje, dwa wymarzone, parkietowe katalizatory.

Pulsujące, elektroniczne sample rozdymają pierwszy numer, pt. „Dizziness”. Mocno napowietrzony, dźwięczny sygnał, tnie numer na idealnie równe części. Przez numer przetacza się bas, który naznacza całość potężną siłą. Skoczności dodają perkusjonalia i clapy.

„Clarity”, rozpiera się w gąszczu kicków i hihatów. Zdominowany przez cierpką warstwę perkusyjną, brzmi przede wszystkim bardzo tresorowo. Stopa, o lżejszym natężeniu, z wielkim impetem łamie kolejne takty. Przez utwór przewija się cyfrowa, ale głęboka melodia. Pod koniec, mamy do czynienia z bardzo jaskrawym przejściem, po którym następuje sekwencja naprzemiennie ze sobą splecionych stóp i talerzy – niesamowicie finezyjny finał.

Linzatti, to artysta, którego dokonania należy uważnie śledzić, bo w ciągu paru lat świetnie zaprawił się w producenckich bojach. Miejmy też nadzieję, że po raz trzeci zetknie się z Balans, bo profil wytwórni, jak słychać, naprawdę świetnie mu leży.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.