Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.



Edizioni Mondo – Collezione

Muzyczny przelot nad rozpalonym Adriatykiem.

Pod nazwą Edizioni Mondo ukrywa się włoska wytwórnia, która wyspecjalizowała się w publikowaniu nagrań stylizowanych na soundtracki do dokumentalnych filmów z lat 60. i 70. W tamtym czasie w słonecznej Italii taśmowo realizowano bowiem „mondo movies”, z których największy rozgłos zyskał oczywiście obraz „Mondo Cane” (u nas jako „Pieski świat”), zdobywając sławę pierwszego dokumentu ukazującego zwyrodnienia ludzkiej natury.

Muzykę pisano do tych filmów na zamówienie. Ponieważ jednak najczęściej były to niskobudżetowe produkcje, nie angażowano ani znanych kompozytorów, ani wielkich orkiestr. Dało to jednak zaskakujący efekt: twórcy soundtracków do „mondo movies” często sięgali po elektronikę, inspirowali się egzotycznymi wpływami i z podziwu godną pasją naśladowali modną wtedy na rockowej scenie psychodelię.

Edizioni Mondo powołał do życia na początku tej dekady włoski weteran klubowej elektroniki – Francesco De Bellis. Choć zaczynał od klasycznego house’u, zainteresowawszy się kosmicznym disco ze Skandynawii i soundtrackami do „mondo movies” z Włoch postanowił stworzyć własną syntezę tych gatunków. W ten sposób wytwórnia zaczęła publikować kolejne nagrania, które Bellis firmował różnymi pseudonimami – L.U.C.A., ROTLA, Studio 22 i Odeon. Teraz dostajemy je zmiksowane w jedną całość pod hasłem „Collezione”.

Krążek zaczyna się od łagodnego szumu morza – i dźwięki te idealnie wprowadzają nas w nastrój muzyki. „Blue Marine” i „Cacciatori Di Frodo” to balearyczne downtempo, kołyszące tribalowymi bitami wnoszącymi delikatne brzmienia akustycznych gitar i kumkających syntezatorów. W „Precipio” słychać echa wczesnej twórczości Mike’a Oldfielda – tym razem bowiem w roli głównej występują klawiszowe arpeggia przypominające słynne „Tubular Bells”.

Echa psychodelicznego rocka z końca lat 60. ożywają za sprawą „In Viaggio”. Tęskne tony przetworzonej gitary wiodą nas jednak wprost w objęcia majestatycznego dubu. „Foce Verde” tchnie ciepłą bryza znad Jamajki, łącząc rozlane partie klawiszy z głębokim pulsem. Wszystkie te wątki znajdują swe spełnienie w „Bosco” – bo to niespieszny deep house wymodelowany na tribalową modłę. Segment ten wieńczy „Laguna”, przywołująca chill outowe produkcje osadzone na hip-hopowych breakach.

Druga część albumu przynosi zaskakujący zwrot w stronę bardziej prog-rockowych brzmień. Wyłaniający się z dziecięcych śmiechów „Dune” przywołuje wspomnienie klasycznych nagrań Pink Floyd z nieco funkową partią gitary w roli głównej. Dalekie echa soulu ożywają z kolei w „Pic Nic” – a wnoszą je subtelnie wplecione w mocniejsze rytmy dźwięki dęciaków. „Vento Dominate” znów lokuje się w prog-rockowej formule – znurzonej jednak głęboko w balearycznych brzmieniach.

„Anxur” to najbardziej rozbudowana kompozycja w zestawie. Jest w niej typowa dla Goblina horrorowa elektronika, podsłuchana w niemieckiej kosmische musik przestrzenność, ale i bliska Pink Floyd koturnowość. Ten filmowy sznyt ma również „South Bay”, skręcając jednak bardziej w stronę ilustracyjnej psychodelii. Na finał rozbrzmiewa „Maga Circe” – epicki ambient, w którym spotykają się wpływy Mike’a Oldfielda i Briana Eno, tworząc niekonwencjonalną kołysankę.

Nagrania z „Collezione” przypominają nieco dokonania mistrzów cosmic disco w rodzaju Lindstrøma czy Prinsa Thomasa. Blisko im również do materiału zrealizowanego przez nasze Ptaki. Większe nasycenie muzyki egzotycznymi wpływami sprawia jednak, że kompozycje z albumu Edizioni Mondo mają zdecydowanie południowy sznyt. Słucha się więc ich z wielką przyjemnością – szczególnie w środku upalnego lata.

Running Back 2015

www.edizionimondo.com

www.facebook.com/edizionimondo

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.