ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.



Joey Anderson – Invisible Switch

Mistrz powrócił.

Droga amerykańskiego producenta do sławy była wyjątkowo kręta. Kiedy w jego rodzinnym New Jersey nastąpiła eksplozja popularności house’owych imprez, był jeszcze dzieciakiem. Ale już wtedy wykradał się nocami z domu rodziców, aby szaleć w rytm nagrań z wytwórni Nervous czy Strictly Rhythm w takich klubach Nowego Jorku, jak Mars czy Shelter. Chociaż w szkole widziano w nim przyszłego gracza baseballa, on wolał tańczyć.

Tak się złożyło, że w tamtym czasie japońscy turyści odwiedzający nowojorskie kluby, złapali bakcyla muzyki house. Chcąc tańczyć jak czarnoskórzy klubowicze, zapraszali ich do Tokio, aby tam uczyli ich odpowiednich do tej muzyki kroków. Moda ta przybrała na tyle na sile, że Joey wraz z kumplami regularnie latał do Japonii i uczestniczył w tanecznych bitwach, organizowanych w miejscowych klubach, nieźle przy tym zarabiając.

W tych właśnie kręgach młody chłopak poznał jednego z popularniejszych w Nowym Jorku didżejów. Kiedy bliżej zakumuplował się z Qu, ten zaczął go namawiać najpierw na stanięcie za deckami, a potem na realizowanie własnych nagrań. Wsparcie techniczne, jakie udzielił kumplowi sprawiło, że ten rzeczywiście szybko wkręcił się w klubową scenę New Jersey. To właśnie w najpopularniejszym lokalu w mieście – Zanzibar – narodził się charakterystyczny styl Joeya.

My poznaliśmy go dopiero na początku obecnej dekady, kiedy pierwsze nagrania amerykańskiego producenta zaczęły ukazywać się na rynku. Każda kolejna płyta Andersona zdobywała sobie coraz większą popularność, aż w końcu jego talentem zainteresowała się holenderska wytwórnia Dekmantel, specjalizująca się w futurystycznie brzmiącej muzyce klubowej. Efektem tej współpracy okazał się debiutancki album artysty – „After Forever” z 2014 roku. Na jego następcę nie trzeba było długo czekać.

„Invisoble Switch” otwiera ilustracyjna kompozycja tytułowa – oniryczny pasaż ambientowej elektroniki wyciszony w momencie, kiedy wydawałoby się, że powinien się dopiero rozwinąć. Umieszczony tuż za nim „Organ To Dust” to już oszczędny dub house, w którym pohukujący motyw klawiszowy splata się z melodią wygraną na Hammondzie. Bardziej chicagowski ton ma „Reset” – szeleszcząc perkusyjnymi hi-hatami, wnoszącymi ze sobą nietypową partię rozwibrowanych przesterów.

„Tell Us There” to bez wątpienia najbardziej finezyjne nagranie w zestawie. Anderson sięga tu po minimal, ale ozdabia go z jednej strony tribalowym loopem, a z drugiej chicagowskimi stukami. Wszystko to uzupełnia chłodna wstawka synteztorowa rodem z post-punkowej minimal wave. „Amarna” przenosi nas na teren galopującego techno o detroitowym sznycie, atakując warczącymi akordami i trzepoczącymi loopami. Bardziej abstrakcyjny charakter ma „Nabta Playa”, gdzie acidowe efekty zostają zatopione w strzelistym tle.

Ostatni segment albumu otwiera powrót do chicagowskiego house’u w utworze „18 Arms”. Tym razem świdrujące dźwięki wyciskane z Rolanda TB303 znajdują kontrapunkt w postaci subtelnego motywu piano. „Beige Mantis” bliżej z kolei do techno, ale oczywiście w jego oldskulowej postaci, ze względu na zestawienie skorodowanych klawiszy z chmurnym tłem. Podobnie dzieje się w wieńczącym całość „Blind Light” – bo wijące się powoli acidowe dźwięki zostają zanurzone w ambientowej elektronice o nocnym nastroju.

Pod palcami Joeya Andersona house i techno zyskuje zupełnie nowy wymiar. Choć amerykański producent stawia na oszczędność środków, udaje mu się przy zachowaniu minimalistycznych tendencji nadać swej muzyce zaskakująco abstrakcyjny, a zarazem melodyjny ton. Brzmienie nagrań z „Invisible Switch” jest zakorzenione w klasyce obu gatunków z przełomu lat 80. i 90., ale przefiltrowane przez doświadczenia dwóch następnych dekad. W efekcie dostajemy futurystyczną wizję muzyki klubowej o ponadczasowym pięknie i nowoczesnym charakterze.

Dekmantel 2015

www.dekmantel.com

www.facebook.com/dkmntl

www.facebook.com/JoeyAndersonInimegRecords

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. Dobrywieczór!

    btw kiedy startuje głosowanie na Płyte Roku 2015??
    Pozdrawiam

  2. Dobrywieczór!

    jest M0C!!