Wpisz i kliknij enter

Ink Project – Satellite On

Kilka refleksji na temat kondycji człowieka w dzisiejszym świecie.

Przy pracy nad tym projektem udział wzięli artyści z Brighton, Bristolu, Barcelony i Pekinu. Takie połączenie musiało wytworzyć efekt synergii, co w ostatecznym kształcie przyniosło ten znakomity album. Dziesięć utwór idealnie pomieściło wachlarz gatunków, który pojawił się na tym krążku. Mamy tutaj do czynienia z najlepsza formą cyfrowego dubu, ambientu, dubowego i przestrzennego techno, uduchowione reggae oraz trip-hop. Te przeplatające się muzyczne wariacje, w bardzo spójny sposób odnoszą do takich zjawisk jak: miłość, nienawiść, duchowość, kontemplacja, era informacyjna, przeludnienie, przyjaźń. Zaczynamy!

„Where To From Here?” stanowi ambientowe otwarcie, gdzie muzyka kosmosu miesza się z dźwiękami dzwonów, pulsującego basu, wrzaskami widowni, otwieranymi ogromnymi stalowymi drzwiami. Za tymi drzwiami jest przestrzeń, oddech, spokój i przyjemność. Świergot ptactwa łączą się z pogłosami bawiących się dzieci – nadchodzi nowe. „Soul Food” zaprasza mnie tempem oscylującym w rejonie 140 bpm oraz esencjonalnymi syntezatorami. Wariacje dubu z reggae’owymi frazami Coreysana idealnie współgrają z fonią wydobytą z wielkich muszli. Charakterystyczny werbel wyznacza koniec poszczególnych paternów a wygenerowana przez pochodzącego z Trinidadu artystę linia basowa jest po prostu imponująca.

„Time” jest nostalgiczną etiudą o silnej proweniencji w stronę bristolskiego trip-hopu. Drewniane snare’y podkreślają charakterystyczne tempo utworu a wahadłowy pogłos pociętego syntezatora łączy się z urokliwym wokalem. Chwilę później na potężnym basie ponownie nadchodzi Coreysan, który prawi o iluzji czasu oraz potrzebie zatrzymania i dokonania wglądu w siebie aby zrozumieć małość ludzkich złudnych konieczności. „You Dont Care” należy do pochodzącej z Pekinu artystki FiFi Rong, której współpraca z Trickym, Skeptą, Phaellah tylko potwierdzają jej znakomity talent. Dudniący bas oraz minimalistyczna budowa utworu wprowadza klimat rodem z dokonań Robaga Wruhme oraz Efdemina, a tak naprawdę to mamy tutaj utrzymaną w klimacie wyspiarskiej bass music kompozycję. Uroczy ton Azjatki wprowadza coś jeszcze – hipnotyczny modern soul, którym zaprasza nas w bardzo intymną krainę.

„Future Now” oscyluję w estetyce zbliżonej do twórczość Massive Attack. Jez Lloyd’s ponownie pokazał swój kunszt na kontrolerach midi oraz niezwykle rozbudowanych oscylatorach. Co jakiś czas pojawiają się symfoniczne pasaty oraz przestrzenne i atmosferyczne akcenty zbliżone do muzyki filmowej. „Ghost In The System” jest coverem mistrza Blind Willie Johnsona, gdzie pod charakterystyczny męski wokal podłożono tektoniczny sub-bass zbliżony do brzmień wirtuoza niskich brzmień, jakim bez wątpienia jest Ruckspin. Liczne perkusyjne przeszkadzajki razem z zapętlonymi beczkami podbijają świdrujący dźwięk syntezatorów. Naprawdę niezła psychodela.

„Everything Change” to popisowy występ Melanie Dymond, która w trakcie tej spokojnej ballady śpiewa o konieczności zmian w naszym życiu. Pędzące hi-haty oraz zwinne kastaniety są tutaj rozmytym obrazem na szybą jadącego pojazdu. To odchodząca rzeczywistość oraz konieczność przystosowania do nowej sytuacji. Po pokonaniu drogi wysiądziesz w innym świecie i z uśmiechem na twarzy powiedz „Dzień dobry”. W „See The World In My Eyes” kontynuujemy przygodę z wokalistką a muzycznie płyta idzie w stronę elektronicznego funku. Pojawiają się partie skrzypiec oraz lekko podkręcone w stronę IDM dźwięki instrumentów perkusyjnych. To muzyka dużego miasta, pędzących aut, pracujących ludzi, fabryk oraz ciągłego ruchu.

„Satellite On” rozpoczynają rytualnie uderzane bębny oraz tlące się w tle pasaty skrzypiec. Cała estetyka przypomina dokonania genialnego Dead Can Dance a ja przenoszę się do źródła swojej świadomości by zrozumieć, że istnienie jest największym z darów, który tak łatwo składamy na ołtarzu urojonych konieczności i przyjemności. Całość kończy jazzujący „Hey You” z deszczem perkusyjnych talerzy oraz spokojnie prowadzonej linii basowej. Siedzę na krawędzi stromego urwiska i obserwuję pierwsze promienie wschodzącego słońca. Docierają do mnie również głaszczące dźwięki trąbki i niebiańskie pady. Zrozumiałem.

Blind Colour | 11 marca 2016

http://blindcolourmusic.tumblr.com/

http://fifirong.com/

 

 







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
adamashnova
adamashnova
5 lat temu

Smolisty kocioł pełen wariacji mniam mniam… Pychotka!

Krystian Zakrzewski
Krystian Zakrzewski
5 lat temu
Reply to  adamashnova

Nom, jest zacnie 😉

adamashnova
adamashnova
5 lat temu

Narobiłem sobie apetytu na całość – dzięki za recenzję.

Polecamy