Wpisz i kliknij enter

Trevino – Front

Trevino zalicza z powodzeniem dziewięć pierwszych strzałów.

Marcus Kaye jest obecny na klubowej scenie ponad dwadzieścia lat. W tym czasie zjadł zęby na połamanych rytmach: najpierw tworzył z triem X Men łomoczący jungle, a potem w projekcie Mist:I:cal i jako Marcus Intalex zrealizował niezliczoną ilość drum’n’bassowych produkcji, publikując je głównie nakładem własnych wytwórni Soul.r i Revolve.r.

Pięć lat temu przeżył nawrócenie na techno i house. W efekcie powołał do życia swe nowe alter ego – i jako Trevino zasypał rynek tanecznymi killerami, które w swych katalogach umieściły takie tłocznie, jak Klockwors, Naked Lunch czy kolejna jego własna oficyna – Birdie. Sukces tych realizacji sprawił, że manchesterski producent zamachnął się na większą całość.

Swój nowy pseudonim Kaye zaczerpnął od nazwiska znanego golfisty – Lee Trevino. Podobnie rzecz się ma z najnowszym wydawnictwem artysty – „Front”. Składa się nań dziewięć premierowych nagrań, które wraz z dziewięcioma następnymi, opatrzonymi tytułem „Back”, ułożą się w ciagu dwunastu miesięcy w spójną całość, niczym osiemnaście dołków, które zawodnik uczestniczący w golfowej rozgrywce powinien zaliczyć, aby odnieść sukces.

Trevino jak na razie trafia bez pudła. Pierwszy zestaw nagrań to same udane utwory. „Black Cat” rusza od razu z kopyta, tętniąc w takt galopującego techno, podrasowanego strzelistymi klawiszami. „The Hop” skręca w stronę twardego house’u, uwodząc melodyjnym pasażem pobrzękujących akordów. W „Defektor Dub” dostajemy solidną porcję dub-techno, mocno nasyconą ziarnistymi korozjami.

„La View” znów wnosi na płytę gorętszą energię. To sprężyste techno, rozpięte między zbasowanym loopem a onirycznym tłem. Po soundtrackowej miniaturze „Solitude”, rozbrzmiewa najpierw „Hum Drum” i „Moving Target”, a potem „Elements”. To też techno – ale każde o innym charakterze. Pierwsze dwa utwory bliższe są detriotowej wersji gatunku, a trzeci – przywodzi na myśl hipnotyczne dokonania Morphosis, śmiało asymilujące echa kosmische musik. Całość kończy „Bergmann” – zbasowane electro wyłaniają się z ambientowego wstępu.

Niby to nic wielkiego – zaledwie dziewięć nagrań łączących sprawnie techno i house. Ale właśnie to niezobowiązujące podejście do tematu sprawia, że muzyka Trevino brzmi zaskakująco świeżo i energetycznie. Słucha się jej świetnie, na parkiecie też się sprawdzi bez zarzutu. Czuć tutaj dotyk weterana, który doskonale wie jaki guzik nacisnąć, aby osiągnąć oczekiwany efekt, ale przy tym nie stracił swego entuzjazmu i wyczucia stylu.

Birdie 2016

www.birdierecordings.bandcamp.com







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Aneta Błachewicz
4 lat temu

Świetny album 🙂 Pulsujący, rytmiczny, trance-owy:)

Polecamy