Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



L.U.C.A. – I Semi Del Futuro

Roztańczona hipiska na plaży w promieniach zachodzącego słońca.

Francesco De Bellis długo błądził po włoskiej scenie klubowej. Zaczynał na początku minionej dekady od techno, by potem skierować się ku lżejszemu graniu. Pod pseudonimem Francisco nagrał nawet udany album dla wytwórni Nature, pokazujący, że bliskie jest mu nowoczesne disco. I właśnie te fascynacje sprawiły, że w ostatnich latach zwrócił się w stronę eklektycznej stylistyki określanej mianem „balearic”.

Zaczęło się od didżejskich setów, podczas których De Bellis miksował same stare nagrania: zarówno prog-rock i kosmische musik, jak również nową falę i new age. Kiedy zaczęło mu brakować winyli, które wygrzebywał w komisach ze starociami, postanowił sam tworzyć podobną muzykę. Tak narodziła się wytwórnia Edizioni Mondo, której nakładem ukazuje się właśnie debiutancki album nowego projektu artysty – L.U.C.A.

Jeśli ktoś nigdy nie zetknął się z muzyką „balearic”, zawartość „I Semi Del Futuro” zdefiniuje mu ją w sposób wręcz ilustracyjny. Zaczyna się od soundtrackowego „In Principio”, który z powodzeniem mógłby się znaleźć w którymś z filmów Quentina Tarantino. „Il Balzer Del Risveglio” to łagodny walczyk wpisany w formułę eterycznego prog-rocka w stylu Pink Floyd. Psychodeliczną wersję popu z końca lat 60. z orkiestrowymi smyczkami w roli głównej znajdujemy w „Anni Verdi”.

„Nuovo Ordine… Equilibro” odsyła nas z kolei do pastoralnego folku, podszytego jednak na rockową modłę. Podobnie dzieje się w „In The Sun” i „Niagara”, gdzie jednak główne motywy melodyczne są zaczerpnięte z folkloru – najpierw celtyckiego, potem hinduskiego. W „Oggi, Domani, Sempre” słychać zaskakujące echa country – niczym w dawnych nagraniach Crosby, Stills, Nash & Young. Całość wieńczy jednak statyczny ambient o akustycznym tonie – „Plancton”.

Wszystkie te nagrania, choć zrealizowane obecnie, brzmią tak, jakby powstały pół wieku temu. Zwiewne, rozmarzone, eteryczne, niczym roztańczona hipiska na plaży w promieniach zachodzącego słońca. Jest w tym więc oczywiście pewna estetyczna kiczowatość – ale w pełni świadoma, a zatem nie rzucająca cienia na gust autora. Słucha się tego przyjemnie – tym bardziej, że płyta nie trwa długo, bo zaledwie trzy kwadranse.

Edizioni Mondo 2016

www.facebook.com/edizionimondo

www.facebook.com/francesco.debellis.946

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.