Wpisz i kliknij enter

Nathan Bowles – Whole & Cloven

Z trzecim albumem powraca Nathan Bowles – znany ze współpracy z Jackiem Rose’em, Steve’em Gunnem, Pelt czy Black Twig Pickers. 

Amerykański wokalista i multiinstrumentalista (m.in. perkusja, banjo, fortepian, gitara) na swoim poprzednim krążku „Nansemond” (Paradise of Bachelors, 2014) wyraził tęsknotę za wspomnieniami z dzieciństwa, a także zastanawiał się nad tym, jak zmienia się nasze życie wraz ze zmianą miejsca zamieszkania. Oczywiście w swoi tekstach ubolewa nad faktem, że ważne historycznie miejsca po prostu znikają.

Przypomnę tylko, że tytuł płyty „Nansemond” odnosi się do niewielkiego miasteczka znajdującego się niegdyś w stanie Wirginia. To miejsce, którego korzenie sięgają XVII wieku, było ważną siedzibą rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, czyli Indian. Polityczne roszady władz doprowadziły w 1976 roku do całkowitego zniknięcia tej mieściny z mapy USA. Obecnie Nansemond figuruje jako Suffolk. Bogactwo okolicznej przyrody przyciągało niejednego turystę, a mianowicie, niesamowite bagna rozciągające się na wiele mil. Dziś tam raczej spotkamy nowe parkingi, kolejne działki z domami i plantacje orzeszków ziemnych. Co ma wspólnego ta cała historia z postacią Nathana Bowlesa? A no tyle, że ten artysta wychował się w tamtych stronach.

Nathan-Bowles-5-Brad-Bunyea-web-1024x683

fot. Brad Bunyea

Tegoroczne wydawnictwo „Whole & Cloven” prowadzi nas raczej w zupełnie inne miejsca, nie związane ze znikającymi krajobrazami. Bowles wiedzie nas do swego wnętrza, do tego co kryje się w zakamarkach umysłu. Nie od dziś wiemy, że jest to przewrotny twórca lubiący sobie poigrać ze słuchaczem. Weźmy choćby otwierające płytę nagarnie „Words Spoken Aloud” (w wolnym tłumaczeniu: „Słowa wypowiadane na głos”), w którym nie usłyszymy żadnego słowa, ale za to piękne i liryczne banjo. Zaskakujący jest także fragment „Chiaroscuro”, gdzie fortepianowe ostinata mogą kojarzyć się z muzyką Terry’ego Rileya. „Blank Range/Hog Jank II” z kolei ma coś w sobie tzw. amerykańskiego prymitywizmu spod znaku Jima O’Rourke’a i folku z okolic Pete’a Seegera.

„Moonshine is the Sunshine” to jedyny utwór z wokalem Bowlesa, gdzie śpiewa m.in. o człowieku, który nienawidzi życia na gospodarstwie, ale posiada sto rancz. „Gadarene Fugue” łączy w sobie muzyczną tradycję Appalachów i plemienny trans marokańskich Gnawa. Zaś w jedenastominutowej kompozycji „I Miss My Dog” Amerykanin koi nas swoją grą na banjo, dorzucając do tego lekkie sprzężenie gitary, elementy perkusyjne oraz fortepianowe repetycje. Na koniec mamy „Burnt Ends Rag” z odniesieniem do Jacka Rose’a (swoją drogą wypatrujcie reedycji albumów tego słynnego gitarzysty).

W moim mniemaniu Nathana Bowlesa to jedna z najjaśniejszych postaci, jeśli chodzi o współczesną amerykańską scenę folkową pozbawioną nudziarstwa, bezmyślnego kalkowania patentów z przeszłości i zatęchłej rutyny w myśleniu o tradycji.

02.09.2016 | Paradise of Bachelors         

 

Oficjalna strona artysty »
Profil na Facebooku »
Strona Paradise of Bachelors »
Profil na Facebooku »
Profil na BandCamp »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy