Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.



Bon Iver – 22, A Million

30 września ukazała się jedna z najbardziej oczekiwanych premier płytowych tej jesieni. Po pięciu latach przerwy doczekaliśmy się nowego krążka od Justina Vernona, który zasłynął jako Bon Iver. Czekaliście?

Ja tak! W przyszłym roku stuknie dziesięć lat od momentu wydania fantastycznego debiutu Amerykanina, czyli albumu „For Emma, Forever Ago” (2007). Pamiętam, że wówczas Bon Iver pojawił się znikąd, ale jego muzyka okazała się celnym strzałem prosto w serca wielu słuchaczy na całym świecie spragnionych świeżego spojrzenia na folk. Niezwykłe piosenki z „For Emma, Forever Ago” Vernon wymyślał w przyczepie kempingowej stojącej gdzieś wśród lasów Wisconsin. W ciągu następnych czterech lata songwriter pracował nad nowym materiałem, pt. „Bon Iver, Bon Iver”, a ten ujrzał światło dzienne w 2011 roku. Po tym krążku dla mnie Justin Vernon okazał się artystą jednej płyty. Kompletnie nie trafiły do mnie rozbuchane aranżacje instrumentów dętych, które wtedy zaproponował Amerykanin. Mając w głowie utwory z „For Emma, Forever Ago” ciężko było sobie go wyobrazić na dużej scenie chociażby festiwalu Open’er. Rok później Vernon zawitał do Gdyni.

Właściwie przez kolejne pięć lat Bon Iver się nie wychylał i niewiele było o nim słychać, no może oprócz tego, że współpracował z Kanye Westem, gdyż nie tylko u niego śpiewał, ale i tańczył (!) w jego klipie. Długo wyczekiwanych trzeci studyjny longplay „22, A Million” pomieścił dziesięć krótkich kompozycji, trwających zaledwie ponad trzydzieści cztery minuty. Czasowo wszystko się zgadza. Dlatego też można byłoby powiedzieć – pamiętając „For Emma, Forever Ago” – że i tym razem będzie krótko oraz na temat. Na pewno krótko, lecz z przepychem. Bo mamy i soul, i gospel, i wykręconą elektronikę bliższą Warpa, i przetworzony wokal à la James Blake/Daft Punk, i liryczną balladę wspomaganą smyczkowymi ozdobnikami („29 #Strafford APTS”), i jazz z pompatycznymi bębnami („666 ʇ”, „____45_____”), a także sporo różnych sampli, rwane czy wręcz zanikające frazy w „22 (OVER S∞∞N)” oraz folk i czystą barwę głosu Vernona (całe szczęście).

Czy zapamiętam „22, A Million” tak jak „For Emma, Forever Ago”? Raczej nie! Ale i tak jest dużo lepiej niż w przypadku „Bon Iver, Bon Iver”, szczególnie dzięki takim kompozycjom jak „10 d E A T h b R E a s T ⚄ ⚄” i „33 ”GOD”. W tych fragmentach rządzi bardzo dobrze przygotowana elektronika – i to jest znakomity kierunek, który powinien obrać Vernon. Jednak patrząc całościowo na „22, A Million” to wszystkiego jest tu za dużo. Obok świetnych numerów opartych na elektronice mamy średnich lotów balladę np. „100000 Million” kojarzącą się z przerysowanym Bruce’em Springsteenem. Po tym nieco rozmytym stylistycznie wydawnictwie i sprawiającym wrażenie na siłę pretendującego do miana bycia „nowoczesnym” wypada liczyć, że na kolejnym albumie Bon Iver zdecyduje się na jakąś spójną formę wypowiedzi. Choć nie wiem czy będę aż tak wypatrywał newsów na temat płyty numer cztery…

 30.09.2016 | Jagjaguwar

 

 

Oficjalna strona artysty »Profil na Facebooku »Strona Jagjaguwar »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. Łukasz Komła

    @Marr—> Doskonale wiem o kim o czym piszę. Bona Ivera widziałem na koncercie w Londynie po pierwszej płycie, którą uważam za doskonałą. Jedna chwała, ale z Westem: https://www.youtube.com/watch?v=wScYn10D2vo . W mojej opinii drugi album Bon Ivera jest tak samo marny jak ten najnowszy(z wyjątkiem jednej znakomitej kompozycji), wydaje mi się, że podkreśliłem to w swoim tekście. „„Właściwie przez kolejne pięć lat Bon Iver się nie wychylał i niewiele było o nim słychać..” —> Mam świadomość i znam te projekty (The Shouting Matches, Volcano Choir, Jason Feathers). Mi bardziej chodziło oto, że żaden z tych zespołów, które wymieniłeś nie prezentują nic szczególnego, więc dla mnie Vernon nie „wychylił się” z niczym ciekawym poza obręb Bon Iver. A łapanie za słowa, że Bon Iver to cały zespół jest słabym krokiem, ponieważ, każdy doskonale wie, że Bon Iver = Justin Vernon, reszta to jego akompaniatorzy. No cóż, ale będę pamiętał, żeby następnym razem stosować większą łopatologię :-). Pozdrawiam!

    • Marr

      XDDD Pan w ogóle nie wie o czym pisze i zaprzecza samemu sobie.

      >”Właściwie przez kolejne pięć lat Bon Iver się nie wychylał i niewiele było o nim słychać”
      >”Mi bardziej chodziło oto, że żaden z tych zespołów, które wymieniłeś nie prezentują nic szczególnego, więc dla mnie Vernon nie „wychylił się” z niczym ciekawym poza obręb Bon Iver.”
      lol, logika level master

      >”oprócz tego, że współpracował z Kanye Westem, gdyż nie tylko u niego śpiewał, ale i tańczył (!) w jego klipie. ”
      > potwierdź swój błąd podpierając się linkiem do teledysku/utworu nie wykonywanego przez Westa

      >”No cóż, ale będę pamiętał, żeby następnym razem stosować większą łopatologię :-)”
      Och, ktoś jest tak niemądry i wytknął błędy oraz skrytykował, muszę mu pokazać, że przecież nie zrozumiał tekstu :)))))

  2. Marr

    Czy Pan Łukasz wie jak pisać, co pisze i o czym? Pomijając już fakt, że trochę nie rozumiem stwierdzenia, że drugi album Vernona nie był dobry (a był o wiele ciekawszy zarówno kompozytorsko, jak i wokalnie niż jego debiut – ale to już kwestia gustu), cała recenzja właściwie jest o niczym. Poza paroma zdaniami opisowymi, nie ma tu nic o tej płycie. Marność tekstu dopełnia ten kwiatek:
    „Właściwie przez kolejne pięć lat Bon Iver się nie wychylał i niewiele było o nim słychać, no może oprócz tego, że współpracował z Kanye Westem, gdyż nie tylko u niego śpiewał, ale i tańczył (!) w jego klipie.”
    Mhm, to zabawne, bo Bon Iver to zespół, Justin Vernon to osoba. Owszem, zespół Bon Iver nie wychylał się za bardzo, ale to Justin Vernon tańczył w klipie. I to nie w teledysku Kanye Westa, a artysty mieniącego się Francis and The Lights. Natomiast sam Vernon wychylał się – i to bardzo – nagrywając w ciągu tych pięciu lat albumy w zespołach: The Shouting Matches, Volcano Choir, Jason Feathers. Dodatkowo uczestniczył też w masie sesji nagraniowych innych artystów – zarówno jako producent, jak i wokalista.
    Widzę, że research nie jest tutaj mocną stroną.