Wpisz i kliknij enter

Bon Iver – 22, A Million

30 września ukazała się jedna z najbardziej oczekiwanych premier płytowych tej jesieni. Po pięciu latach przerwy doczekaliśmy się nowego krążka od Justina Vernona, który zasłynął jako Bon Iver. Czekaliście?

Ja tak! W przyszłym roku stuknie dziesięć lat od momentu wydania fantastycznego debiutu Amerykanina, czyli albumu „For Emma, Forever Ago” (2007). Pamiętam, że wówczas Bon Iver pojawił się znikąd, ale jego muzyka okazała się celnym strzałem prosto w serca wielu słuchaczy na całym świecie spragnionych świeżego spojrzenia na folk. Niezwykłe piosenki z „For Emma, Forever Ago” Vernon wymyślał w przyczepie kempingowej stojącej gdzieś wśród lasów Wisconsin. W ciągu następnych czterech lata songwriter pracował nad nowym materiałem, pt. „Bon Iver, Bon Iver”, a ten ujrzał światło dzienne w 2011 roku. Po tym krążku dla mnie Justin Vernon okazał się artystą jednej płyty. Kompletnie nie trafiły do mnie rozbuchane aranżacje instrumentów dętych, które wtedy zaproponował Amerykanin. Mając w głowie utwory z „For Emma, Forever Ago” ciężko było sobie go wyobrazić na dużej scenie chociażby festiwalu Open’er. Rok później Vernon zawitał do Gdyni.

Właściwie przez kolejne pięć lat Bon Iver się nie wychylał i niewiele było o nim słychać, no może oprócz tego, że współpracował z Kanye Westem, gdyż nie tylko u niego śpiewał, ale i tańczył (!) w jego klipie. Długo wyczekiwanych trzeci studyjny longplay „22, A Million” pomieścił dziesięć krótkich kompozycji, trwających zaledwie ponad trzydzieści cztery minuty. Czasowo wszystko się zgadza. Dlatego też można byłoby powiedzieć – pamiętając „For Emma, Forever Ago” – że i tym razem będzie krótko oraz na temat. Na pewno krótko, lecz z przepychem. Bo mamy i soul, i gospel, i wykręconą elektronikę bliższą Warpa, i przetworzony wokal à la James Blake/Daft Punk, i liryczną balladę wspomaganą smyczkowymi ozdobnikami („29 #Strafford APTS”), i jazz z pompatycznymi bębnami („666 ʇ”, „____45_____”), a także sporo różnych sampli, rwane czy wręcz zanikające frazy w „22 (OVER S∞∞N)” oraz folk i czystą barwę głosu Vernona (całe szczęście).

Czy zapamiętam „22, A Million” tak jak „For Emma, Forever Ago”? Raczej nie! Ale i tak jest dużo lepiej niż w przypadku „Bon Iver, Bon Iver”, szczególnie dzięki takim kompozycjom jak „10 d E A T h b R E a s T ⚄ ⚄” i „33 ”GOD”. W tych fragmentach rządzi bardzo dobrze przygotowana elektronika – i to jest znakomity kierunek, który powinien obrać Vernon. Jednak patrząc całościowo na „22, A Million” to wszystkiego jest tu za dużo. Obok świetnych numerów opartych na elektronice mamy średnich lotów balladę np. „100000 Million” kojarzącą się z przerysowanym Bruce’em Springsteenem. Po tym nieco rozmytym stylistycznie wydawnictwie i sprawiającym wrażenie na siłę pretendującego do miana bycia „nowoczesnym” wypada liczyć, że na kolejnym albumie Bon Iver zdecyduje się na jakąś spójną formę wypowiedzi. Choć nie wiem czy będę aż tak wypatrywał newsów na temat płyty numer cztery…

 30.09.2016 | Jagjaguwar

 

 

Oficjalna strona artysty »
Profil na Facebooku »
Strona Jagjaguwar »
Profil na Facebooku »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Łukasz Komła
Łukasz Komła
4 lat temu

@Marr—> Doskonale wiem o kim o czym piszę. Bona Ivera widziałem na koncercie w Londynie po pierwszej płycie, którą uważam za doskonałą. Jedna chwała, ale z Westem: https://www.youtube.com/watch?v=wScYn10D2vo . W mojej opinii drugi album Bon Ivera jest tak samo marny jak ten najnowszy(z wyjątkiem jednej znakomitej kompozycji), wydaje mi się, że podkreśliłem to w swoim tekście. „„Właściwie przez kolejne pięć lat Bon Iver się nie wychylał i niewiele było o nim słychać..” —> Mam świadomość i znam te projekty (The Shouting Matches, Volcano Choir, Jason Feathers). Mi bardziej chodziło oto, że żaden z tych zespołów, które wymieniłeś nie prezentują nic szczególnego, więc dla mnie Vernon nie „wychylił się” z niczym ciekawym poza obręb Bon Iver. A łapanie za słowa, że Bon Iver to cały zespół jest słabym krokiem, ponieważ, każdy doskonale wie, że Bon Iver = Justin Vernon, reszta to jego akompaniatorzy. No cóż, ale będę pamiętał, żeby następnym razem stosować większą łopatologię :-). Pozdrawiam!

Marr
Marr
4 lat temu
Reply to  Łukasz Komła

XDDD Pan w ogóle nie wie o czym pisze i zaprzecza samemu sobie.

>”Właściwie przez kolejne pięć lat Bon Iver się nie wychylał i niewiele było o nim słychać”
>”Mi bardziej chodziło oto, że żaden z tych zespołów, które wymieniłeś nie prezentują nic szczególnego, więc dla mnie Vernon nie „wychylił się” z niczym ciekawym poza obręb Bon Iver.”
lol, logika level master

>”oprócz tego, że współpracował z Kanye Westem, gdyż nie tylko u niego śpiewał, ale i tańczył (!) w jego klipie. ”
> potwierdź swój błąd podpierając się linkiem do teledysku/utworu nie wykonywanego przez Westa

>”No cóż, ale będę pamiętał, żeby następnym razem stosować większą łopatologię :-)”
Och, ktoś jest tak niemądry i wytknął błędy oraz skrytykował, muszę mu pokazać, że przecież nie zrozumiał tekstu :)))))

Marr
Marr
4 lat temu

Czy Pan Łukasz wie jak pisać, co pisze i o czym? Pomijając już fakt, że trochę nie rozumiem stwierdzenia, że drugi album Vernona nie był dobry (a był o wiele ciekawszy zarówno kompozytorsko, jak i wokalnie niż jego debiut – ale to już kwestia gustu), cała recenzja właściwie jest o niczym. Poza paroma zdaniami opisowymi, nie ma tu nic o tej płycie. Marność tekstu dopełnia ten kwiatek:
„Właściwie przez kolejne pięć lat Bon Iver się nie wychylał i niewiele było o nim słychać, no może oprócz tego, że współpracował z Kanye Westem, gdyż nie tylko u niego śpiewał, ale i tańczył (!) w jego klipie.”
Mhm, to zabawne, bo Bon Iver to zespół, Justin Vernon to osoba. Owszem, zespół Bon Iver nie wychylał się za bardzo, ale to Justin Vernon tańczył w klipie. I to nie w teledysku Kanye Westa, a artysty mieniącego się Francis and The Lights. Natomiast sam Vernon wychylał się – i to bardzo – nagrywając w ciągu tych pięciu lat albumy w zespołach: The Shouting Matches, Volcano Choir, Jason Feathers. Dodatkowo uczestniczył też w masie sesji nagraniowych innych artystów – zarówno jako producent, jak i wokalista.
Widzę, że research nie jest tutaj mocną stroną.

Polecamy

Marina Aleksandra

Marina Aleksandra ma na koncie EP wydane w niemieckiej wytwórni Advanced Black. Jest częstą gościnią na wielkich scenach Berlina czy Paryża bo jej bezlitosny, surowy bas „doraźnie koi niepokoje”. Dąży do rozbudzania fantazji, pozbycia się kompleksów, pruderii i wszelkiego skrępowania w odkrywaniu własnej natury.