Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.



Eli Keszler

W tym roku mija 10 lat, od momentu wydania przez amerykańskiego kompozytora i perkusistę debiutanckiej płyty. Artysta właśnie opublikował kolejny album.

Mieszkający w Nowym Jorku eksperymentator współpracował z wieloma wpływowymi muzykami, chociażby z Tony’m Conradem, Joe McPhee, Keithem Fullertonem Whitmanem, Orenem Ambarchim, Rashadem Beckerem czy Laurel Halo.

17 listopada ukazał się nowy longplay Eliego Keszlera – „Last Signs of Speed” (Empty Editions). Niepokojąco brzmi tytuł tego wydawnictwa. Miejmy nadzieję, że Amerykanin nie ma zamiaru zrezygnować z grania szybkich partii na perkusji, które są wręcz sygnaturą w przypadku „Last Signs of Speed”. Jak sam opowiada, szuka swoistej równowagi pomiędzy akustycznymi walorami perkusji a elektroniką, choć ważnym czynnikiem jest również przestrzeń w jakiej wykonuje swoją muzykę.

Po wysłuchaniu „Last Signs of Speed” przypomniał mi się okropnie przerysowany film „Whiplash” (2014). Więc w pierwszej kolejności polecę krążek Keszlera reżyserowi Damienowi Chazelle’owi. Być może wtedy zrozumiałby czym jest prawdziwy warsztat instrumentalisty pozbawiony karykaturalnych odniesień do jazzu. Co ważne, „Last Signs of Speed” powinien spodobać się fanom duetu Mikrokolektyw. Brzmienie, artykulacja, osadzenie w strukturach rytmicznych Keszlera dobrze współgrają z tym, co prezentował Kuba Suchar. Za tym faktem przemawia też dobór instrumentów, jakie słyszymy w nagraniach nowojorczyka, czyli piano Rhodesa, mellotron, dzwonki, preparowany fortepian, czelesta. W kilku fragmentach gościnnie pojawili się także String Orchestra of Brooklyn oraz wiolonczelistka Leila Bordreuil i Geoff Mullen. Jak widać Amerykanin lubi grać z innymi artystami. Ja bym połączył skomplikowaną i precyzyjną perkusję Keszlera z robotycznym basem Squarepushera.

Podsumowując, Eli Keszler jest wybitnym perkusistą z którym należy się liczyć, jeśli myślimy o światowej scenie muzyki eksperymentalnej.

 

Oficjalna strona artysty »Profil na Facebooku »Strona Empty Editions »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.