Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.



Fred Lonberg-Holm / Adam Gołębiewski – Relephant

Improwizacje utrzymane w nieustającym napięciu

Słuchając Adama Gołębiewskiego, mam wrażenie że zestaw perkusyjny to niekończąca się rozszerzalna materia, z którą muzyk jest w stanie zrobić dosłownie wszystko. Zasada ta pozostaje niezachwiana, bez względu na personalne roszady, kolejne projekty i duety. Odpalając materiał nagrany wspólnie z chicagowskim wiolonczelistą, spodziewałem się drastycznych zwrotów akcji i improwizacji podążających raczej z dala od jakiejkolwiek drogi narracyjnej. Zwrotów oczywiście nie brakuje, jednak chaos na „Relephant” wydaje się dość okiełznany.

Freda Lonberga-Holma specjalnie przedstawiać nie trzeba, dla sympatyków impro-jazzowej sceny jest postacią wyjątkowo transparentną i po prostu ważną. Wachlarz dźwięków emitowanych przez wiolonczelistę na „Relephant” jest imponujący. Siła strun dodatkowo wspartych efektami i elektroniką, przekształca wiolonczelę w isntrument totalnie rozszerzonym i w wielu momentach prowadzący. Perkusjonalnia Gołębiewskiego już od pierwszych minut kompozycji „Obviously in the room” nerwowo naruszają przestrzeń wspólną, jednak z zachowaniem rezerwy i szacunku dla skrawków melodii podejmowanych przez Amerykanina. Czuć w tych dźwiękach tarcia, z jednej strony oczywistość dla sfer muzyki improwizowanej, z drugiej jednak bardzo cieszą momenty, w których jedna ze stron osiąga chwilową niepodległość. Proporcje wahają się, w jednym momencie ze strun wiolonczeli sączą się dźwięki przypominające nerwowy lamet, dla których więcej przestrzeni pozostawia perkusja, za kilka minut wszystko odwraca się i salwa delikatnych uderzeń w talerze pozostaje niezaabsorbowana przez Holma. Zupełnie tak jakby przez chwilę muzycy spoglądali na siebie i czekali na kolejny ruch. Ku mojej uciesze, takich momentów jest całkiem sporo. „Relephant” nie należy do grona improwizacji gęsto wypełniających przestrzeń. Niewiele tu rozhisteryzowanych dźwięków, bolesnych dla uszu zgrzytów, o ścianach dźwięku nie wspominając.

Jak na wysokiej klasy awangardowy materiał przystało, improwizacja jest nieustająco napędzana. Szereg drobnych elementów, potrząsanych obiektów, pocieranych obręczy i naciągów nie milknie. Poszczególne dźwiękowe ozdobniki potrafią być bardzo delikatne i zamykać się w króciutkich czasowych odcinkach, jednak niczym lawina następują po sobie nieprzerwanie. Nawet wtedy gdy w połowie najdłuższej kompozycji – „Being run around inside” – następuję wyciszenie, wciąż czujemy że dynamika nie zwalnia. Przeciwnie, czasami zostaje jeszcze dodatkowo podbita bardziej agresywnym wejściem przesterowanej wiolonczeli, chwilowy jazgot podawany jest z wyczuciem, nie zagłusza całości, stanowi przemyślane przełamanie formy. Wyraźnie czuć, że Panowie współpracowali ze sobą nie tylko podczas tej jednej sesji zarejestrowanej w Poznaniu. Mają na koncie wspólne koncerty, a także materiał zarejestrowany w kwartecie z Piotrem Mełechem i Witoldem Oleszakiem. Jednym słowem przemawia tu doświadczenie, technika i pomysłowość. Słuchając „Relephant” można przypomnieć sobie wspólne improwizacje Toma Cory i Johna Zorna nagrywane przed trzema dekadami w Nowym Jorku.

18.11.2016 | Bocian Records

Adam Gołębiewski Facebook
Fred Lonberg-Holm Facebook
Bocian Records Strona Oficjalna

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.