Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.



Fred Lonberg-Holm / Adam Gołębiewski – Relephant

Improwizacje utrzymane w nieustającym napięciu

Słuchając Adama Gołębiewskiego, mam wrażenie że zestaw perkusyjny to niekończąca się rozszerzalna materia, z którą muzyk jest w stanie zrobić dosłownie wszystko. Zasada ta pozostaje niezachwiana, bez względu na personalne roszady, kolejne projekty i duety. Odpalając materiał nagrany wspólnie z chicagowskim wiolonczelistą, spodziewałem się drastycznych zwrotów akcji i improwizacji podążających raczej z dala od jakiejkolwiek drogi narracyjnej. Zwrotów oczywiście nie brakuje, jednak chaos na „Relephant” wydaje się dość okiełznany.

Freda Lonberga-Holma specjalnie przedstawiać nie trzeba, dla sympatyków impro-jazzowej sceny jest postacią wyjątkowo transparentną i po prostu ważną. Wachlarz dźwięków emitowanych przez wiolonczelistę na „Relephant” jest imponujący. Siła strun dodatkowo wspartych efektami i elektroniką, przekształca wiolonczelę w isntrument totalnie rozszerzonym i w wielu momentach prowadzący. Perkusjonalnia Gołębiewskiego już od pierwszych minut kompozycji „Obviously in the room” nerwowo naruszają przestrzeń wspólną, jednak z zachowaniem rezerwy i szacunku dla skrawków melodii podejmowanych przez Amerykanina. Czuć w tych dźwiękach tarcia, z jednej strony oczywistość dla sfer muzyki improwizowanej, z drugiej jednak bardzo cieszą momenty, w których jedna ze stron osiąga chwilową niepodległość. Proporcje wahają się, w jednym momencie ze strun wiolonczeli sączą się dźwięki przypominające nerwowy lamet, dla których więcej przestrzeni pozostawia perkusja, za kilka minut wszystko odwraca się i salwa delikatnych uderzeń w talerze pozostaje niezaabsorbowana przez Holma. Zupełnie tak jakby przez chwilę muzycy spoglądali na siebie i czekali na kolejny ruch. Ku mojej uciesze, takich momentów jest całkiem sporo. „Relephant” nie należy do grona improwizacji gęsto wypełniających przestrzeń. Niewiele tu rozhisteryzowanych dźwięków, bolesnych dla uszu zgrzytów, o ścianach dźwięku nie wspominając.

Jak na wysokiej klasy awangardowy materiał przystało, improwizacja jest nieustająco napędzana. Szereg drobnych elementów, potrząsanych obiektów, pocieranych obręczy i naciągów nie milknie. Poszczególne dźwiękowe ozdobniki potrafią być bardzo delikatne i zamykać się w króciutkich czasowych odcinkach, jednak niczym lawina następują po sobie nieprzerwanie. Nawet wtedy gdy w połowie najdłuższej kompozycji – „Being run around inside” – następuję wyciszenie, wciąż czujemy że dynamika nie zwalnia. Przeciwnie, czasami zostaje jeszcze dodatkowo podbita bardziej agresywnym wejściem przesterowanej wiolonczeli, chwilowy jazgot podawany jest z wyczuciem, nie zagłusza całości, stanowi przemyślane przełamanie formy. Wyraźnie czuć, że Panowie współpracowali ze sobą nie tylko podczas tej jednej sesji zarejestrowanej w Poznaniu. Mają na koncie wspólne koncerty, a także materiał zarejestrowany w kwartecie z Piotrem Mełechem i Witoldem Oleszakiem. Jednym słowem przemawia tu doświadczenie, technika i pomysłowość. Słuchając „Relephant” można przypomnieć sobie wspólne improwizacje Toma Cory i Johna Zorna nagrywane przed trzema dekadami w Nowym Jorku.

18.11.2016 | Bocian Records

Adam Gołębiewski Facebook
Fred Lonberg-Holm Facebook
Bocian Records Strona Oficjalna

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.