Rafael Anton Irisarri – Peripeteia
Jarek Szczęsny:

Ambient wagi ciężkiej.

Bouchons d’oreilles – Stray Dog with a Collar
Jarek Szczęsny:

W połowie drogi.

Chouk Bwa & The Ångströmers – Vodou Alé
Łukasz Komła:

Voodoo z przyszłości.

Ben Lukas Boysen – Mirage
Jarek Szczęsny:

Pokaz iluzji.

Siema Ziemia – Siema Ziemia
Jarek Szczęsny:

Dodatkowe skurcze mięśni.

Fluxion – Perspectives
Paweł Gzyl:

Nostalgia po grecku.

Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.



Surly – Trip To Warsaw EP

Warszawa oczami Nowozelandczyka, opisana jazzem, hip-hopem i elektroniką.

29 maja ukazał się album „Trip To Warsaw” DJa i producenta występującego pod pseudonimem Surly. Artysta pochodzi z Auckland w Nowej Zelandii i jest członkiem kalifornijskiego kolektywu Juke Bounce Werk. EP-ka zasługuje na uwagę nie tylko z powodu walorów muzycznych (a tych dużo choć to krótki album) ale także dlatego, że wypuścili ją Polish Juke. To naturalnie cieszy jeszcze bardziej.

„Trip to Warsaw” zawiera pięć utworów: „Thirteen”, „4Q 510-511”, „Scare Em To Death”, „Wait Til The Stick Comes” i – moim zdaniem najpiękniejszy – „Train To Lodz”. Na płycie dość swobodnie mieszają się elementy hip-hopu i elektroniki jednak ich bazą jest melodyjny jazz. Momentami eksperymentalny, ale za każdym razem przyjemny w odbiorze.

Taki właśnie jest otwierający „Thirteen”. Nieco zdystansowany, jednak o dużej sile spokoju. Prowadzące pianino skłania do głębszej refleksji. Oczami wyobraźni słyszę ten utwór w jakieś wrześniowe przedpołudnie, w środku tygodnia, w warszawskim Barze Kawowym. Niedługo po otwarciu, kiedy obsługa pojawia się przy kasie rzadko, bo nieliczna (ale stała) klientela powoli sączy kawę. Cztery minuty, w trakcie których można pomyśleć o wszystkim co fundamentalne, nie myśląc w istocie o niczym konkretnym. Nie zagrają go po raz drugi, ale zatrzymuje na tyle, że chce się wiedzieć co będzie dalej.

W kolejnym „4Q 510-511” Surly proponuje jazz w bardziej klasycznej postaci. Z przeskokami i zwrotami instrumentów dętych oraz wyraźną linią perkusji. Po nim następuje moment, który zawłaszcza hip-hop. W „Scare Em To Death”, przeważają nerwowe bębny, z kolei w „Wait Til The Stick Comes” elektronika. Oba łączy soczysty, zmiksowany rap.

W końcu wsiadamy do pociągu. „Train To Lodz” to akustyczne piękno, z wyeksponowanymi instrumentami smyczkowymi i perkusją. Otwiera go równomierny dźwięk struny, do którego przyłączają się kolejne partie. Całość opleciona elektroniką, której chłód wydaje się odczuwalny.

Utwór gorzki, ale prawdziwy w opisie relacji Warszawa – Łódź. Nie chodzi mi oczywiście o relację kolejową obu miast (choć i ta jest ciekawym doświadczeniem). Warszawa, pełna aspiracji jednak niestabilna i nietrwała. Łódź autentyczna, nie liczy się ze zdaniem innych i nie szuka ich akceptacji. Każde z miast trudne na swój własny sposób. Mi przynajmniej trochę czasu zajęło by móc powiedzieć o nich „moje”. A jednak dziś takie właśnie są. I nawet jeśli to przyzwyczajenie (długo wypracowywane), to przecież – jak opisywał Proust – bez niego nie zdołalibyśmy uczynić żadnego mieszkania mieszkalnym. Parafrazując na koniec, Surly tak trafnie dobrał dźwięki na „Train To Lodz”, że dzięki temu prawdziwy charakter każdego z tych miast jest dla mnie wreszcie „dobrze słyszalny”. Zdecydowanie polecam posłuchać „Trip To Warsaw”. To naprawdę dobry i ciekawy materiał.

2017 | Polish Juke

Profil na BandCamp »
 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.