Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.



Surly – Trip To Warsaw EP

Warszawa oczami Nowozelandczyka, opisana jazzem, hip-hopem i elektroniką.

29 maja ukazał się album „Trip To Warsaw” DJa i producenta występującego pod pseudonimem Surly. Artysta pochodzi z Auckland w Nowej Zelandii i jest członkiem kalifornijskiego kolektywu Juke Bounce Werk. EP-ka zasługuje na uwagę nie tylko z powodu walorów muzycznych (a tych dużo choć to krótki album) ale także dlatego, że wypuścili ją Polish Juke. To naturalnie cieszy jeszcze bardziej.

„Trip to Warsaw” zawiera pięć utworów: „Thirteen”, „4Q 510-511”, „Scare Em To Death”, „Wait Til The Stick Comes” i – moim zdaniem najpiękniejszy – „Train To Lodz”. Na płycie dość swobodnie mieszają się elementy hip-hopu i elektroniki jednak ich bazą jest melodyjny jazz. Momentami eksperymentalny, ale za każdym razem przyjemny w odbiorze.

Taki właśnie jest otwierający „Thirteen”. Nieco zdystansowany, jednak o dużej sile spokoju. Prowadzące pianino skłania do głębszej refleksji. Oczami wyobraźni słyszę ten utwór w jakieś wrześniowe przedpołudnie, w środku tygodnia, w warszawskim Barze Kawowym. Niedługo po otwarciu, kiedy obsługa pojawia się przy kasie rzadko, bo nieliczna (ale stała) klientela powoli sączy kawę. Cztery minuty, w trakcie których można pomyśleć o wszystkim co fundamentalne, nie myśląc w istocie o niczym konkretnym. Nie zagrają go po raz drugi, ale zatrzymuje na tyle, że chce się wiedzieć co będzie dalej.

W kolejnym „4Q 510-511” Surly proponuje jazz w bardziej klasycznej postaci. Z przeskokami i zwrotami instrumentów dętych oraz wyraźną linią perkusji. Po nim następuje moment, który zawłaszcza hip-hop. W „Scare Em To Death”, przeważają nerwowe bębny, z kolei w „Wait Til The Stick Comes” elektronika. Oba łączy soczysty, zmiksowany rap.

W końcu wsiadamy do pociągu. „Train To Lodz” to akustyczne piękno, z wyeksponowanymi instrumentami smyczkowymi i perkusją. Otwiera go równomierny dźwięk struny, do którego przyłączają się kolejne partie. Całość opleciona elektroniką, której chłód wydaje się odczuwalny.

Utwór gorzki, ale prawdziwy w opisie relacji Warszawa – Łódź. Nie chodzi mi oczywiście o relację kolejową obu miast (choć i ta jest ciekawym doświadczeniem). Warszawa, pełna aspiracji jednak niestabilna i nietrwała. Łódź autentyczna, nie liczy się ze zdaniem innych i nie szuka ich akceptacji. Każde z miast trudne na swój własny sposób. Mi przynajmniej trochę czasu zajęło by móc powiedzieć o nich „moje”. A jednak dziś takie właśnie są. I nawet jeśli to przyzwyczajenie (długo wypracowywane), to przecież – jak opisywał Proust – bez niego nie zdołalibyśmy uczynić żadnego mieszkania mieszkalnym. Parafrazując na koniec, Surly tak trafnie dobrał dźwięki na „Train To Lodz”, że dzięki temu prawdziwy charakter każdego z tych miast jest dla mnie wreszcie „dobrze słyszalny”. Zdecydowanie polecam posłuchać „Trip To Warsaw”. To naprawdę dobry i ciekawy materiał.

2017 | Polish Juke

Profil na BandCamp »
 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.