Wpisz i kliknij enter

Goldie – The Journey Man

Dojrzały i świetny powrót legendy, ba, Cesarza drum’n’bassu!

Kilka dni temu, po wieloletniej przerwie, ukazał się nowy album Goldiego pt. „The Journey Man”. Album długo wyczekiwany i… doskonały. Świeży, przyjemny i – tak jak napisałam na wstępie – dojrzały. Przy czym nie jest to wcale uwaga w kontekście wieku Goldiego, który liczy 51 wiosen (serio!), a w ubiegłym roku został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego za swój wkład w rozwój brytyjskiej muzyki i pomoc młodzieży.

„The Journey Man” dostępny jest w opcji standardowej i deluxe, poszerzonej o wersje instrumentalne części utworów. W celach recenzyjnych słuchałam właśnie wersji deluxe. I rzekła: „I było to dobre słuchanie.” Goldie nie oszczędzał i oferuje nam dwugodzinny przelot klasą excellence business class AAA+. Dodatkowo to lot radosny, bez jet lagu. Taki jaki znamy z czasów jego największej aktywności muzycznej.

Dlatego już teraz, nie czekając finiszu, powiadam Wam: „Słuchajcie, a będziecie szczęśliwi.” Osobiście podziwiam Goldiego, że nagrał taki materiał, bo primo, zebrał motywację po wielu latach przerwy i secundo, pomimo problemów rodzinnych (chodzi mi tu o historię jego syna Jamiego, który w 2010 r. został skazany za zabójstwo na dożywocie z możliwością wcześniejszego zwolnienia po 21 latach).

Przechodząc jednak do płyty. Mogłabym opisać każdy utwór, bo każdy jest muzycznym smaczkiem. Nie będę wam jednak zabierać całej przyjemności i wspomnę o tych, które moim zdaniem bezsprzecznie zasługują na kilka słów. Po otwierającym „Horizons” następuje „Prism”, wysokoobrotowy drum’n’bass, z elektroniczną linią przejścia. Energetyk.

Po nim „Mountains” – nostalgiczny, nieco trip-hopowy (w końcu Goldie ma wiele kolegów i „koleżanek” – jeśli wiecie co mam na myśli – tworzących w tym gatunku, więc zaczerpnął nieco od nich), z piękną linią perkusji i kobiecym głosem uwodzącym ale i pytającym: „Can You save yourself?”, „Can You see yourself?”. Warto posłuchać co jeszcze ten głos powie. A powie w romantycznym, ciepłym tonie. Niedzielny pościelowy soundtrack? Czemu nie! W końcu największe wyznania padają właśnie w takich chwilach. I każdy przecież liczy, że nie okażą się kłamstwem.

„Castaway” to fusion jazzu i funku. Goldie mówi jasno: „You won’t bring me down”. Po czym znów zmienia tempo w „The Mirrored River”. Ponownie kołysze kobiecy głos. Ale w szybszym tempie. Myyhmm.

Po nim bardzo przyjemny: „I Adore You”. Softowy drum’n’bass z miękkim saksofonem. Muzyczna poduszeczka. Przyznaję, mam słabość do takich numerów. Nie tylko dlatego, że uwielbiam tańczyć. Po prostu lubię cieszyć się życiem spędzanym z wartościowymi ludźmi. „I Adore You” jest właśnie o tym.

W „I Think of You” Goldie tnie dźwięki ostrym nożem. Surowsze i wyeksponowane drumy. Klasyk. Po czym znów robi obrót o 180 stopni. W poważnym „Truth” pyta głosem Jose Jamesa, przy akompaniamencie pianina: „Would You Lied to Me Lately?” Kolejne pytania nie będą wcale prostsze. A może życie składa się właśnie z jasnych i twardych pytań. Może to my komplikujemy za mocno.

Kolejny utwór to blisko 20-minutowe „Redemption”. Sztos. Powiem tylko tyle. Musicie go posłuchać. Dalej Goldie uwodzi jazzując po francusku – „Tu Viens Avec Moi?”. Porusza w „The Ballad Celeste”. Rozluźnia w „This Is Not a Love Song”. I budzi (halo, nie śpimy) w „The River Mirrored”. W „Triangle” nieco wariujemy. Po „Tomorrow’s Not Today” aka „very-Joss-Stone-style-of-singing”… no właśnie.

Mam dla was dwie, a właściwie trzy informacje. Pierwsza, oszukałam was i w skrócie opisałam wszystkie utwory poza – i to druga informacja – ostatnim „Run, Run, Run”, który zostawiam do odkrycia już tylko wam. Trzecia informacja jest logicznym wnioskiem drugiej – to już koniec płyty chyba, że? Tak, chyba, że macie wersję deluxe. Damn Goldie, znowu wiedziałeś jak udowodnić, że jesteś mistrzem.

To chyba wszystko w tym temacie.

P.S.: Ostatnia sprawa. Wybaczcie mi emocjonalne nakręcenie niniejszej recenzji. Wiem, dużo, szybko i w ogóle. To jednak charakterystyczne przy słuchaniu Goldiego. Jego muzyka po prostu tak pozytywnie nastraja. Taka karma.

P.S. 2: Już wróciło mi normalne tempo oddechu.

2017 | Metalheadz

Oficjalna strona »
Profil na Facebooku »






Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy