Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.



Brainfeeder Showcase w Warszawie – relacja

Powiem szczerze, że kto nie był Brainfeeder Showcase, który odbył się w warszawskiej Progresji 20 czerwca, może żałować. Oczywiście to Flying Lotus jako główna gwiazda wydarzenia przyciągnął pod scenę największą liczbę słuchaczy, ale świetne występy zaliczyli także Jameszoo, Dorian Concept i Thundercat, którzy występowali przed FlyLo.

Jameszoo zaprezentował bardzo ciekawy set. Zmiksował to co lubi, nie bojąc się ocen. Dzięki temu można było usłyszeć i klasyki rapu, np. siedemnastoletni już „Raise it Up” Slum Village, ale i nowsze numery, mające miliony odsłon na YT, np. „Us” autorstwa Movement. Jameszoo podrasował to elektronicznie (głównie jeśli chodzi o tempo) i wyszła mu z tego rewelacyjna muzyczna układanka. W trakcie jego setu pod sceną była dosłownie garstka słuchaczy, co dla niego samego pewnie było rozczarowujące, ale z drugiej strony, ta niewielka widownia sprawiła, że występ miał elitarny charakter. Miłe chwile w kameralnym otoczeniu.

Występ Doriana również był bardzo udany. Zaprezentował swoje najbardziej znane utwory, w tym „Draft Culture”, co oczywiście spotkało się z aplauzem publiczności. Jego set minął mi najszybciej. Nim się obejrzałam już było po i scenę zaczęto przygotowywać pod występ Thundercata, który nie zawiódł serwując publiczności solidną porcję basowego, elektronicznego jazzu. Oczywiście w trakcie występu ograł też materiał z ostatniej, świetnie przyjętej płyty „Drunk”. Osobiście zabrakło mi jednak przysłowiowej wisienki na torcie. Czegoś, co nadałoby temu występowi unikalny charakter, odróżniający go od jego innych koncertów, które widziałam. To moja osobista refleksja, która w żaden sposób nie zmienia faktu, że to był bardzo dobry występ, na wysokim poziomie muzycznym. Zresztą jak zawsze w przypadku Thundercata, któremu nie można odmówić wielkiego talentu i oryginalnego stylu, którym wyrobił już sobie „dźwiękową” wizytówkę.

W końcu nadszedł czas na główną gwiazdę. Jak wspomniałam, Flying Lotus bezsprzecznie zgromadził pod sceną największą publiczność. I nie zawiódł chyba nikogo. Jednocześnie po raz kolejny udowodnił, że jest genialnym szaleńcem. Zagrał zarówno kilka swoich utworów („Never Catch Me”, „Ready Err Not” jak i te publikowane jako Captain Murphy, przykładowo: The Killing Joke”), ale i kilka coverów m.in. Kendricka Lamara a także swoją interpretację motywu przewodniego do kultowego serialu „Miasteczko Twin Peaks”, opublikowaną kilka tygodni temu przy okazji premiery trzeciego sezonu tego telewizyjnego hitu.

Również oprawa występu Flying Lotusa była świetna. Przed jego „stanowiskiem” rozstawiono ekran projekcyjny, na którym wyświetlane były wizualizacje jako tło kolejnych utworów. FlyLo okazał się publiczności na samym końcu, który był dość spektakularny nie tylko muzycznie, ale i widowiskowo – mocne światła zdecydowanie podkręciły ten finisz, zakończony głośną owacją widowni.

Z tych wszystkich powodów warszawski Showcase Brainfeedera uważam za bardzo udany. Szansa zobaczenia na żywo i na jednym wydarzeniu takich gwiazd nie zdarza się często. Tym bardziej cieszy, że udało się to w Warszawie, która jako jedna z trzech miast (obok Wiednia i Berlina), mogła gościć Jameszoo, Doriana Concept, Thundercata i FlyLo. Ahoj!

/ materiały własne

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.