Wpisz i kliknij enter

SZA – Ctrl

O krok od wielkiej kariery?

Znając chęć anglosaskich mediów do wyrokowania w tych kwestiach to już właściwie mamy do czynienia z wielką gwiazdą, która rozdaje razy w świecie współczesnego r`n`b. Tak daleko to ja bym się nie zapędzał, ale cieszy, że organicznie rozwijająca się wokalistka zadebiutowała dobrą i miłą płytą. Solana Imani Rowe zaczynała od komponowania piosenek. Robiła to na tyle sprawnie, że zwróciła na siebie uwagę. Przychylne opinie o dość nierównych EP-kach „S” i „Z” przyczyniły się do tego, że dziś możemy posłuchać jej pełnowymiarowego debiutu.

Album otwiera „Supermodel”, który przywodzi na myśl dokonania Franka Oceana. Wiodąca rola gitary, buczący bas i mocny tekst. W produkcję kawałka zaangażował się sam Pharell Williams. Na płycie pojawia się też wspierający ją od początku Kendrick Lamar. To najlepszy moment na całej płycie. „Doves in the wind” brzmi czysto, utrzymuje powolny rytm, a produkcja nie jest przeładowana. Oboje określili ten kawałek jako dedykowany waginom. Teksty w większości autorstwa samej Solany są jednym z najbardziej przyciągających atutów. Zaraz do nich wrócimy, bo uciec nie sposób. Muzycznie uwagę przykuwa jeszcze „Prom”, który z każdą chwilą zmienia swoje oblicze na lepsze.

Cała płyta pozostawia trochę do życzenia. Niektóre piosenki mogłyby być odważniejsze. Taki „The Weekend” z samplem z Timberlake`a widziałbym bardziej w stylu jego końcówki – minimalistyczne elektro z mocniejszym bitem. Dobrze brzmią też „Broken Clocks”, „Love Galore” i „Pretty Little Birds”. No to wróćmy do tekstów: „Let me tell you a secret / I been secretly banging your homeboy / Why you in Vegas all up on Valentine’s Day?„. Ich otwartość i erotyczna intensywność stanowi o odwadze wykonawczyni. Czasami się tym bawi, a czasem wykorzystuje, aby w krzywym zwierciadle oddać naszą rzeczywistość: „How many niggas get mistaken for clitoris in a day?„. Mamy tu dość osobliwe połączenie treści związanych z niepewnością, zagubieniem połączonych z otwartością seksualną. Nawet co do konfiguracji w związkach partnerskich („The Weekend”). Co tu dużo mówić, mamy XXI wiek. Gdzieniegdzie.

Zmierzając do konkluzji napiszę, że „Ctrl” to płyta nierówna, ale godna uwagi. Silna, kobieca reprezentacja na polu alternatywnego r`n`b nie pozwala przechwalić tego debiutu. Ostatnie dokonania sióstr Knowles czy FKA twigs wywindowały poziom bardzo wysoko. SZA brakuje nieco wyczucia, bo niektóre pomysły ma naprawdę dobre. Może by tak sięgnąć po innych nieco współpracowników. Dodam, że na ostatnim krążku Lamara w tym zakresie wspiera go James Blake. I to byłby dobry kierunek dla Solany. Nawet jak udaje się w stronę popu („Drew Barrymore”) to robi to bez przesady. A więc więcej odwagi!

Top Dawg Entertainment / RCA | 2017

Strona SZA

FB







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy