Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who knows”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.

Nihiloxica – Kaloli
Łukasz Komła:

Na wzgórzu perkusyjnych abstrakcji.

Upsammy – Zoom
Paweł Gzyl:

Zbliżenie na kruche piękno.

Alois – Azul
Łukasz Komła:

Stąpać po niebieskim.

Sote – Moscels
Jarek Szczęsny:

Ku wizjonerskiemu futuryzmowi.

Moodymann – Taken Away
Jarek Szczęsny:

Pląsy w dusznym pomieszczeniu.



Andromeda Mega Express Orchestra – Vula

18-osobowa kamanda wywodząca się z Berlina.

Brzmi wojennie. Spokojnie, nie ma się czego obawiać. Ta zgrana orkiestra prowadzi swoje działania na terenie muzyki jazzowej, ale z elementami muzyki poważnej, elektronicznej, a nawet afrykańskiej. Na lidera wyrasta saksofonista Daniel Glatzel. Z resztą to właśnie on był przez ostatnie 10 lat ich głównym kompozytorem. To wydaje mi się najjaśniejszą stroną działalności AMEO. Mianowicie chodzi o aspekt oryginalności. Orkiestra gra swoje kompozycje szukając połączeń między gatunkami. Czasami wypada to ciut za bardzo filmowo, a innym razem potrafią wywołać euforię. Pełnia ich możliwości widoczna jest najlepiej w występach na żywo. Emanuje z nich żywiołowość, ale taka, rzekłbym pryncypialna. Co nie jest zarzutem.

Warto zwrócić uwagę, że wszyscy muzycy są klasycznie wykształceni. To by tłumaczyło skąd na „Vuli” tak wiele odniesień do klasycznych kompozycji. O bezmiernej pomysłowości zaświadcza już drugi utwór. „In The Light of Turmoil” to zarażający swoją radością twór, gdzie ogrywane motywy powracają, a całość pozostawia słuchaczowi pole do bycia zaskakiwanym. Dodać warto, że muzycy nie tracą z oczu współczesności i w tej feerii dźwięków znalazło się miejsce dla syntezatora. Z drugiej strony ci akademicy potrafią na swoją modłę zagrać podkład hiphopowy. Fascynację rytmem słychać właśnie w „J. Schleia”. Aż się prosi przyrównanie do J Dilla. W tej formie mieści się również naczelna rola saksofonu jako instrumentu wiodącego oraz przywoływania barokowego klimatu. Żywotność intelektualna tego konceptu sprawia niestygnącą radość ze słuchania.

Ambicji nie można im odmówić. Cztery z siedmiu kompozycji przekraczają czas trwania dziesięciu minut. Zakładam, że nie każdy znajdzie tyle czasu, aby delektować się tak długimi kompozycjami. Nie wszystkie są idealnie udane, ale nie nużą zbędnymi dłużyznami. Twórcy chcieli odnieść się jakoś do niestabilnych czasach, w jakich przyszło nam żyć. Sami tak zdefiniowali znaczenie swojej czwartej płyty. Jednocześnie silnie odnoszą się do kultury Malawi (patrz tytuł płyty). Słychać to najlepiej w finalnym „Papaya Flyers IX Epsylon”. W utworze tytułowym wielbiciele muzyki filmowej mogą wychwycić kilka smaczków. Sami muzycy w paru miejscach nie są w stanie przeskoczyć swoich ograniczeń. Słychać to w „Qwetoipntv Vjadfklvjieop”, gdzie nie ma miejsca na spontaniczność i frywolność. Słychać dobre wyćwiczenie mocno złożonej struktury muzycznej. Muzyka sprawia wrażenie równo ułożonych obok siebie książek o różnej treści i objętości. Coś jakby pływanie synchroniczne. To jedyna rzecz, której brakuje mi do pełnej satysfakcji.

Alien Transistor | 2017

Strona orkiestry

Bandcamp

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.