Wpisz i kliknij enter

Cavern Of Anti-Matter – Hormone Lemonade

Zbyt rozciągnięty luz.

Tim Gane będzie kojarzył się ze Stereolab po wsze czasy. Połowa eks-małżeńskiego trzonu tamtego zespołu dziś pracuje pod innym szyldem. W skład Cavern Of Anti-Matter wchodzi również Joe Dilworth, który bębnił w Stereolab. Trio uzupełnia Holger Zapf odpowiedzialny za syntetyczne brzmienia. Tych nie brakuje na trzecim wydawnictwie grupy. Zapf postanowił zbudować własne automaty perkusyjne (Taktron Z3 i Taktron Z2), na których zbudował główną warstwę. Później do pracy (osobno) przystąpili Gane i Dilworth dodając od siebie inne dźwięki, czy to z użyciem żywej perkusji, czy przy użyciu nowych syntezatorów. Tą metodą twórczą ułożyli dziesięć instrumentalnych ścieżek nadając im zbiorczy tytuł „Hormone Lemonade”.

W rezultacie otrzymujemy ponad sześćdziesiąt minut muzyki. Pomysł oddzielnego nagrywania przyniósł bardzo luźny efekt. Chodzi o wagę utworów, które należą do strefy „piórkowej”. Porozciągane brzmienia, raczej psychodeliczny posmak, brak zwartej konstrukcji, a wszystko oparte na treningach motorycznych. Blisko siedemnastominutowy „Malfunction” najlepiej ukierunkowuje odbiór. Tu bezpretensjonalność jest wyznacznikiem. Nawiązywanie do epok minionych oraz sięganie po „miękkie” style stanowią główną oś albumu. Dosłyszeć się można wpływów muzyki rockowej, funkowej czy soulowej także. Naturalnie nikt nie zapomniał o krautrocku.

Czasem tytuł mówi wszystko o treści. „Phase Modulation Shuffle” w istocie jest zabawą w modulację fazy. Aczkolwiek jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, że ktoś byłby w stanie przy tym potańczyć. Jeśli już przy tańcu jesteśmy to syntetyczne disco gibko wije się w „Make Out Fade Out”. Podkręcone tempo, nieposłuszna rytmika i bezczelna przebojowość dają świetny zestaw. Utwory z płyty często gubią pierwotny kierunek idąc w nieoczekiwaną stronę. „Automatic Morning” zaczyna się przeglądem brzmień z lat 70, by za chwilę zmienić się soniczny nalot dywanowy. Efekt świeżości działa co prawda jednorazowo, ale jest wart uwagi.

To wszystko dobrze wygląda, ale tylko na papierze. W rzeczywistości Cavern Of Anti-Matter nie uniknęli niepotrzebnych dłużyzn. Taki „Remote Confection” sprawia wrażenie nazbyt przeciągniętego. Zapętlony został aż do nieprzytomności.  Znowu eksperymentalność „Feed Me Magnetic Rain” jest nieco dyskusyjna. Wydaje mi się, że zbyt dużo czasu poświęcają na rytmikę, zamiast pójść gdzieś w bok, poszukać mniej oczywistych rozwiązań. Druga część płyty wypada gorzej niż pierwsza. Entuzjazm wywołany początkiem grzęźnie w żmudnych dłubaninach. Radość zmienia się w wymuszone trwanie. „Hormone Lemonade” wypada więc średnio.

Duophonic | 2018

Strona Cavern Of Anti-Matter

Bandcamp

FB







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy