BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



Terrence Dixon & Thomas Fehlmann – We Take It From Here

Wspólny jam dwóch weteranów.

Wszyscy znamy Thomasa Fehlmanna przede wszystkim jako solowego artystę. Od czasu debiutanckiego albumu „Good Fridge: Flowing” dla legendarnej wytwórni R&S w 1998 roku, zrealizował on sześć autorskich płyt, z których ostatnia powstała osiem lat temu. Warto jednak przypomnieć, że równie ciekawe rezultaty osiąga on, kiedy łączy swe siły z innymi artystami – choćby z Alexem Pattersonem w The Orb czy z Moritzem Von Oswaldem jako 2MB, 3MB i Schizophrenia. Nic w tym dziwnego: od kiedy Fehlmann założył z Holgerem Hillerem w 1981 roku grupę Palais Schaumburg, zawsze blisko mu było do kooperowania z innymi twórcami.

Terrence Dixon jest pod tym względem tak naprawdę przeciwieństwem swego niemieckiego kolegi. Od czasu debiutanckiego singla „Live In Detroit” z 1994 roku przez długi czas koncentrował się on wyłącznie na w pełni autorskich płytach. Zmieniło się bardzo późno, bo na początku tej dekady. Wtedy to producent z Motor City dał się namówić na współpracę choćby z francuskim twórcą znanym pod pseudonimem EinKa. Nic więc dziwnego, że jego wspólny występ z Thomasem Fehlmannem w Kraftwerk Halle podczas ubiegłorocznego jubileuszu Tresora, uznano za coś wyjątkowego. Niemal w rok po tym wydarzeniu dostajemy zagrany wówczas materiał na płycie.

Album otwiera stylowe techno rodem z Detroit, które w warstwie rytmicznej zgrabnie ewoluuje od ciepłego minimalu w stronę gorącego garage’u, wiążąc ze sobą zaszumione klawisze i stukające efekty („Dreaming Of Packard”). Kolejne nagrania to już bardziej house – ale taki, w którym jest miejsce na funkowy puls i ejtisowe syntezatory rodem z New Order („The Corner”) lub plemienne conga i rozwibrowane akordy („Patterns & Senses”). Eleganckie techno wraca na płytę za sprawą zdubowanego „Strings In Space”, by ponownie ustąpić miejsca głębokiemu house’owi („Experiment 3”). Wszystko to wieńczy wycieczka w stronę kosmische musik w stylu Conrada Schitzlera („Landline”).

Sześć wspólnych nagrań Terrence’a Dixona i Thomasa Fehlmanna nie tworzy jakiejś nowej jakości we współczesnej elektronice. To efekt swobodnego jamowania na klasycznych syntezatorach, który broni się przede wszystkim organicznym brzmieniem, ale też nieoczywistą melodyką i oldskulowymi zagrywkami. Mocniej słychać w tej muzyce wpływ detroitowego producenta – choć i jego niemiecki kolega odciska wyraźne piętno na nagranych utworach. To sugestywne połączenie minimalowego szyku z syntezatorowymi wariacjami sprawdziło się na żywo, a teraz z przyjemnością słucha się go z płyty.

Tresor 2018

www.tresorberlin.com

www.facebook.com/tresorberlin

www.facebook.com/terrencedixon95

www.facebook.com/thomas.fehlmann.5

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze