Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who knows”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.

Nihiloxica – Kaloli
Łukasz Komła:

Na wzgórzu perkusyjnych abstrakcji.

Upsammy – Zoom
Paweł Gzyl:

Zbliżenie na kruche piękno.

Alois – Azul
Łukasz Komła:

Stąpać po niebieskim.

Sote – Moscels
Jarek Szczęsny:

Ku wizjonerskiemu futuryzmowi.

Moodymann – Taken Away
Jarek Szczęsny:

Pląsy w dusznym pomieszczeniu.



Echo Deal – Baron

Tak się gra dub.

Pogranicze stylów muzycznych zawsze nęci twórców. Plądrowanie na dwóch obszarach daje obietnicę znalezienia czegoś nowego lub intrygującego. Podobnie myśleć musiał Michał Kołowacik kryjący się pod nazwą Echo Deal. Zapuścił się na terytorium elektroniki i dubu, żeby przynieść stamtąd niezbyt długi zestaw świeżych i giętkich dźwięków. Efektem jego działań jest trwający niespełna pół godziny album „Baron”, który jest następcą wydanego w 2014 roku albumu „Totem”.

Utwór tytułowy urzeka ciekawą głębią basu. Stanowczy acz powolny rytm, który poprzeplatany jest elektroniką. Czuć, że twórca jest w niej oblatany. Od razu można wyłapać, że Kołowacik ma pomysł na muzykę. Dobrze radzi sobie w posługiwaniu się efektami, których nie ma przesadnie za wiele. Przejrzystość struktur muzycznych oraz brak przeładowania zapisać należy po stronie atutów „Barona”. Pojawia się także ze swadą rzucone „dobry wieczór”. Innymi słowy nieco oddechu i lekkości też w tej muzyce nie brakuje.

„BNG” to inna para kaloszy. Pstrokatość została zastąpiona połamaną rytmiką i dynamicznym tempem. Dobrze, że chociaż pojawiają się dwie, małe „pauzy” w utworze, dzięki czemu odsapnąć można. Bo „BNG” jest jak przejażdżka liniami shinkansen. Bezwzględna szybkość. „Pluskwę” lubię za jej awangardowy charakter. Daleko w tyle kłębi się rytm, a na planie pierwszym świecą błyskotliwe odgłosy. Nieco kosmiczne, przypominające popiskiwanie jakiejś maszyny. Ja jednak wolę wsłuchiwać się w ten pulsujący rytm.

Dwa ostatnie utwory wyróżniają się również tytułami. Pierwszy – „Zaproszenie na raut” – okraszony zgrzytliwymi dźwiękami, zawiera w sobie elementy eksperymentu. W drugiej części urzeka igranie z rytmiką. Kilka nałożonych na siebie warstw, daje zaskakujące efekty. Ten z lepszym tytułem („Naucz się mojego nazwiska”) rozpoczyna się niczym zaśpiew mnichów klasztornych. Sprawność w poruszaniu się wolnym tempem można uznać za zaliczoną. Fajnie podkręcone i rozbujane dźwięki plus automat perkusyjny. Jednoznacznie należy uznać, że „Baron” jest bardzo dobry i należy go aplikować w dużych dawkach.

Prime Mansion | 2018

Bandcamp

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Dronik

    „Taniec Łuku” zdecydowanie najciekawszy. Prace bliskie temu co proponuje Mick Harris. Choć jeden koszmarek post dubstepowy się pojawił.