Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Ragnar Johnson – Crying Bamboos: Ceremonial Flute Music from New Guinea Madang

Właśnie ukazały się niepublikowane dotąd nagrania terenowe Ragnara Johnsona z Papui-Nowej Gwinei.

Po dwóch latach przerwy Ideologic Organ (jeden z pododdziałów Editions Mego), wraca z kolejnym wydawnictwem antropologa Ragnara Johnsona, tym razem jest to „Crying Bamboos: Ceremonial Flute Music from New Guinea Madang”. W 2016 roku na Nowej Muzyce opisywałem zremasterowane utwory, jakie Johnson uchwycił wraz Jessicą Mayer w Papui-Nowej Gwinei w 1979 roku. Chodzi tu o wydawnictwo „Sacred Flute Music from New Guinea: Madang / Windim Mambu”.

„Crying Bamboos (…)”, podobnie jak na „Sacred Flute Music (…)”, zawiera muzykę graną na różnych tzw. świętych fletach i niekiedy na instrumentach perkusyjnych. Nagrania zostały zarejestrowane w 1979 roku. Jest to muzyka rytualna, grana przez dorosłych mężczyzn w regionie Madang (kobiety i dzieci nie mogą grać), którą najczęściej można było spotkać w trakcie rozmaitych uroczystości w przybrzeżnych wioskach w pobliżu rzeki Ramu. Są też brzmienia fletów z takich miejsc jak Bosmun, Bak oraz Kaean, jak i dźwięki instrumentu perkusyjnego nazywanego garamutą. Są to tak zwane rzeźbione drewniane gongi – posiadające oprócz walorów ceremonialnych, także komunikacyjne (za ich pomocą wysyła się dźwiękowe wiadomości na duże odległości – istotną rolę odgrywają różnice w wysokościach dźwięków, czas ich trwania i odstępy między nimi).

Co ważne i zarazem smutne odnośnie fletów, że ci mężczyźni, jakich słyszymy na „Crying Bamboos (…)”, byli ostatnimi z pokolenia, które nauczyło się tej umiejętności podczas pełnego cyklu męskiej inicjacji. Większość utworów jest rozpisanych na dwa flety (w zależności od charakteru ceremonii, np. narodziny, zawarcie związku małżeńskiego, pogrzeb itd.), mające przypominać odgłosy duchów. Bardzo ważnym aspektem w wierzeniach Papuasów jest zjawisko wiatru, który jest swoistym łącznikiem/mediatorem między światem żywych a duchów.

Unikalna kultura świętych fletów została zniszczona/wyparta przez wiele historycznych wydarzeń, jakie targały Papuą-Nową Gwineą – począwszy od czasu niemieckiej kolonizacji w 1884 roku, australijskich wpływów administracyjnych czy japońskiej okupacji, przez następstwa II wojny światowej, aż po destrukcyjne działania misjonarzy wprowadzających chrześcijaństwo.

Wracając do istoty, czyli niezwykłych fletów, trzeba pamiętać, że są to instrumenty bambusowe tworzone w parach z podziałem na dłuższy „męski” i krótszy „żeński”. Każda para fletów ma niepowtarzalną wspólną nazwę duchową i dźwiękową, dzięki czemu można wywoływać konkretnego ducha. Znalezienie odpowiedniej długości bambusa (od pięciu do sześciu stóp), wysuszenie go i wykonanie z niego fletu o wystarczająco dobrej jakości dźwięku było żmudną pracą. Żywotność takiej pary fletów najczęściej trwała około dziesięciu lat.

Kiedy instrumenty nie były używane, owijano je w oddzielnie korę bananową w celu ochrony przed owadami i przechowywano w krokwiach dachowych. Po takiej przerwie w użytkowaniu, zanim zaczęło się grać na fletach, przepłukiwano je wewnątrz i zewnątrz wodą, co miało poprawić jakość ich dźwięku. Jak wyglądało wykonywanie tej muzyki? Dwaj mężczyźni grali na fletach stojąc naprzeciw siebie oddzieleni dystansem zaledwie kilku stóp, tak aby każdy flet był zwrócony w przeciwnym kierunku. Czasami obracali się razem albo podnosili i obniżali położenie fletów, ale zawsze patrząc na twarze innych uczestników ceremonii. Podstawą techniki grania na tych fletach, była sztuka kontroli oddechu. Najczęściej dochodziło się do tego latami.

W książeczce dołączonej do dwupłytowego wydawnictwa „Crying Bamboos (…)” można przeczytać wiele fascynujących opowieści Johnsona, choćby o tym, jak wyglądały same ceremonie obrzędowe. W tejże książeczce czytamy również o tym, iż fragment „Pu-kil” został nagrany 18 listopada 1979 roku nieopodal wsi Bosmun położonej nad rzeką Ramu. Wykonujący muzycy to Sonung i Bahsim. Johnson zarejestrował ich nagranie w małym domku w buszu, ponieważ dwaj fleciści mieszkali w odległych częściach wsi, a do tego nie można było od tak sobie grać we wsi, z wyjątkiem ważnych ceremonii, dzięki temu chroniono ich duchową moc. Ragnar wspomina, że po każdym nagraniu puszczał je Sonungowi i Bahsimu, a oni byli pod ogromnym wrażeniem dokładności urządzenia rejestrującego ich dźwięki. W tym samym czasie mężczyźni z sąsiedniej chaty rozpalili ognisko i ugotowali pastę sago w ogromnym stożkowym glinianym garnku, a następnie pojawił się rybak ze świeżo złowionymi rybami makau. To wszystko podano do jedzenia po wspólnej sesji. Niestety, ale nagrywanie trzeciej taśmy zostało przerwane przez burzę i intensywne opady deszczu.

Wyjątkowość i oryginalność gry Papuasów na świętych fletach wymyka się – przynajmniej mojej percepcji – prostym oraz wyświechtanym skojarzeniom. Pierwszym lepszym przykładem są wydmuchiwane wręcz zapętlenia w utworze „Boma, Kaean”. To tylko jeden z takich akcentów podkreślających autentyczność i ponadczasowość tej kultury. A jest ich mnóstwo na „Crying Bamboos: Ceremonial Flute Music from New Guinea Madang”.

 04.05.2018 | Ideologic Organ

 

Strona Ideologic Organ »Profil na Facebooku »

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze