BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



Field recording po polsku – Mirt | Rafał Kołacki | Andrzej Załęski | Katarzyna Szczerba |

W tym wpisie proponuję kilka wydawnictw field recordingowych zarejestrowanych przez polskich artystów, ale niekoniecznie są to nagrania dokumentujące krajową audiosferę.  

Mirt – „Songs and Prayers from the Kathmandu Valley” (saamleng | 02.01.2018)

Jako pierwszą propozycję podsuwam album Mirta, który zresztą konsekwentne realizuje nagrania terenowe i ostatnio najczęściej przywozi je z Azji. Wspomnę, że w ostatnich latach Tomek Mirt wydał takie płyty jak: „Khmer & Siam Recordings” (Kambodża, 2014), „Bikes in Hanoi, Bats in Phong Nha” (Wietnam, 2016), „A Winter Day on Tarutao” (Tajlandia, 2017). Oczywiście krajowy field recording Mirta także opisuję, warto choćby odnotować pojawienie się „Deer Rut Time” (2016), gdzie artysta zabrał nas nad Odrę w same epicentrum rykowiska jeleni.


„Songs and Prayers from the Kathmandu Valley” to zapis dźwiękowej podróży Mirta do Nepalu. Początek tej wędrówki zaczyna się od echa jakieś muzyki pobrzmiewającej w oddali, następnie szybki przeskok do miasta Bhaktapur położonego w Dolinie Katmandu, odwiedzamy świątynie Bodnath i Swayambhu w Katmandu (piękne śpiewy), miasto Narayan w środkowo-zachodniej części kraju, Nagarkot (popularna miejscowość wypoczynkowa znajdująca się na wysokości ponad 2200 metrów n.p.m.), miasto Pokhara nad jeziorem Phewa Tal i na koniec jeszcze jedna świątynia Shanti Stupa. „Songs and Prayers from the Kathmandu Valley” jest w głównej mierze nasłuchiwaniem religijno-duchowego obrazu Nepalu, czego nie da się tak łatwo oddzielić od zwykłej codzienności, czyli ulicznego gwaru, który też przewija się w materiale Mirta.

Katarzyna Szczerba | Andrzej Załęski | Tomek Mirt – „Deer Rut Time” (saamleng | 10.05.2018)

Wytwórnia Tomka Mirta saamleng prezentuje drugie wydawnictwo, dzięki któremu wchodzimy w głąb rykowiska jeleni. Tym razem ten wyjątkowy aspekt natury uchwycili tacy artyści jak: Katarzyna Szczerba, Andrzej Załęski i Mirt.

Katarzyna Szczerba to realizatorka dźwiękowa zajmująca się produkcją filmową, nagrywaniem dźwięku i montażem. Producentka wielu nagradzanych na całym świecie krótkich filmów dokumentalnych, np. „Obiekt” (2015) – Nagroda Specjalna Jury Sundance Film Festival 2015. Absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w zakresie akustyki i filmoznawstwa. Właścicielka Studio PUK. Artystka wybrała się do miejscowości Osiek nad Notecią, aby spotkać ryczące jelenie. Jej nagranie jest sterylne oraz skrupiające się na odgłosach jednego lub dwóch osobników.


Andrzej Załęski to muzyk, filmowiec i kurator, znany chociażby z takich zespołów jak Multicide, Mitch & Mitch, 3 metry czy Za Siódmą Górą. Współzałożyciel grupy teatralnej Komuna Otwock. Współpracował z Teatrem Gardzienice i Teatrem Akademia Ruchu. Od 1993 roku pracuje jako kurator muzyczny „Programu Strefa” w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. W 2016 roku pisałem o wspólnej płycie Ghèdalia Tazartèsa, Pawła Romańczuka i Andrzeja Załęskiego pt. „Carp’s Head”. O wiele większe wrażenie zrobiły na mnie ryczące jelenie uchwycone w Puszczy Białowieskiej przez Załęskiego – mamy jeden fragment nocny, a dwa zarejestrowane w ciągu dnia. W tym nocnym słychać pohukujące sowy, trzask łamany gałęzi i te upiorne ryki! W ciągu dnia jelenie również przemawiają odosobnionym głosem.


„Deer Rut Time” zamyka propozycja Mirta, z tym, że artysta przetransportowuje nas nad Odrę i to w nocy! A tam pokaźne stado gaworzących ze sobą jeleni, w tle sowy i inne ptactwo. W ostatecznym rozrachunku wygrywają dla mnie jelenie z Puszczy Białowieskiej!

Rafał Kołacki – „Ā’zan. Hearing Ethiopia” (Zoharum Records | 01.12.2017)

Rafał Kołacki (HATI, Mammoth Ulthana, Innercity Ensemble, T’ien Lai, Sawt / Sur) przenosi nas w zupełnie inny świat, a dokładnie do Etiopii. Zanim przejdę do „Ā’zan. Hearing Ethiopia”, to warto wspomnieć o zeszłorocznym krążku „Field recordings and much more from Marrakesh, Morocco”, jaki ukazał się w BDTA pod szyldem duetu Sawt / Sur (Rafał Kołacki + Łukasz Jędrzejczak).

Kołackiego interesuje inna tkanka dźwiękowa niż Mirta, Marcina Dymitera (emiter) czy Krzysztofa Topolskiego (Arszyn). Jeżeli się nie mylę, to Kołacki jest jedynym polskim artystą dźwiękowym jeżdżącym do Afryki po nagrania terenowe w czystej postaci, nie w aspekcie wyszukiwania lokalnych artystów i pokazywania światu ich muzykę. Trzy lata temu Rafał odwiedził Stambuł, co zaprezentował na krążku „Istanbul. Aux oreilles d’un etranger” (saamleng, 2015).

„Ā’zan. Hearing Ethiopia” to podróż do stolicy Etiopii Addis Abeby. Miasta wielokulturowego zarówno pod względem etnicznym, jak i religijnym, gdzie istnieje wiele różnych języków i różnych form działalności religijnej. Słychać głos modlącego się Muezina w oddali, chrześcijańskie pieśni śpiewane w kościele lub odtwarzane z głośników przez cały dzień.


Etiopczycy są bardzo dumnym narodem, także z ich kultury dźwiękowej. Kultywują swoje muzyczne tradycje na różnych poziomach. Dlatego nie ma tutaj muzyki znanej z list przebojów, słuchają przede wszystkim etiopskich wykonawców (muzyki pop) lub muzyki sakralnej. Chociaż jakość tych nagrań pozostawia wiele do życzenia (najpopularniejszym medium jest telefon komórkowy), większość piosenek jest zapamiętywana i śpiewana razem. Etiopczycy uwielbiają się dobrze bawić, więc wszystkie wolne chwile są dla nich specjalnym czasem. Podczas jednego z najważniejszych festynów, Meskal (upamiętniającego odkrycie przez Helenę Prawdziwego Krzyża w 326 r.), całe miasto uczestniczy w zbiorowym szaleństwie, a jego ulice przekształcają się w arenę wielkich parad lub małych spontanicznych koncertów – mówi Kołacki.

Ideą artysty na „Ā’zan. Hearing Ethiopia” jest umożliwianie słuchaczowi pobycia przez kilka minut w charakterystycznych punktach stolicy Etiopii. Jednym z nich jest kościół Mariacki, który jest bardzo popularnym miejscem codziennych modlitw i duchowej kontemplacji dla mieszkańców Addis Abeby. Piękne sakralne śpiewy słychać we fragmencie „Ā’gar”. Poza tym stykamy się z ulicznym gwarem dochodzącym choćby z bardzo ruchliwej ulicy króla Jerzego. Jedziemy także poza miasto do tak zwanego kościoła Washa Mikaela położonego na malowniczym zboczu. Washa Mikael jest wyrzeźbiony w skałach i nie pełni już podstawowej funkcji, jest pomnikiem, symbolem minionych lat. W całym kompleksie budynków bardziej aktywną rolę odgrywa regularnie funkcjonująca kaplica, w której odbywają się różne uroczystości religijne. Jest to mistyczne doświadczenie dla pobliskich mieszkańców – i myślę, że każdego kto tam zawita – aby wspiąć się na szczyt i wziąć udział w takim rytuale. Niesamowite dźwięk dochodzące ze środka kościoła są niczym medytacyjne, podobne do mantry szepty przeplatane brzmieniem świętych instrumentów (sistrum, dzwony).

Wszystkie tytuły z „Ā’zan. Hearing Ethiopia” są zapisane w tradycyjnym etiopskim języku zwanym ge’ez – obecnie liturgicznym. Znakomite wydawnictwo Rafała Kołackiego, oby więcej ukazywało się takich na polskim rynku.

Mirt – „BKK” (saamleng | 10.05.2018)

To kolejny powrót Mirta do Tajlandii i Bangkoku. Układ płyty wyznacza nam dźwiękową ścieżkę po różnych miejscach tego miasta, podpisanych w jednoznaczny sposób: „Food” (słychać syczący olej podczas smażenia mieszający się z warkotem przejeżdżającego motocyklu), „Karaoke”, „Fridge”, „Chimes”, „Street” czy „Muay Thai” (boks tajski). Ciekawie łączy się lekko przesterowany głos („Radio 2”) z przestrzenią pomrukującego agregatu lodówki („Fridge”). Odgłosy ekspedientek w „Market 3” ujmują także swoją fonetyką. Tajska (nie)codzienność!

 

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze