Wpisz i kliknij enter

Patryk Cannon – Family Movies Waves And Friends

Światowo jest.

Poruszający się od lat 90 po różnych polach muzycznych Patryk Canon, swoje pierwsze kroki stawiał w punkowych zespołach. Własny zespół nazwał Noisesession. Daje to wyobrażenie, w którą stronę zmierzały jego zainteresowania. Po porzuceniu gitar wziął się na poważnie za muzykę elektroniczną. Nie opuszczając estetyki punkowej do końca, zaczął przy niej majstrować. Ucząc się nowych trików dotarł do głównej sceny festiwalu Audioriver. Teraz przyszedł czas na debiut w wytwórni Father And Son Records And Tapes. I jest to, proszę państwa, album, którego trzeba posłuchać, chociażby z uwagi na światowy poziom produkcji.

Miło jest słuchać wykonawców dojrzałych. Doświadczenie korzystnie wpływa na ich pewność siebie, co przekłada się na unikanie nadmiernej ekwilibrystyki. Taki właśnie jest pierwszy z rzędu „The Birds”. Bez tanich chwytów czy płytkiej krzykliwości. Taneczny rytm poprzetykany jest strategicznie porozstawianymi efektami. Ogranie twórcy procentuje w zakresie natężenia emocji. „Fale” to zaproszenie na parkiet. Silnie eksponowany rytm wymusza na ciele podrygiwania w takt. Patrykowi Canonowi starcza wyobraźni na prawie siedem minut muzyki. Wszystkie szczelnie wypełnione wyraźnie brzmiącą muzyką i pozbawione nudy. Orzeźwiające wielce.

Jeśli większa część płyty upływa nam w oparach przeszłości, tak „Full of Flowers” wyłamuje się ze schematu. Ten kawałek momentami ucieka do przodu i przynosi futurystyczne wstawki. W „No One Cares” pojawia się więcej abstrakcji. Utwór nabiera giętkości i zyskuje przy bliższym poznaniu. Nie sposób ponownie nie pochwalić jakości wykonania. Sytuacja ulega zmianie wraz z nastaniem „Machines in Rain”. Mroczny, opakowany w szum, nieco ambientowy i zimny. W drugiej części pojawiają się głębsze i bardziej przenikliwe momenty. Nerwowo robi się w końcówce.

„Marzenia” rozpoczynają się od cytatu z filmu „Pętla” Wojciecha Jerzego Hasa według prozy Marka Hłaski. W jakiś sposób bliskie jest to ostatnim dokonaniom Bartosza Kruczyńskiego. Nostalgiczna nuta jest ogrywana, a właściwie lepiej byłoby użyć określenia rozwijana. Rozciągnięte plamy dźwięku dają klimat. Przyjemność w grzebaniu się w starociach wraca pod koniec płyty. „Waves and Fractals” w powolnym tempie toczy się, a całość przypomina lata dziewięćdziesiąte. Zamknięciu też niewiele można zarzucić. Swoboda prezentowana w „Don`t Kill Dolphins”, pomimo tytułu, nie daje jakiś szczególnych powodów do gniewu bądź frustracji. Tym samym otrzymujemy bardzo równy album, który nie dogania świata, ale stanowi jego część.

Father And Son Records And Tapes | 2018

Bandcamp
FB







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
ensun_rizz
ensun_rizz
2 lat temu

Patryk Cannon*

Polecamy