BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



Tajak – Ciclos

Meksykańskie trio pokazuje, że wciąż można zaskoczyć połączeniem gitarowej psychodelii, dronów i shoegaze’u!

Ci, którzy odwiedzili zeszłoroczną edycję gdańskiego SpaceFestu powinni doskonale znać muzykę grupy Tajak, z bardzo prostego powodu, ponieważ zagrali tam panowie Curvo (perkusja), Coco (bas, wokal, flet, okaryna) i Ñois (gitara, wokal, 12-strunowa gitara, sitar). Podejrzyjcie, jak było w Gdańsku.

Zespół Tajak powstał w 2014 roku w Mexico City (ich profil na Bandcamp), mimo że muzycy pochodzą z półwyspu Baja California. Udało mi się rozwikłać znaczenie słowa „Tajak” – wyjętego z dialektu kiliwa grupy etnicznej zamieszkującej ich rodzinny półwysep, które po zamianie na język hiszpański oznacza „esqueleto”, czyli „szkielet”. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że do tej pory wydali trzy albumy i jedną EP-kę. Tegoroczny krążek nosi tytuł „Ciclos” i ukaże się nakładem peruwiańskiej wytwórni Buh Records.

Niestety, ale jeszcze nie doświadczyłem koncertowego oblicza Tajak, choć czytając różne relacje z ich koncertów, często trafiałem w wypowiedziach, że lubią rozciągać kompozycje w nieskończoność, a ponoć robią to świetnie (widać to podczas występu na SpaceFest). Materiał z „Ciclos” zaskakuje eterycznym i nieoczywistym brzmieniem, którego szkielet został ulepiony w oparciu o klasyczne instrumentarium (pomijam sitar, okarynę czy flet). Drapieżność miesza się tu z post-rockową melancholią lat 90. O tym pierwszym aspekcie świadczą chociażby utwory „El Despertar” i „Don’t Know Why”, mające coś z My Bloody Valentine i Slowdive, ale zostały wytaczane w błocie gitarowych przesterów. Z kolei bezpretensjonalna nostalgia sączy się z „Camino” oraz „En el Centro de la Sierra”, co daje sporą nadzieję, że nadal warto łączyć post-rocka z slowcore’em i etniczną mistyką.


Z tytułowego „Ciclos” zaś wyrastają w tempie slow psychodeliczne pąki i gitarowa ściana dobrze zasuszonej latorośli. W zamykającym całość „Campanas” słychać sitar, dronową elektronikę, syntezatory i wokal kąpiący się w psychodelicznym echu – mistyczny sztos!

„Camino” może przywołać w pamięci wspólne płyty Jozefa van Wissema i Jima Jarmusha, ale już mocno zawstydzi np. dinozaurów post-rocka spod gwiazdy Mogwai, którzy niestety, ale wciąż usilnie próbują reanimować swoje nieudolne ambicje. Meksykanom zdecydowanie bliżej do poziomu My Bloody Valentine, Low, Slowdive, Pan American czy Labradford, a to powinno stanowić poważną rekomendację. Całe szczęście, nie jest to tylko gra w skojarzenia, gdyż Tajak potrafi sami wytyczyć ścieżkę usypaną z odrębności.

15.09.2018 | Buh Records 

 

Strona Facebook Tajak »Strona Buh Records »Profil na Facebooku »

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze