Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.



Mariel Ito – 2000 – 2005

Wołali na niego „Marielito”

Wszyscy doskonale znamy działalność Erika Estornela pod szyldem Maceo Plex. Melodyjny i energetyczny tech-house, który tworzy posługując się tym pseudonimem, cieszy się wszak wielkim powodzeniem na Ibizie i w klubach Europy od końca minionej dekady. Zanim hiszpański producent objawił nam tę swoją inkarnację, działał w pierwszej połowie minionego dziesięciolecia jako Maetrik. Nazwa ta firmowała bardziej minimalową wersję muzyki artysty, która ukazywała się głównie nakładem kolońskiego Treibstoffu.

Estornel miał w tamtym czasie również trzeci projekt – Mariel Ito. Jego nazwę zaczerpnął od pogardliwego określenia na kubańskich nielegalnych imigrantów, jakie w latach 70. używano w Miami. „El Marielito” – wołano za drobnymi złodziejaszkami, którzy szukali w USA schronienia przed reżimem Fidela Castro. Tak samo nauczyciele nazywali młodego Erika, który miał ewidentne skłonności do rozrabiania. Nic więc dziwnego, że ponad 20 lat później wykorzystał on ten termin, aby nazwać swój projekt.

W latach 2005 – 2006 ukazało się sześć EP-ek i jeden album, który firmował Mariel Ito – a umieścili je w swych katalogach szefowie takich tłoczni, jak Ai, SCSI-AI, Connaisseur czy Modern Love. Zawierały one chłodne i rozmarzone electro i IDM, które mogły się spodobać fanom Drexciyi czy Aphex Twina. Ponieważ Estornel niespecjalnie trafił w swój czas z takiego typu graniem, projekt zakończył swój żywot zaledwie po dwóch latach. Ponad dekadę później okazało się, że do muzyki Mariel Ito wracają chętnie didżeje w rodzaju Stingraya czy Heleny Hauff. Nic więc dziwnego, że producent postanowił przypomnieć swe dawne utwory.

Efektem tego jest kompilacja niepublikowanych do tej pory nagrań Mariel Ito, wydana nakładem legendarnej wytwórni R&S. To dziesięć kompozycji, które oddają ówczesne fascynacje Estornela. Pierwszą część zestawu stanowi klasyczne electro, wypełnione mechanicznymi breakami, filmową elektroniką i „niebiańskimi” chórami („99 Tricks”). Potem hiszpański producent serwuje sprężysty breakbeat podrasowany dubowymi efektami – jak z katalogu Skint. Druga część kolekcji dedykowana jest klasycznemu IDM-owi. Muzyka wtedy staje się zimna i chmurna, połamane bity oplatają warczące basy, a wszystko tonie w melancholijnej mgiełce („Portal Mover”).

Estornel nie ukrywa, że jego produkcje pod nazwą Mariel Ito były zainspirowane klasykami gatunku – Aphex Twinem, Drexcyią, Dopplereffekt, czy nawet Kraftwerkiem. I rzeczywiście: nietrudno dopatrzyć się w muzyce z tejże kolekcji wpływów artystów z Warpu, Rephlexa czy Expanding. Trzeba jednak przyznać, że hiszpański producent potrafi stworzyć efektowne nagrania z kręgu electro i IDM-u, które wytrzymują test czasu. Choć podczas odsłuchu materiału z „2000 – 2005” mamy cały czas wrażenie deja vu, nie odbiera to radości ze słuchania tego zestawu.

R&S 2018

www.randsrecords.com

www.facebook.com/randsrecords

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze