SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…



Jean-Claude Roché – Birds of Venezuela

Belgijska Sub Rosa wznowiła sprzed kilku dekad longplay Jeana C. Roché dokumentujący jego wyprawę do Wenezueli. 

Jean-Claude Roché (ur. 1931) jest francuskim ornitologiem i bioakustykiem. Rejestruje odgłosy ptaków na całym świecie od ponad 30 lat. Jego dyskografia liczy sobie ponad 130 pozycji. Poważnym bodźcem do wyruszenia do Ameryki Południowej okazała się najpierw podróż do zachodnich Indii w 1969 roku. To właśnie tam Roché, nagrywając odgłosy ptaków, uświadomił sobie, że chce dokładniej poznać ptaki z południowoamerykańskiego kontynentu.

27 maja 1972 roku badacz ląduje w Caracas, gdzie od pierwszych godzin pobytu jest zachwycony różnorodnością dźwięków wydawanych przez cykady i żaby, ale najważniejsze koncerty jeszcze miały nadejść, a chodzi o śpiew ptaków w lasach deszczowych.

Być może zastanawiacie się, jaki ptak zdobi okładkę płyty „Birds of Venezuela”? To niezwykłe stworzenie nazywa się potoo (nocolot). Posiada specyficzne upierzenie, bardzo zbliżone do odcieni i kolorów kory drzew, na jakich przesiaduje nieruchomo w ciągu dnia, wręcz stapia się z tym otoczeniem, co ma zapewnić mu ochronę przed drapieżnikami. Niesamowity śpiew nocolota kojarzy się z ludzkim gwizdaniem. Sam Roché wspomina, o czym można wyczytać w tekście dołączonym do albumu, że odgłosy potoo są oryginalne i zachwycające. David Toop porównuje je do zagubionych dusz duchów przemawiających do ludzi na Ziemi.

Odskakując na chwilę od wenezuelskiego kontekstu, zaciekawił mnie również fakt organizowanych latem koncertów z nagraniami Roché w parku na terenie Lyonu w latach 70., pod patronatem Groupe Musique Vivante. Od strony technicznej wyglądało to tak: ustawiano na drzewach po kilka kolumn w różnych częściach parku, gdzie późnym wieczorem wybrzmiewały jednocześnie nagrania terenowe z takich kontynentów jak Afryka, Azja, Ameryka Południowa i Północna oraz Europa. Stojąc po środku parku można było usłyszeć naraz wszystkie te dźwiękowe światy. Podsumowując, tego typu inicjatywy nie są dziś przejawem jakiejkolwiek innowacyjności, ponieważ z powodzeniem realizowano je kilka dekad wstecz.

Odkrywając „Birds of Venezuela” odniosłem wrażenie, jakbym stał po środku parku z tym, że nie jest to field recording z pięciu różnych kontynentów, ale jednego zawężonego obszaru. Zagęszczenie fauny na poziomie słuchowym jest tu niesamowite. W „Palmar” sączą się wręcz noise’owe odgłosy, zaś w najdłuższym fragmencie „Ocumare” dociera do nas cała plejada osobliwych doświadczeń dźwiękowych. W „Gran Sabana” ptasią polirytmię i zawieszoną ciszę przerywa intrygujący ryk jakiegoś zwierza (?).Czy „Birds of Venezuela” można nazwać tropikalnym studiem eksperymentalnym? Zdecydowanie tak!

21.08.2018 | Sub Rosa

 

Strona Sub Rosa »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze