Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Slam – Athenaeum 101

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Na nowych zdjęciach promocyjnych duetu Slam, obaj jego członkowie stoją na dalekich planach. Widać, że mają szczupłe sylwetki, ale zmarszczki zostały skrzętnie ukryte przez odpowiednie oświetlenie. Cóż: Orde Meikle i Stuart McMillan są jednymi z najstarszych twórców współczesnego techno. Spotkali się jako młodzi ludzie w 1986 roku – i porwani falą mody na acid house pod koniec tejże dekady, szybko dali się poznać jako utalentowani twórcy techno i house’u, nagrywanego dla ich własnej wytwórni Soma. Dziś mają na swym koncie niezliczoną ilość winylowych dwunastocalówek i sześć mocnych albumów.

Choć obaj Szkoci z Glasgow zawsze dedykowali swoją twórczość klubowej gawiedzi, momentami w ich muzyce było słychać nie tylko taneczne brzmienia. Tak było choćby na wydanym w 2014 roku albumie „Reverse Proceed”, gdzie taneczne killery uzupełniał mgławicowy ambient. Po ponad ćwierć wieku tworzenia klubowej muzyki Meikle i McMillan postanowili wreszcie dać w pełni dojść do głosu tym eksperymentalnym tendencjom w swojej twórczości. Tak narodził się materiał na album „Athenaeum 101”. „Miałem trudny rok i nagranie tego materiału było dla mnie jak emocjonalne katharsis” – wyjaśnia McMillan.

Krążek wypełnia właściwie jeden utwór, na który składa się kilkanaście różnorodnych sekwencji dźwiękowych. Zaczyna się od dronowych warkotów, spoza których wyłaniają się majestatyczne partie syntezatorów. Wkrótce muzykę ożywiają rozwibrowane arpeggia kojarzące się z twórczością Vangelisa. Segment bliski kosmische musik szybko się jednak kończy – i muzyka zaczyna nabierać dubowego tonu. Niespodziewanie uderzają sprężyste breaki i rozbrzmiewają metaliczne korozje. Z czasem rytm staje się bliski dub techno, a uzupełnia go świetlista elektronika – jak u DeepChord. Całość kończy ukłon w stronę acidowych brzmień – zwieńczony jednak ambientowym wyciszeniem.

Choć Meikle i McMillan zapowiadali swój nowy album jako „eksperymentalny”, tak naprawdę zawiera on bardzo przystępną muzykę. Oczywiście to nie techno, do jakiego Slam przyzwyczaił nas od 1991 roku. Mamy tu echa różnych rodzajów muzyki elektronicznej, ale w każdym momencie albumu nie brak na nim zarówno harmonii, jak i melodii. Ten godzinny miks to swego rodzaju creme de la creme tego, co szkoccy producenci lubią we współczesnej elektronice. Ich zręczne dłonie potrafiły nadać temu miksowi bardzo klarowny ton, dzięki któremu kosmische musik, ambient i dub łączą się tu w spójną i efektowną całość.

Soma 2018

www.somarecords.com

www.facebook.com/SomaRecords

www.slam-djs.com

www.facebook.com/SLAM.soma

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze