Wpisz i kliknij enter

Slam – Athenaeum 101

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Na nowych zdjęciach promocyjnych duetu Slam, obaj jego członkowie stoją na dalekich planach. Widać, że mają szczupłe sylwetki, ale zmarszczki zostały skrzętnie ukryte przez odpowiednie oświetlenie. Cóż: Orde Meikle i Stuart McMillan są jednymi z najstarszych twórców współczesnego techno. Spotkali się jako młodzi ludzie w 1986 roku – i porwani falą mody na acid house pod koniec tejże dekady, szybko dali się poznać jako utalentowani twórcy techno i house’u, nagrywanego dla ich własnej wytwórni Soma. Dziś mają na swym koncie niezliczoną ilość winylowych dwunastocalówek i sześć mocnych albumów.

Choć obaj Szkoci z Glasgow zawsze dedykowali swoją twórczość klubowej gawiedzi, momentami w ich muzyce było słychać nie tylko taneczne brzmienia. Tak było choćby na wydanym w 2014 roku albumie „Reverse Proceed”, gdzie taneczne killery uzupełniał mgławicowy ambient. Po ponad ćwierć wieku tworzenia klubowej muzyki Meikle i McMillan postanowili wreszcie dać w pełni dojść do głosu tym eksperymentalnym tendencjom w swojej twórczości. Tak narodził się materiał na album „Athenaeum 101”. „Miałem trudny rok i nagranie tego materiału było dla mnie jak emocjonalne katharsis” – wyjaśnia McMillan.

Krążek wypełnia właściwie jeden utwór, na który składa się kilkanaście różnorodnych sekwencji dźwiękowych. Zaczyna się od dronowych warkotów, spoza których wyłaniają się majestatyczne partie syntezatorów. Wkrótce muzykę ożywiają rozwibrowane arpeggia kojarzące się z twórczością Vangelisa. Segment bliski kosmische musik szybko się jednak kończy – i muzyka zaczyna nabierać dubowego tonu. Niespodziewanie uderzają sprężyste breaki i rozbrzmiewają metaliczne korozje. Z czasem rytm staje się bliski dub techno, a uzupełnia go świetlista elektronika – jak u DeepChord. Całość kończy ukłon w stronę acidowych brzmień – zwieńczony jednak ambientowym wyciszeniem.

Choć Meikle i McMillan zapowiadali swój nowy album jako „eksperymentalny”, tak naprawdę zawiera on bardzo przystępną muzykę. Oczywiście to nie techno, do jakiego Slam przyzwyczaił nas od 1991 roku. Mamy tu echa różnych rodzajów muzyki elektronicznej, ale w każdym momencie albumu nie brak na nim zarówno harmonii, jak i melodii. Ten godzinny miks to swego rodzaju creme de la creme tego, co szkoccy producenci lubią we współczesnej elektronice. Ich zręczne dłonie potrafiły nadać temu miksowi bardzo klarowny ton, dzięki któremu kosmische musik, ambient i dub łączą się tu w spójną i efektowną całość.

Soma 2018

www.somarecords.com

www.facebook.com/SomaRecords

www.slam-djs.com

www.facebook.com/SLAM.soma







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy