Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Christian Scott aTunde Adjuah – Ancestral Recall
Jarek Szczęsny:

Raróg zwyczajny.



Nowości z Discrepant / Souk Records / Farsa Discos

Wytwórnia Discrepant założyła dwa sublabele: Farsa Discos i Souk Records, a jedno z nowych wydawnictw zalicza się do nurtu „Colombia Christian Punk”. Poza tym lecimy do Portugalii i Palestyny!

Grupo San Francisko De Assis – „Donde Esta El Kamino” (Farsa Discos / Discrepant | 05.10.2018)

Zacznę ten wpis od niecodziennej twórczości Grupo San Francisko De Assis, której członkowie pochodzą z północnych miast Kolumbii, czyli Barranquilla i Santa Marta położnych nad Morzem Karaibskim, co też słychać w zwariowanej punkowej/niepunkowej muzyce Kolumbijczyków.

Zniekształcony prymitywizm (piękne gitary!) w procesie wyginania punka i cumbii. Tak można określić w największym skrócie zakres stylistyczny Grupo San Francisko De Assis. Siedmiocalowe wydawnictwo „Donde Esta El Kamino” to tylko dwa utwory, ale jakie! W sumie to sześć minut z sekundami muzyki, ale tak sugestywnej, napakowanej pomysłami i ostatecznie nieobliczalnej, że zanika poczucie czasu.

Rozwiązania w kwestii śpiewu przypominały mi poczynania innego świetnego kolumbijskiego projektu Chúpame El Dedo (Eblis Álvarez, Pedro Ojeda). Ci, połączyli cumbię z grindcore’em, zaś Grupo San Francisko De Assis równie sprawnie zniekształcają cumbię, ale już w duchu chrześcijańskiego punka z nutką growlingu. Absurdalne? „Donde Esta El Kamino” to również lektura obowiązkowa dla fanów Meridian Brothers, Los Pirañas, Romperayo czy Frente Cumbiero!

Muqata’a – „Inkanakuntu” (Souk Records / Discrepant | 16.11.2018)

„Inkanakuntu” to pierwsze wydawnictwo w nowo powstałym sublabelu Souk Records, w którym mają wychodzić płyty z muzyką taneczną z różnych stron świata. Na pierwszy ogień mamy palestyńskiego rapera i producenta Muqata’a. Artysta pochodzi z miasta Ramallah położonego w środkowej części Palestyny. Nazywany jest „ojcem chrzestnym” tamtejszej podziemnej sceny hip-hopowej, mocno zabarwionej eksperymentalnymi brzmieniami, o czym świadczą działania Podziemnego Kolektywu Ramallah (Muqata’a był współzałożycielem). Koncertował z tym kolektywem na całym świecie, aż do jego rozpadu w 2009 roku. Za to obecnie jest w składzie audiowizualnej grupy Tashweesh. Musqata’a w ciągu ostatnich kilku lat wydał kilka solowych albumów, skomponował muzykę do filmów i na potrzeby teatru.

Zanim napiszę parę słów odnośnie „Inkanakuntu”, chciałbym zachęcić was do obejrzenia bardzo dobrego dokumentu „Palestine Underground” (ukazał się 30 października 2018 r., na stronie „Boiler Room”) oraz do przeczytania wywiadu z Musqata’aem na łamach „The Guardian”.

Instrumentalne kompozycje z „Inkanakuntu” przepływają swobodnie z jednej stylistyki w drugą. Mam tu na myśli erudycję Palestyńczyka, która potwierdza jego szerokie zorientowanie. Muzyka Musqata’a nie ma nic wspólnego z kanciastą produkcją, wręcz przeciwnie – można ją opisać jako bezszwowy, surowy i eteryczny trip w głąb abstrakcyjnego hip-hopu, z wyrytymi na nim bliskowschodnimi znamionami w postaci nagrań terenowych i innych tradycyjnych form z tamtych rejonów. Inspirujące!

Strona Muqata'a »Profil na Facebooku »

Jibóia – „0000” (Discrepant | 30.11.2018)

Po dwuletniej przerwie, portugalski boa dusiciel Jibóia, czyli Óscar Silva, wrócił z nową długogrającą płytą „0000”. Ale nie czatuję na niej sam na potencjalnego odbiorcę. Do swojej dżungli zaprosił dwóch współpracowników: Ricardo Martinsa (m.in. Lobster, Pop Dell’Arte, Bruxas / Cobras) i Mestre André’a (znany też jako O Morto, Alacrau, Notwan). Syntezatory (elektronika) łączą się na „0000” z dzikim, free jazzowym saksofonem i równie niespokojną perkusją.

Ciekawe jest to, że Jibóia tworząc nowe kompozycje, inspirował się słynną koncepcją musica universalis Pitagorasa, mówiącą o tym, iż muzyka pozostaje w ścisłym związku z ruchem słońca, księżyca i pozostałych planet. Twierdzenie Pitagorasa bazuje na przekonaniu, że wzajemne relacje między ciałami niebieskimi wynikają ze zjawiska, które posiada strukturę kompozycji muzycznej. Nie jest to muzyka słyszalna ludzkim uchem, to raczej pojęcie oparte na harmonii i matematyce.


Właśnie takie są nagrania Jibóia, funkcjonują poza dookreśloną przestrzenią. Choć moje radary prowadzą mnie na Bliski Wschód i po części do Afryki. Wpływy sceny bejruckiej przenikają się z kairską. Jako wyznaczniki tych skojarzeń wymieniłbym The Dwarfs Of East Agouza, Maurice’a Louca czy Nadah El Shazly. Spokojnie, ale Portugalczycy nie są tanimi naśladowcami kryjącymi się w skórze węża. „0000” to ponad pół godziny niezwykłej transowej, psychodelicznej i free jazzowej muzyki oderwanej od skorupy ziemskiej!

 

Strona Discrepant »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze