Wpisz i kliknij enter

DJ Shadow – Our Pathetic Age

Ilość nie przekłada się na jakość.

Zaczyna się od jasnej deklaracji, po której stronie stoi twórca krążka w przypadku konfliktu między naturą a człowiekiem. „Nature Always Wins” otwiera dwupłytowy, szósty album sygnowany przez DJ Shadowa. Monstrualne rozmiary płyty, czyli godzina i trzydzieści minut (w tym trzy bonusowe numery), można próbować zrozumieć tym, że ostatni album pojawił się trzy lata temu. Ale można również podejrzewać, że jest to próba zamaskowania twórczej niemocy poprzez zwyczajną nadprodukcję. Zamiast koniecznej selekcji materiału można wrzucić wszystko co się nagrało i obudować szczytnymi ideami.

W oświadczeniu przed premierą artysta uraczył nas swoimi przemyśleniami odnośnie kondycji współczesnego społeczeństwa. Pośród dzisiejszych bolączek zwrócił uwagę m.in. na społeczną frustrację, rozproszenie uwagi czy gniew wymierzony w instytucje państwowe. Sam zaznacza, że jedynie korzysta z energii wyzwolonej przez ludzi, ale nie oferuje żadnych rozwiązań. Na końcu zaznaczył, że „w ciemności zawsze jest światło”. Powiedzmy szczerze, że niewiele tu nowego. Zupełnie jak na samej płycie, która ma obiecujący tytuł. Pierwsza płyta jest w pełni instrumentalna, a druga po brzegi wypełniona gośćmi głównie z hiphopowej orbity. Taki rozmiar dzieła z pewnością nie posłuży temu, aby ludzie byli bardziej skupieni.

Na płycie numer jeden dzieje się niezbyt wiele ciekawych rzeczy. Utwory są całkiem zgrabne, co biorąc pod uwagę renomę ich twórcy, nie można uznać za komplement. Laserowe efekty w „Intersectionality” specjalnie zachwycające nie są, a na pewno każą sprawdzić ich datę ważności. „Beauty, Power, Motion, Life, Work, Chaos, Law” kręci się w okolicach jazzu, ale bez nadmiernego szaleństwa. Nieźle zaczyna się „Firestorm”, rozwija się też miło, ale tylko do czasu patetycznej końcówki. Podoba mi się zrywność „Juggernaut” oraz pokrętna natura „Rosie”. Niestety „If I Died Today” muszę potraktować jako nieudany żart, od którego zacząłem niespokojnie spoglądać na zegarek tęskno wyczekując końca części pierwszej.

Jedyną sztuką, której udało się dokonać na drugiej płycie jest to, że pozbawiono drapieżności najbardziej drapieżny duet raperów Run the Jewels („Kings & Queens”). Napisać, że raperów jest tu nadreprezentacja, to nic nie napisać. Gorzej, że ilość nie przekłada się na jakość. W porywach bywa raczej średnio. O olśnieniach radzę zapomnieć. W paru przypadkach nawet moje ramiona odmówiły współpracy w zakresie wzruszenia nimi. Momentem kiedy tętno zaczyna przyspieszać jest utwór „Rocket Fuel”. Jednak zasługę przypisałbym niezawodnym De La Soul. Album „Our Pathetic Age” notuje w najlepszych chwilach stany średnie. Tylko zastanawiam się, biorąc pod uwagę proekologiczne przesłanie, czy warto było zostawiać taki ślad węglowy dla przeciętnej płyty? Wydaje mi się, że nie. A więc klapa.

Mass Appeal | 2019
FB
Spotify
FB Mass Appeal







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy